A skąd się bierze popularność teorii spiskowych? Czy z tego, że teorie spiskowe w prosty i całościowy sposób objaśniają świat?
W ludzkim życiu nie widać wyraźnie sensu: nie zmierza ono ku jakiejś głównej kulminacji, po której następuje zwrot akcji i odkupienie. Opowiedziane post factum, napisane przez dobrego biografa, może takie jest, ale na co dzień nie jest to naszym doświadczeniem. Wydarzenia po prostu się wydarzają. Kiedy patrzymy na teorie spiskowe z zewnątrz, to mamy tendencje do postrzegania ich jako czegoś złego, demonicznego, a ludzi, którzy w nie wierzą jako gorszych czy wręcz złych. Tymczasem pragnienie, które stoi za teoriami spiskowymi, to głębokie, ludzkie pragnienie nadania sensu dramatycznym wydarzeniom. Jak się tylko siedzi przed Twitterem, to łatwo teorie spiskowe wyśmiewać, a ludzi wierzących w nie traktować z pogardą. Ale pracując z byłymi górnikami w Wałbrzychu, odbierałem teorie spiskowe zupełnie inaczej. Widziałem, że zrodziły się z bólu, niesprawiedliwości, że stanowią często rozpaczliwą próbę odzyskania kontroli i poczucia sensu. Oczywiście to nie znaczy, że powinniśmy oddać teoriom spiskowym pole. Przeciwnie, w dobrze, mądrze, empatycznie robionej polityce, humanistyce, nauce czy w medycynie musimy tworzyć kontropowieści, które również traktują odbiorców z szacunkiem, które również dają im sprawczość, które nadają sens – a jednocześnie są oparte na faktach.
A jak popularność teorii spiskowych łączy się z polaryzacją, która się pogłębia na tak wielu poziomach, nie tylko politycznych?
Często w walce z fake newsami słyszymy zupełnie nierealistyczne wezwanie, że wszystko trzeba sprawdzać, każdą informację. My, ludzie, tak nie działamy, nie jesteśmy komputerami. Alternatywnym podejściem jest zapytanie o to, kiedy jesteśmy najbardziej podatni na to, by nas zmanipulować. I mamy badania, które potwierdzają to, że gdy odczuwamy pewien rodzaj emocji – skrajne, pobudzające emocje jak gniew, nienawiść – wtedy najłatwiej nam wszystko wcisnąć. Niestety dzisiaj algorytmy zarządzające mediami społecznościowymi, dokładnie takie treści promują, bo one się najlepiej klikają i to jest samonapędzająca się maszyna. I to niestety trzeba jakoś przeciąć. Nie o to chodzi, żeby te media cenzurować czy nałożyć na nie jakieś ograniczenie. Jest dokładnie odwrotnie: dzisiaj wszędzie w mediach społecznościowych i w mediach głównego nurtu, które je naśladują, mamy potężną cenzurę – w tych mediach nigdzie nie przebijają się jakiekolwiek treści, które nie są polaryzujące, antagonizujące, przerażające.
A jak się w tym wszystkim rozeznać? Jakie są dobre, mądre sposoby, myślenia o przyszłości?
W mojej książce analizuję przestrzeń, w której dziś kształtują się nasze opowieści, analizuję dominujące narracje, ale nie proponuje prostych rozwiązań. Z punktu widzenia strukturalizmu można myśleć o opowieściach trochę jak o szachach. Gramy dzisiaj na szachownicy, która jest niesymetryczna, która premiuje określone zachowania kosztem innych. W książce proponuję, co zrobić, żeby trochę wyrównać te szachownice, ale nie mówię, jak wygrać w szachy. Nie przedstawiam jednej rewelacyjnej opowieści, która rozwiąże nasze problemy. Opowieści, które teraz mamy, są obarczone konkretnymi błędami. Jednym z takich błędów jest bardzo dualistyczne myślenie, które ściąga nas ku biegunom w postaci technooptymizmu albo technopesymizu. Obydwie strony postrzegają naszą przyszłość przez pryzmat technologii, mówią, że technologia to game changer, że zmienia wszystko. Jedni mówią – zmienia zawsze na lepsze, drudzy mówią – zawsze na gorsze. To bardzo utrudnia nam rzetelne porównywanie konkretnych technologii oraz dokonywanie takich wieloaspektowych decyzji, które mówią "ok, ta technologia poprawia nam np. emisyjność, ale generuje odpad, z którym musimy sobie radzić, a w dodatku sprzyja wielkim przedsiębiorstwom i rozbija drobną strukturę własności. Czy jesteśmy w stanie tak zmodyfikować tę technologię, żeby generowała mniej odpadów i/lub miała korzystniejszą strukturę własności?" I to jest myślenie, które jest mi znacznie bliższe. Co więcej, okazuje się, że wbrew wszelkim pozorom opowieści są właśnie świetnymi narzędziami, które pozwalają nam tak działać. Każda opowieść odnosi się do funkcji matematycznych, czyli przedstawia zmianę pewnej wartości w czasie. Jesteśmy w stanie budować opowieści, które śledzą jednocześnie wiele funkcji. Każdy, kto kiedyś czytał np. jakąś wielką XIX-wieczną powieść, oglądał "Klan" czy "Modę na sukces" wie, że jesteśmy w stanie śledzić kilkunastu czy kilkudziesięciu bohaterów i się nie pogubić. Tego typu narzędzi powinniśmy szukać w naszych opowieściach. Odchodzić od "za czy przeciw", "tak czy nie" ku wieloaspektowemu myśleniu. To jest przestrzeń, w której widzę nienaiwną nadzieję na zmianę i poprawę bez obietnicy, że wszystko będzie idealnie.
I czy w ten sposób powinniśmy też spojrzeć na katastrofę klimatyczną?
Mamy kilka tropów wywodzących się z narratologii, które pozwalają nam nieco udoskonalić te opowieści, które mamy. Wybór pomiędzy "wszystko na pewno będzie lepiej" a "wszystko na pewno będzie gorzej" to nie jedyny, który mamy. Bardzo obiecująca wydaje mi się struktura "wyzwania". To struktura, na której są zbudowane baśnie, ale też np. film "Armagedon" z Brucem Willisem, w którym w kierunku Ziemi leci asteroida i wszyscy muszą się zmotywować, żeby odeprzeć to zagrożenie. Myślenie w kategoriach wyzwania z punktu widzenia walki z globalnym ociepleniem czy też tego, jak onkolodzy mogą komunikować się z pacjentami, jest dużo skuteczniejsze niż puste obietnice albo straszenie. To jest obszar, w którym bym szukał. Ważne jest też wykorzystanie wieloaspektowości opowieści do pomocy w unikaniu łatwych pułapek. Bo lubimy szukać łatwych, szybkich rozwiązań. Chcemy porzucić plastikowe słomki i wierzyć, że to coś zmieni. Tymczasem rzeczy są dużo bardziej skomplikowane.
Marcin Napiórkowski – profesor w Zakładzie Kultury Współczesnej oraz w Centrum Badania Ryzyka Systemowego na Uniwersytecie Warszawskim. Wykorzystuje narzędzia semiotyki, by zrozumieć, jak za pomocą opowieści ludzie nadają sens rzeczywistości. Pracował w polskich i międzynarodowych projektach badawczych dotyczących wyobrażeń o relacji przeszłości i przyszłości oraz społecznego postrzegania nowych technologii. Jest autorem kilku popularnych książek m.in. Turbopatriotyzmu i Kodu kapitalizmu, regularnie publikuje też w "Tygodniku Powszechnym". Tata trójki dzieci. Jak znajdzie chwilę, to dzieli się ciekawymi znaleziskami na blogu www.mitologiawspolczesna.pl.