Mama przy telefonie
Set didżejski? Koncert? Opera? Trudno powiedzieć. Niewątpliwie "Polacy wyjaśniają przyszłość" w reżyserii Ziemilskiego osnute było wokół radosnej struktury muzycznej, zabawy z udziałem widowni. Jaśmina i Piotr grali "seta" w strojach żaby i supermana, samplując futurystyczne (i nie tylko) wypowiedzi znanych osób (m.in. Roberta Biedronia, Stanisława Lema, Marcina Gortata, Jana Pawła II). Ale najważniejszym momentem była odtworzona z nagrania rozmowa z Mamą Polak, której Jaśmina zadała pytanie o przyszłość za sto lat. Jej odpowiedź była spokojna i smutna: dziś, w obliczu naszej możliwej przyszłości na Ziemi, raczej nie zakładałaby rodziny. W ustach wielu młodych, świadomych, bezdzietnych osób taka deklaracja brzmi jak głos ekologicznego i ekonomicznego rozsądku. Ale kiedy słyszymy ją z ust matki dwójki aktorów, wywołuje konfuzję i niepokój (na premierze także nerwowy, z wolna gasnący śmiech).
Scena z przedstawienia "Polacy wyjaśniają przyszłość" w reżyserii Wojciecha Ziemilskiego, 2018. Na zdjęciu: Piotr Polak i Jaśmina Polak, fot. Maurycy Stankiewicz/Nowy Teatr w Warszawie
"Polacy wyjaśniają przyszłość" było przede wszystkim spotkaniem: zabawnym i czułym. Prywatny wymiar tego spektaklu nie był tutaj dodatkiem, atrakcyjnym smaczkiem czy ciekawostką – ale jego trzonem. Rozmowa rodzeństwa z mamą w obrębie tego spektaklu jest, jak przyznał sam reżyser, elementem, który tworzył całość; który pozwolił się tej konstrukcji zrodzić. Oczywiście przedstawienie duetu Polaków niczego nie wyjaśniło – zadrwiło raczej z samej kwestii dywagowania o przyszłości. Ironia mieszała się tu z melancholią, poważne i gorące tematy (przede wszystkim krążące wokół kryzysu klimatycznego) neutralizowane były dynamiką dziecięcości i hultajstwa.
Co ciekawe, mama rodzeństwa niemal do samej premiery nie wiedziała, jak ważną rolę odegra w futurystycznym przedstawieniu.
Kilka dni przed premierą razem z Wojtkiem Ziemilskim postanowiliśmy zaprosić ją do teatru, żeby spokojnie przeprowadzić ją przez fakt, że gra główną rolę w spektaklu. Zrobiliśmy dla niej indywidualny pokaz. Wojtek twierdzi, że nigdy nie widział mnie i Piotrka tak zdenerwowanych. Mama była naturalnie przerażona na początku, ale dość szybko wciągnęła się w narrację i bardzo dzielnie to >>dźwignęła<<. Ostatecznie spektakl bardzo jej się podobał i widziała go cztery razy.
– opowiada Jaśmina.