Jakie masz założenia programowe dotyczące przekazu, który ma wynikać z tego pokazu?
Najważniejsze było dla mnie uświadomienie zarówno europejskim odbiorcom, jak i polskiej publiczności, szczególnie tej związanej z polską państwowością, polską kulturą, jak ważne jest otoczenie mody państwowym parasolem: systemem grantów, dofinansowań, programów inkubacyjnych, promocji, lobbyingu politycznego. Polska moda jest dziedzictwem, zasobem, towarem eksportowym, podobnie jak polskie wzornictwo. Potrzebuje naszej uwagi, merytorycznych ocen, ekspertów, instytutów. Czekaliśmy na to latami, podczas których moda była traktowana w najlepszym razie jako obiecująca dziedzina produkcji, ale nigdy jako zasób historii, sztuki, nie jako marka, znak jakości Polski w regionie, nasz wyróżnik.
Sukienki z kolekcji "Noś dłużej" inspirowanej latami siedemdziesiątymi i energią Studia 54., projekt: Tomasz Ossoliński, fot. Sklep online
Czemu warto o tym mówić?
Chciałam pokazać, że to, co mamy, to zasób ciekawy, inspirujący dla innych krajów, zasługujący na uwagę, środki finansowe, popularyzację. Ważne jest dla mnie także to, żeby było to pierwsze, ale nie ostatnie takie przedsięwzięcie. Żeby to był dopiero początek inicjatyw, które chcą polską modę przedstawiać – zarówno zagranicą, jak i w samym kraju. Jestem też bardzo szczęśliwa, że udało się projektantów zebrać razem, że to wydarzenie kolektywne. Polska moda jest bowiem w rozproszeniu, projektanci nie kontaktują się ze sobą, nie wspierają nawzajem, nie dbają o interesy grupy, o to, żeby “nie iść samemu”, bo tak przyzwyczaili się do tego, że muszą dbać tylko o siebie, żeby przeżyć. Pora wyjść z trybu przetrwalnikowego, wejść w rozmowy, burze mózgów, sieciowanie, rozwój. Może wtedy zatrzymamy młodych, zdolnych projektantów w kraju. Bo teraz najczęściej nie chcą tu zostawać: w kraju bez pomysłu na tę branżę, bez rozwiniętych programów dla młodych biznesów, bez studiów nad modą, bez oparcia w państwie.