Początki kariery Pustoły, który poza łódzką filmówką i wydziałem fotografii Royal College of Art w Londynie ukończył także ekonomię na Uniwersytecie Warszawskim, przypadają na początek milenium. Wczesne prace Pustoły, reportaże "Ale Meksyk!", "Siena" czy "Sanna", za którą zdobył główną nagrodę w konkursie Polskiej Fotografii Prasowej w 2001 roku, obecne są tutaj w rodzaju aneksu, złożonego z magazynów fotograficznych z epoki i książek twórcy. Szabłowski rozpoczyna opowieść w momencie, kiedy Pustoła przekierowuje aparat z konkretnych bohaterów, jak w rzeczonej "Sannie", opowiadającej o rodzinie, która rzuciła wszystko i uciekła w Bieszczady, na krajobraz.
W "Warszawie" z 2004 roku Pustoła eksperymentuje również z techniką. Fotografie stolicy bliskie są wręcz piktorialistycznej tradycji, "malarskie", formalnie wysmakowane dzięki użyciu przez artystę techniki otworkowej. To właśnie za sprawą wykorzystywanego przez Pustołę staroświeckiego japońskiego aparatu skrzynkowego i wymuszonego przez technikę długiego naświetlania z ulic miasta znikają mieszkańcy, zostają same budynki, fontanny, samochody, wyglądające jak fragmenty architektonicznej makiety.
Ta pustka i wysoki kontrast czarno-białych kadrów budują specyficzne napięcie, jakbyśmy oglądali film, w którym za moment nastąpi punkt kulminacyjny. Jesteśmy w końcu w momencie przełomu, porównywalnym z rokiem 1989 – tuż przed wstąpieniem do Unii Europejskiej, czasie pierwszych poważnych rozliczeń związanych z przemianami transformacyjnymi i nadziei na przyszłość. Jak pokazuje sąsiadujący z "Warszawą" cykl "U Adasia", transformacja nie jest wówczas procesem zamkniętym. Wchodzimy jednak w nową fazę przemian, obrazy transformacji nie są już więc reporterskimi ujęciami handlu z łóżek polowych, a pejzażu.