Wajda nie rozumiał filmów Żuławskiego i negował jego styl oparty na przesadzie i aktorskiej nadekspresji. Kiedy w 1975 roku obejrzał Najważniejsze to kochać z Romy Schneider, legendarną gwiazdą Ostatniego tanga w Paryżu, notował z przenikliwością i okrucieństwem:
To niezwykłe, ale jeśli nie wiesz, jak zachowuje się fotograf, jak wygląda próba w teatrze, jak robi się zdjęcia pornograficzne, to widząc film Andrzeja, wiesz na pewno, że nie tak, jak na ekranie. Fałsz, męt, zupełny brak kierunku przy niebywale zręcznej realizacji, która sprawia pozory życia i sprawy… A zwiedziona Romy Schneider gra coś na wyrost, jakąś tęsknotę za czymś prawdziwym, i to właśnie jest piękne i smutne. Wszystko zresztą widziane jak w innych filmach – ani jednej rzeczy oryginalnej.
Wiele lat później, po obejrzeniu Szamanki z 1996 roku brutalnie sformułował swój najpoważniejszy zarzut wobec kina Żuławskiego:
Najciekawsza jest ta amatorka – ogłupiała i udająca szamankę. W jej ruchach ani w słowach nie ma prawdy, trzepoce się, biega, coś mówi, ale to udawane, żadnego napięcia, bo jak to u amatorów wszystko się zamazuje i wzajemnie skreśla. […] Mam też nieodparte wrażenie, że film zrobiła ta właśnie idiotka; że to jej własne histeryczne dzieło…, a Żuławski znalazł dla wypowiedzenia siebie medium dokładnie przystające i bezwolne. Trzeba być nie byle jak inteligentnym człowiekiem, żeby od tak dawna móc tłumaczyć sobie, że inni są kretynami i nie potrafią odczuć i zrozumieć tych filmów, które on robi.
Z każdym kolejnym filmem ich drogi rozchodziły się coraz bardziej, a niechęć okazała się wzajemna. Podczas gdy Wajda swoje brutalne recenzje kreślił na stronach prywatnego Notesu wydanego dopiero po jego śmierci, Żuławski publicznie krytykował kino byłego przyjaciela i jego twórczą filozofię. W wywiadzie rzece wprost mówił, że Wajda, mając ogromny talent, oddał go na usługi sukcesu, państwa i układów. Kwestionował też styl starszego kolegi, a po obejrzeniu Katynia mówił, że to film zrobiony przez starego człowieka, który już nic nie rozumie z nowoczesnego kina.
Gdy w 1987 roku Wajda dowiedział się o cytowanym wyżej wywiadzie Żuławskiego dla „Polityki”, zapisał w swoich Notesach:
Myślę, że on ciągle czeka, aż ja zobaczę jego film i odezwę się do niego. Ale te filmy nie nadają się. Więc czeka, czeka i zdenerwował się, bo widać uważa, że jeden z nich powinien mnie poruszyć.
Po drugiej stronie