"Nie taki diabeł straszny, jak go malują", mówi ludowe porzekadło. Do tego samego wniosku doszedł zapewne Jan Matejko, projektując pod koniec lat 80. XIX wieku polichromie dla kościoła Mariackiego w Krakowie. Choć głównymi bohaterami swoich prac artysta uczynił anioły, wśród motywów ozdobnych pnączy malarz umieścił także wizerunki diabłów (wg chrześcijaństwa – upadłe, zbuntowane anioły). Matejkowskie biesy nie straszą, są raczej śmieszne, karykaturalne, a przede wszystkim… dekoracyjne: jeden ma ptasi dziób, inny wielkie uszy i szeroko otwarte usta, jeszcze inny kłębiącą się brodę i długie włosy spod których wystają rogi. Wykrzywione, brzydkie twarze diabłów są tu jasnym przeciwstawieniem pełnym gracji i subtelności, pięknym postaciom aniołów.
Feliks Jabłczyński, "Mefisto", 1893, fot. Muzeum Narodowe w Krakowie
Wątki "diabelskie" bywały pojemnym tematem dla twórców, którzy sięgając po nie, mogli przekazać pouczającą treść, a zarazem wykreować ciekawą formalnie kompozycję. Jak odnaleziony w latach 20. XX wieku, zapewne pochodzący z XVIII wieku drzeworyt, przedstawiający spotkanie świętego Wincentego Ferreriusza z diabłem. Żyjący w połowie XIV wieku w Hiszpanii dominikanin miał wg podań wypędzić diabły z nawiedzonego przez nie miasta. Grafika z polskich zbiorów przedstawia w dekoracyjnym ujęciu i opętane miasto, i świętego, który za włosy wyciąga z niego diabła.