Komnata, Kronika i Stodoła
Poznańska wystawa zorganizowana jest w trzech uzupełniających się sekcjach. „Komnata” – umieszczona nie bez kontrowersji w sali wystawienniczej w piwnicy Arsenału – wprowadza w różne wymiary queerowej przyjemności, przy czym osoby artystyczne konsekwentnie koncentrują się nie tyle na doznaniach ciała, ile na politycznych granicach możliwości ich odczuwania. Tak jest na przykład w cyklu fotograficznym You’re going to love the lavender menace Liliany Zeic, w którym artystka prezentuje zakamuflowane trawiastym przebraniem kobiety, wtopione w miejskie przestrzenie. Ich rozkosz, a nawet istnienie pozostają niewidoczne nie tylko dla innych postaci ujętych na zdjęciach, ale też dla szerszych narracji queerowej społeczności – zgodnie z uświęconą patriarchalną tradycją skoncentrowanych głównie na mężczyznach.
Zeic portretuje świat chwilę przed erupcją – nie tylko ze względu na zainteresowanie momentami odmieńczej przyjemności, lecz także dlatego, że rzeczywistość elips, eufemizmów i prześlepień, świat umożliwiający „lawendowe małżeństwa” – czyli fikcyjne związki zawierane przez osoby nieheteronormatywne, by odsunąć od siebie podejrzenia o homoseksualność – rozpada się na naszych oczach na kawałki.
Widok wystawy „Strefy LGBT+. Sztuka queerowa w czasach dobrej zmiany”, fot. Galeria Arsenał w Poznaniu
Rzeczywistość performatywnych zaklęć, które z dnia na dzień tracą swoją moc, jest także przedmiotem ironicznego komentarza Sebulca i jego instalacji Futro – obitego kolorowym futrem podestu, na którym ustawione są trzy rzeźby hipermęskich furries. Umięśnione, ale też karykaturalnie zmysłowe postaci futrzaków eksponują męskość w całej jej spektakularności – nie dlatego, że jest ona jakoś szczególnie widowiskowa, ale że jest spektaklem właśnie, rytualną maską przywdziewaną przez chłopców i mężczyzn, a nie wrodzoną, naturalną, oczywistą cechą, tak ważną dla różnych ideologii spod znaku konserwatyzmu.
W ostatnich latach mieliśmy przecież w Polsce wiele performansów męskości – od kultu tzw. żołnierzy wyklętych, poprzez transparent z 2013 roku, na którym przedstawiciele ONR deklarowali: „Chcemy męszczyzn, a nie cioty”, aż po bojówki samozwańczo broniących polskich granic – czy to od kilku lat w ramach katastrofy humanitarnej w polsko-białoruskich lasach, czy podczas niedawnych haniebnych incydentów na przejściu granicznym na Odrze. Sebulec usuwa podstawę z karcianego domku, jakim jest genderowa obsesja polityki prawicy – ośmiesza kanon idealnej męskości jako – siłą rzeczy – niespełnialną fantazję.
Drugą sekcją jest „Kronika”, skoncentrowana na archiwistycznym zapisie lat 2015–2023. Poza obrazami Karola Radziszewskiego, przedstawiającymi choćby portrety Ewy Hołuszko albo Pawła Szymańskiego czy zatrzymanie Margot, które weszły już do ikonografii oporu społeczności queer, szczególnie interesujące są artystyczno-aktywistyczne działania kolektywu X-Philes i Filipa Kijowskiego.
X-Philes zajmuje się popularyzacją, performowaniem i warsztatowym tworzeniem queerowej poezji – w wierszach zebranych w Arsenale ciekawie spotykają się ze sobą abstrakcyjne uogólnienia z dobitnością politycznego konkretu, tak jakby czasy, rzeczywistość, nabierająca brutalności propaganda nie dawały o sobie zapomnieć. Przy tym bywają też to wiersze pełne afirmacji, zaświadczające, że queerowe życia są zbyt złożone, bogate, odmienne, paradoksalne, by ścieśnić je do klaustrofobicznego rozmiaru martyrologicznej perspektywy.
Podobne w wymowie są działania Kijowskiego, zwłaszcza akcja wysyłania pocztówek do Andrzeja Dudy w trakcie najgorszego zaognienia ceremoniałów nienawiści, przebranych za debatę publiczną na temat osób LGBTQ+, z lata 2020 roku. W kolorowych pocztówkach jest sporo żalu i pretensji – ale i zadziwiająco dużo humoru, wiary w nieunikniony, choć może nie równomierny postęp społeczny, a także w uporczywie trwanie queerowego życia, które stanowczo przeżyje ideologie, a nawet całe ustroje, nie mówiąc o pojedynczych kadencjach.
Widok wystawy „Strefy LGBT+. Sztuka queerowa w czasach dobrej zmiany”, fot. Galeria Arsenał w Poznaniu
W ostatniej sekcji, „Stodole”, zaprezentowano dzieła, które przechwytują narrację służącą często do degradowania osób queerowych – ale na wystawie wywrócono ją na nice, nie tylko po to, by włączyć w nią dyskryminowaną społeczność, ale także, by zadać szersze pytanie o możliwości queerowych historii, kanonów i legend. Dokładnie to interesuje Mikołaja Sobczaka w jego wczesnej pracy, filmie Wyklęte z 2018 roku, w którym w powojennych „żołnierzy wyklętych” wcielają się trzy drag queens – odgrywające swoje role, a w rozmowach czy wypowiedziach dokamerowych kwestionujące prawicowe przywiązanie do przemocy, konserwatywnej polityki historycznej czy metodach politycznej przemiany historii w mit.
Szczególnej mocy nabiera praca Przemysława Piniaka, przedwcześnie zmarłego w 2025 roku artysty. Jego ołtarz, wzniesiony z desek, bibelotów, obrazów i tkanin, wybrzmiewa na wystawie mrocznym tonem – nie tylko ze względu na pełną lęku i alienacji wymowę pracy („Uzależniona od emocji i rozsyłania zdjęć, zorientowałam się, że nie jestem w stanie wszystkich obdarować”, „Jakiekolwiek hasło plus zwłoki równa się zbrodnia” – głoszą napisy na obrazach), lecz przede wszystkim przez niedającą się uciszyć świadomość niebezpieczeństw, na jakie poszczególne queerowe życia są dziś ciągle narażone dużo bardziej niż normatywne.