Wojsko nie było na nie przygotowane, co widać bardzo dobrze w raportach oficerów polityczno-wychowawczych. To była nowa instytucja, jak na polskie wojsko, zajmująca się propagandą. Jednak jej głównym zadaniem było dbanie o to, żeby było co jeść, w co się ubrać, walka o bieliznę dla kobiet – bo albo były jej pozbawione, albo po długich bojach docierała męska lub zawszona – walka ze świerzbem czy codzienne dbanie o dobro żołnierek. Jako ciekawostkę można przywołać fakt, że w Armii Radzieckiej zaprojektowano specjalne spodnie z klapką do sikania w okopach, żeby kobieta nie musiała się rozbierać. Do polskiego wojska nie dotarły, ale świadczą o tym, że różnice w fizjologii nie były traktowane jako przeszkoda nie do pokonania, która wyklucza kobiety. W męskich wspomnieniach mało jest tematów związanych z higieną czy cielesnością. Pewnie dlatego, że to nie był aż taki problem, a ich doświadczenie było masowe. One musiały się mierzyć z czymś nowym.
Weszły w męskie role, szkolono je według męskich regulaminów, ale jednak zachowały tę kobiecość. Przywołujesz w reportażu Irenę Kruszewską, która w przerwie w walkach zakłada sukienkę, a jeszcze tego samego dnia ginie.
Kobiecych atrybutów jest sporo. Platerówki wspominają, że jak budują ziemiankę, to ją ozdabiają paprotkami (w radzieckim wojsku były pilotki, które samoloty ozdabiały kwiatami). Chcą, żeby mundury były schludne. Jak są w szkole oficerskiej, to próbują nakręcić papiloty i zafarbować paznokcie czy usta jakimś kolorowym papierem. To rozumienie płci wówczas, a i często wciąż, jest oparte na opozycji, na hierarchii. Nasze cechy pojmowane są bardzo przeciwstawnie: mężczyzna jest silny, kobieta – słaba, mężczyzna – mądry, kobieta – głupiutka, mężczyzna – zrównoważony, kobieta – histeryczna. Panuje hierarchia: to, co męskie, jest lepsze, a to, co kobiece – gorsze. Wchodząc w męskie role, one nie stają się mężczyznami. Ich doświadczenie jest ważne i cenne dlatego, że rozszerza rozumienie płci i wychodzi z tej krzywdzącej dla obu stron opozycyjności.
Jak żołnierze reagowali na kobiety? Platerówki przecież także przewodziły męskim oddziałom.
Kobiety dowodzące mężczyznami to w ogóle ewenement. Na początku spotykały się z dużym oporem, różnie manifestowanym. Niektórzy się oburzali, inni protestowali, byli złośliwi, próbowali nie słuchać rozkazów. Jedna wspomina, że spotkała się z groźbą śmierci. Można by złośliwie powiedzieć, że mężczyźni reagowali bardzo histerycznie na dowódcę kobietę. Jednak wojsko to specyficzna sytuacja, rozkazów się słucha, a nie z nimi dyskutuje, w dodatku to wojsko w realiach wojny, więc dogadanie się z dowódcą jest niezbędne, by przeżyć. Tamte opory szybko zostały przełamane, platerówki okazywały się dobrymi dowódczyniami. Po wojnie ten opór wobec roli kobiet jako dowodzących mężczyznami przejawiał się próbą wymazania tego doświadczenia.