Między miastem a przedmieściem
Podział administracyjny Polski nie uwzględnia istnienia terenów, które dziś najbardziej się rozwijają i najszybciej zyskują mieszkańców. Choć przyporządkowywane do starych kategorii, nie są to ani miasta, ani wsie, ani nawet przedmieścia.
Największa wieś w Polsce liczy ponad 14 tysięcy mieszkańców. Położona jest kilkanaście kilometrów w linii prostej od Pałacu Kultury i Nauki i próżno w niej szukać tych elementów, które powszechnie kojarzymy z wsią: pól uprawnych, zwierząt hodowlanych, zabudowań gospodarczych. Wsią tą jest bowiem Józefosław, należąca do gminy Piaseczno miejscowość, która od lat 90. (a od kilkunastu lat znacznie intensywniej) jest zabudowywana kolejnymi osiedlami domów wielo- i jednorodzinnych. Józefosław zachował swój wiejski status z dawnych lat, bo niegdyś był tradycyjną wsią, zamieszkałą przez uprawiających ziemię rolników. Jej przemiana nastąpiła dość szybko i była radykalna, bo zmienili się zarówno mieszkańcy okolicy, jak i zabudowa. Dogodne położenie wsi niedaleko Warszawy oraz rosnące w błyskawicznym tempie ceny gruntów na peryferiach stolicy stały się zachętą dla dotychczasowych mieszkańców do sprzedaży ziemi inwestorom, którzy bardzo szybko podzielone miedzami zagony zaczęli zapełniać domami. Józefosław z tradycyjnej wsi zmienił się więc w sieć osiedli o charakterystycznym, łanowym układzie: kolejne zespoły domów buduje się na długich, wąskich działkach, na siatce dawnych rolniczych podziałów, które nie uwzględniały przecież mieszkalnej urbanistyki z drogami dojazdowymi, skrzyżowaniami itd.
Według podziału administracyjnego kraju Józefosław jest wsią. Ale wszyscy jej mieszkańcy są mieszczanami. To ludzie, którzy pracując w mieście kupili tu domy czy mieszkania. Co więcej, badania pokazują, że tę miejscowość zamieszkuje w dużej części polska "klasa średnia". W 1998 roku w Józefosławiu mieszkało niecałe 600 osób, w 2012 roku – 7 tysięcy, dziś jest ich ponad 14 tysięcy. Podobnych "wsi" jest w okolicach polskich największych miast więcej, bo wszędzie miał miejsce podobny proces wykupywania przez deweloperów dogodnie położonych terenów rolniczych pod inwestycje mieszkaniowe. Według Głównego Urzędu Statystycznego, który bada wewnętrzne migracje ludności, w 2023 roku przybyło prawie 47 tysięcy mieszkańców wsi w Polsce; w tym samym roku miastom ubyło 46 tysięcy mieszkańców (te liczby – to saldo migracji, powstałe po porównaniu tych, którzy osiedli z tymi, którzy się wyprowadzili).
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Tereny Obserwatorium Astronomiczno-Geodezyjnego Politechniki Warszawskiej w Józefosławiu, fot. z archiwum prywatnego Pana Materackiego przekazane przez Katarzynę Krzyszkowską-Sut do archiwum Józefosławia i Julianowa/Biblioteka Publiczna w Piasecznie
Obrazek
obserwatorium-politechniki-warszawskiej-3.jpg
Zmiana sposobów zamieszkiwania – to bez wątpienia jedno z najważniejszych zjawisk, jakie obserwujemy w XXI wieku. Transformacja ustrojowa rozpoczęła i umożliwiła szereg zmian, które po "zadomowieniu" w Polsce systemu rynkowego, a przede wszystkim po oddaniu praktycznie w całości w prywatne ręce budownictwa mieszkaniowego, przybrały na sile tak bardzo, że zmieniły kształt i wielkość miast i wsi, system transportu i komunikacji, układy urbanistyczne, a także relacje społeczne. Bo to, jak i gdzie mieszkamy w ogromnym stopniu determinuje nasz sposób życia, indywidualny, ale i w odniesieniu do innych ludzi.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Tereny Obserwatorium Astronomiczno-Geodezyjnego Politechniki Warszawskiej w Józefosławiu, fot. z archiwum prywatnego Pana Materackiego przekazane przez Katarzynę Krzyszkowską-Sut do archiwum Józefosławia i Julianowa/Biblioteka Publiczna w Piasecznie
Obrazek
scenki-z-zycia-julianow.jpg
Podwarszawski Józefosław jest dobrym przykładem na ich obserwacje. Jeszcze w latach 90. na pierwszych dostępnych działkach zbudowano tu nowe domy – były to jednak często budynki wielorodzinne, mniejsze, bardziej kameralne od wielkopłytowych osiedli, z których wtedy wiele osób chciało uciec. Grodzone zespoły domów o spadzistych dachach, z wykuszami, detalem, ale i garażami podziemnymi były w latach 90. marzeniem młodych rodzin. Nikt wtedy nie zwracał uwagi ani nie zastanawiał się nad tym, że te budowane "w polu" osiedla, poza mieszkaniem w ogrodzonym budynku o ciekawszej niż blok formie, nie oferują wiele więcej niż dach nad głową. Brak zieleni, przestrzeni publicznych, sklepów, szkół i przedszkoli, terenów rekreacyjnych, nawet miejsc, gdzie po prostu można iść na spacer, stał się widoczny w kolejnych latach, kiedy nowych osiedli zaczęło przybywać w błyskawicznym tempie. Józefosław, podobnie jak dziesiątki podobnych mu osad w Polsce – to, mówiąc w pewnym uproszczeniu, ogrodzone zespoły domów podzielone drogami dojazdowymi. Niełatwo tu znaleźć inne elementy przestrzeni zurbanizowanej. Nie ma placów, rynków, skwerów; wzdłuż niektórych ulic brakuje nawet chodników, co dobrze pokazuje dominujący sposób poruszania się w takiej przestrzeni: prywatnym samochodem.
To jedna z najważniejszych cech charakterystycznych tej "współczesnej wsi". Niektórzy badacze włączają ją do grona "nie-miejsc", takich jak lotniska czy pokoje hotelowe, przestrzeni pozbawionych tożsamości i historii, stworzonych do realizowania konkretnego celu i jednej funkcji. W przypadku "wsi XXI wieku" tą funkcją byłoby rozumiane bardzo dosłownie i wprost "mieszkanie". A może – patrząc z punktu widzenia głównych kreatorów tych obszarów – byłby to raczej "dochód"? O ile bowiem tradycyjne obszary przedmiejskie lub położone na peryferiach miasteczka powstawały w oparciu o plany urbanistyczne, takowych brakuje we współcześnie kształtowanych terenach mieszkalnych pod miastem. I to może najbardziej upodabnia je do wsi, które też wszak bazują na najprostszym układzie drogowym.
Już ponad dziesięć lat temu było jasne, że Józefosław wymaga przestrzennej reformy, interwencji mającej na celu uczynienie przestrzeni bardziej przyjazną do życia (czyli przede wszystkim uzupełnienia brakującej infrastruktury). Kuszenia mieszkańców inwestycjami dokonywał burmistrz pobliskiej warszawskiej dzielnicy Ursynów, któremu marzyło się wchłonięcie Józefosławia (wtedy kilka, dziś to kilkanaście tysięcy nowych podatników), status quo bronił burmistrz Piaseczna, przekonując, że w małej gminie łatwiej dysponuje się pieniędzmi i zarządza inwestycjami. Te jednak, przy najlepszych chęciach władz lokalnych, wcale nie są łatwe, bo tereny pod zabudowę sprzedano deweloperom bez zachowania obszarów pod szkoły, place, skwery, boiska, place zabaw, przestrzenie publiczne. Na ich potrzeby władze samorządowe muszą "wycinać" skrawki ziemi z tych jeszcze pozostających w ich gestii, w przypadkowych miejscach, bez szans na stworzenie np. centralnego placu albo większego parku. Trudno jest nawet zbudować szkołę. W tej w Józefosławiu uczy się w systemie zmianowym dwa tysiące dzieci. Proces planowania drugiej placówki edukacyjnej trwa.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Osiedle Antonówka Józefosław, fot. materiały prasowe dewelopera Ampar Bis
Obrazek
osiedle_jozefoslaw.jpg
To przypadek większości podmiejskich terenów mieszkaniowych w Polsce, przeznaczonych pod zabudowę w latach 90. Bo wtedy właśnie uznano, że powstałe przed transformacją ustrojową plany miejscowe, plany zagospodarowania, wszelkie stworzone na przyszłość koncepcje urbanistyczne należy wyrzucić do kosza i stworzyć nowe, adekwatne do kapitalistycznych czasów. Bez kłopotu udało się zrealizować tylko pierwszą połowę tego planu, czyli zlikwidowano wszelkie regulacje, dotyczące skali, gęstości, umiejscowienia nowej zabudowy. Proces kreowania współczesnych planów miejscowych okazał się jednak mozolny, skomplikowany, czasochłonny, więc te nadal powstają i wciąż obejmują tylko fragmenty kraju. Ale nowa zabudowa przecież powstaje, nie da się zatrzymać rozwoju miast czy wsi z powodu braku planów miejscowych. Te opiera się więc na tzw. warunkach zabudowy, pojedynczych decyzjach dotyczących poszczególnych działek, bez uwzględniania urbanistycznego układu całej okolicy.
I tu znów za przykład posłużyć może Józefosław, którego władze starają się pomiędzy kolejne ogrodzone osiedla wprowadzać poprawiające jakość życia obiekty i tereny wspólne. To jednak działania doraźne, wykorzystujące grunty pozostające własnością publiczną, a tych nie ma wiele. W idealnym scenariuszu (tak właśnie dzieje się w wielu krajach tzw. Zachodniej Europy) zanim którakolwiek z prywatnych działek zostałaby sprzedana deweloperowi, gmina stworzyłaby plan miejscowy z wrysowanymi w niego miejscami pod drogi, tereny zielone, funkcje edukacyjne, handlowe, rekreacyjne itd. W Polsce zwykle dzieje się na odwrót. I dotyczy to nie tylko miejscowości jak Józefosław, ale i wielkich miast, w których pod nowe osiedla przeznaczało się jeszcze niedawno całkiem duże, wcześnie niezagospodarowane tereny. Jak choćby Miasteczko Wilanów w Warszawie (czy ktoś jeszcze pamięta wielkie wizje zielonego, pieszego "miasteczka" z rynkiem, placami, skwerami, które prezentował inwestor przed rozpoczęciem budowy?) czy Naramowice w Poznaniu. W Wiedniu, zanim deweloper wbił pierwszą łopatę na terenie powstającego właśnie we wschodniej części miasta ogromnego nowego osiedla Seestadt Aspern, zbudowano tam wszystkie drogi, okolicę włączono do sieci transportu publicznego, otwarto dwie stacje kolei. Pierwszy tramwaj na istniejące i zamieszkiwane od lat 90. poznańskie Naramowice dojechał w kwietniu 2022 roku.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Widok zakładów "Vantiva", Józefosław, fot. Adam Stępień/AW
Obrazek
zaklady_vantiva_aw.jpg
Konsekwencje zniszczenia systemu planowania w latach 90. trwają do dziś. W 2023 roku emocje w Józefosłwiu rozpalała kwestia zabudowy 10-hektarowego, położonego w centrum miejscowości terenu po likwidującej produkcję fabryce Vantiva (dawniej Technicolor). Mieszkańcy zamarzyli o parku, którego we wsi bardzo brakuje (choć Józefosław leży na obrzeżach miasta, próżno tu szukać zielonych terenów spacerowych i rekreacyjnych, większość została już zabudowana). "Samorząd próbował kilka lat temu uchwalić plan, w którym na terenach Vantivy oprócz produkcji wpisano także teren rekreacyjny. (...) – Ale takie zapisy dla tego miejsca zostały zaskarżone do sądu administracyjnego i uchylone. Na dziś planu dla tego miejsca nie ma" – tłumaczył w październiku 2023 roku "Gazecie Stołecznej" Daniel Putkiewicz, burmistrz Piaseczna.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Ulica Puławska w Warszawie na wysokości ul. Łagiewnickiej, widok w kierunku północnym, fot. Adrian Grycuk/CC BY-SA 3.0 pl
Obrazek
ulica_pulawska_na_wysokosci_ul._lagiewnickiej.jpg
Paradoksów życia i zarządzania w takiej jak Józefosław "miejskiej wsi" jest o wiele więcej. Dużym problemem jest transport publiczny. Do Józefosławia dojeżdżają z Warszawy autobusy podmiejskie; według mieszkańców jest ich za mało, są zatłoczone (na dodatek część ulic na terenie wsi i jej okolic jest za wąska, żeby mogły się nimi poruszać autobusy przegubowe). Jednak gdy władze Warszawy na ulicy Puławskiej, głównej arterii łączącej Piaseczno z Warszawą utworzyły pas dla autobusów, aby poprawić przynajmniej punktualność autobusowych kursów, mieszkańcy Józefosławia ostro protestowali, obawiając się jeszcze większych korków. Bo tam każdy, kto może, porusza się własnym autem (dużą część pasażerów stanowią uczniowie szkół średnich, dojeżdżający ze śródmiejskich domów do stołecznych liceów). Skutkiem tego jest także specyficzna forma handlu: niewiele jest w miejscowości "zwykłych" sklepów – jak do nich dotrzeć, jeśli przy niektórych ulicach chodnik jest tylko po jednej stronie? Łatwiej zbudować halę z marketami i parkingiem. Zresztą i tak pewnie wielu mieszkańców robi zakupy "po drodze", wracając "z miasta na wieś". Istnienie takich wielotysięcznych "wsi" – to także obciążenie dla pobliskiego miasta. Ich mieszkańcy płacą podatki w swojej gminie, jednak w dużym stopniu korzystają z infrastruktury Warszawy, Poznania, Gdańska, Wrocławia. To w mieście pracują i parkują, tam posyłają starsze dzieci do szkoły, korzystają z placówek kultury (których przecież nie ma na wsi), służby zdrowia, oczekują od miasta rozbudowy transportu publicznego itd.
O tym, jak szkodliwym dla środowiska, lecz także relacji społecznych procesem jest rozlewanie się miast (a więc także wyprowadzka ich mieszkańców do pobliskich "wsi") napisano już całe tomy. Niestety nigdzie nie wymyślono jak dotąd złotej recepty na zatrzymanie tego zjawiska. Sytuacja zresztą jeszcze się pogarsza. Dramatyczny wzrost cen mieszkań powoduje, że niektórzy niejako wbrew swojej woli wynoszą się pod miasto, po prostu tam mieszkania są nieco tańsze. To zjawisko dotyczy nie tylko Polski. Peryferia Londynu, Paryża, Amsterdamu, miejscowości, które wcześniej były sennymi, małymi miasteczkami dziesiątki kilometrów od stolicy, są dziś miejscem zamieszkania pracowników wielkomiejskich firm. Po prostu na mieszkanie w mieście już mało kogo stać.