Album z uwagami. Fotografie polskiej szkoły
Od folgowania nostalgii do stawiania czoła dziecięcym traumom – różne są powody, dla których dorośli artyści wracają do szkoły. Gdy jednak w plecaku zamiast podręczników taszczą aparat, nawet identyczne tysiąclatki mogą nagle odsłonić tysiąc różnych twarzy.
Krzysztof Zieliński, "Millenium School"
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
"Millenium School", fot. Krzysztof Zieliński / zielinski.pictures
Obrazek
zielinski-pictures-millennium-school-03.jpg
Wszystko musi się zmienić, żeby mogło pozostać takie samo – hasło księcia Fabrizio Saliny, bohatera "Lamparta" Giuseppe Tomasi di Lampedusy mogłoby równie dobrze być artystycznym credo Krzysztofa Zielińskiego. Fotograf, który zasłynął wykonywanym w latach 2000–2003 cyklem "Hometown", czyli topograficznym atlasem rodzinnego miasteczka Wąbrzeźno, ma niezwykłą umiejętność uchwytywania zarówno subtelnych zmian w polskiej rzeczywistości potransformacyjnej, jak i nastroju absolutnego bezruchu. Nawet ludzie, gdy już się u Zielińskiego pojawiają, zdają się zastygli jak owady w bursztynie.
W "Hometown" sceneria Wąbrzeźna z czasów pomiędzy pierwszą fazą transformacji a wejściem do Unii Europejskiej złożona jest z tak szerokiej palety szarości, bladych zieleni i spłowiałych brązów, jaką spotkać można chyba tylko w małych polskich miasteczkach. Czas zdaje się tu zamrożony w wiecznym przedwiośniu, a niskie, pudełkowate kamienice, jakby przegięte pod warstwą ciężkiej mgły, pochylają się ku wiecznie zmarzniętej, lichej trawie i chodnikom przykrytym spłachetkami brudnego śniegu, który wygląda, jakby leżał tu dłużej niż sam bruk. W porównaniu do "Hometown", cykl "Millenium School" uderza wielością i nasyceniem kolorów – choć to szkoła w tej samej pogrążonej w szarościach okolicy, jej wnętrze w obiektywie Zielińskiego skąpane jest w barwach godnych letniego zachodu słońca w Los Angeles.
Podstawówka, do której chodził fotograf, dokumentowana po latach wygląda jak zapomniane przez świat muzeum, w którym nic od dekad się nie zmieniło – jak gmach odporny na zmiany estetyczne, polityczne i technologiczne zarazem. Ściany pokrywają grube warstwy trwalszej od spiżu błyszczącej olejnej lamperii w kolorach modyfikowanych genetycznie cytryn, limonek i pomarańczy, na ścianie obok brodatego wizerunku Józefa Ignacego Kraszewskiego wisi portret Władysława Broniewskiego, a salę informatyczną wypełniają komputery pamiętające epokę, w której część dzisiejszych gigantów Doliny Krzemowej przesiadywała jeszcze w garażach u rodziców pisząc swoje pierwsze programy.
Krzysztof Pacholak, "School"
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Obrazek
14_kpacholak_school.jpg
Przeglądając na wyrywki zdjęcia z cyklu "School" młodszego od Zielińskiego niemal o pokolenie i dorastającego już w innych realiach Krzysztofa Pacholaka, można by je niekiedy pomylić z "Millenium School" – znajdziemy tu niemal identyczne lamperie, krzesła czy silikonowego manekina z przekrojem ludzkich organów w sali biologicznej. Szybko znajdziemy jednak szereg formalnych różnic – podczas gdy Zieliński zwykle fotografuje gładkie rozświetlone powierzchnie, Pacholak staje twarzą do wąskich okien i pod światło portretuje wnętrza skąpane w głębokim światłocieniu; Zieliński gustuje w kadrach rygorystycznie symetrycznych i spłaszczających głębię, Pacholak woli kompozycje otwarte i swobodne; Zieliński wybiera przedmioty nietknięte zębem czasu, Pacholak – obdrapane i przybrudzone.
Zasadnicza różnica miedzy dwoma bliskimi sobie estetycznie cyklami leży jednak w samym wyborze fotografowanych szkół. O ile Zieliński powrócił z aparatem do własnej podstawówki, tak Pacholak wybrał równie typową szkołę w zachodniopomorskim Chociwlu, z którą sam nie ma nic wspólnego, a która zarazem tuż po przekroczeniu progu, gdy do nosa dostaje się zapach detergentów do podłóg i unoszącego się w powietrzu kredowego pyłu, zdaje się aż nazbyt znajoma. Fotograf specjalizujący się m.in. w przedstawianiu tak zwanych "nie-miejsc", pozbawionych cech szczególnych, a jednocześnie z miejsca rozpoznawalnych i dających poczucie komfortu, szkolne wnętrza traktuje jako jedną z takich właśnie przestrzeni. Krążąc z aparatem po budynku, z którym ani on sam, ani lwia część widzów nie ma związanych wspomnień, po obu stronach wywołuje lawinę wspominek związaną z utartym w pamięci widokiem niemal identycznych pomieszczeń, barw i przedmiotów.
Karolina Wojtas, "Abzgram"
Format wyświetlania obrazka
mały obrazek (568px desktop)
"Abzgram", fot. Karolina Wojtas / karolinawojtas.com
Obrazek
kwojtas-abzgram5.jpg
Gdyby Gombrowicz był fotografem, "Ferdydurke" wyglądałoby jak zdjęcia Karoliny Wojtas. Młoda, dwudziestoczteroletnia fotografka ma już na koncie m.in. modowe sesje zarówno dla łódzkich miłośników lumpeksów z Domu Mody Limanka, jak i takich branżowych potęg jak Marni, jednak najbardziej imponujący cykl w jej dotychczasowym dorobku to seria "Abzgram", w której Wojtas cofa się do szkolnych wspomnień.
Kadry Wojtas nie przypominają żadnego innego cyklu o szkole i choć nieraz wyglądają zupełnie surrealistyczne, aż kipi w nich od celnych obserwacji – tak na temat wtłaczania uczniów w pamiętający XVIII wiek szkolny system, jak i dynamiki rówieśniczych relacji pomiędzy dziećmi. W "Abzgram" wszystko jest zarazem rozpoznawalne i groteskowo zniekształcone. Wnętrze sali chemicznej wyłożone jest w całości posklejanymi kartonami, wyłamane oparcie krzesła ustawionego na ławce zwisa na jednej śrubie, uczniowie tworzą skomplikowane układy wewnątrz sali gimnastycznej zwisając z drabinek lub opierając się o siebie nawzajem, a w centrum klasowego portretu znajduje się dron wiszący w powietrzu ponad głowami uczniów, a pod wizerunkiem świętego patrona oraz oka z podpisem "Bóg cię widzi".
Katarzyna Sagatowska, "Szkoła"
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
#14 z cyklu "Szkoła", 2002–2003, fot. Katarzyna Sagatowska / sagatowska.com
Obrazek
k-sagatowska-16m.jpg
Choć powrót myślami do podstawówki ma charakter najbardziej uniwersalny, niektórych fotografów i fotografki nęcą dla odmiany doświadczenia większości zupełnie nieznane. Katarzyna Sagatowska, fotografka, kuratorka, założycielka galerii i wydawnictwa Jednostka w latach 2002–2003 odwiedzała na przykład Ogólnokształcącą Szkołę Baletową w Warszawie. W serii "Szkoła" utrwaliła przygotowania jej uczennic do artystycznej matury, okres, w którym praca nad doskonałymi baletowymi ruchami staje się jeszcze bardziej wytężona niż zazwyczaj, a atmosfera wyjątkowo gęstnieje.
W "Szkole" Sagatowskiej nie interesuje sama instytucja i reporterskie zaglądanie za jej kulisy. Swój obiektyw fotografka kieruje wprost na parkiet i uczennice, operuje wyłącznie czernią i bielą, dramatycznym kontrastem i ciasnymi kadrami, z których uchwycone w pół ruchu tancerki zdają się wyrywać. Przyglądając się z bliska uczennicom, Sagatowska wydobywa wkładany przez nie w ćwiczenia wysiłek i dynamikę baletowych lekcji – widzimy tu tancerki spięte i szykujące się do wejścia na parkiet i zmęczone po godzinach ćwiczeń, torsy uchwycone w pełnych gracji, zwiewnych ruchach i stopy odrywające się od ziemi w trakcie skomplikowanych i wymagających sporego fizycznego wysiłku kroków.
Konrad Pustoła, "Szkoła filmowa"
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Obrazek
konrad-pustola-szkola-filmowa-fot-konradpustola_org.jpg
Gdy sama szkoła zaprasza swoich absolwentów do tego, by cofnęli się do niej pamięcią, efekty bywają burzliwe. Jeden z mniej znanych cykli fotograficznych Konrada Pustoły to "Szkoła filmowa" – nic dziwnego, jako że nie został on opublikowany w albumie, do którego został zamówiony. Formalnie panoramiczne zdjęcia wycinków wnętrz kojarzyć się mogą z bodaj najsłynniejszym w dorobku Pustoły cyklem "Darkrooms", w którym fotograf uwieczniał przestrzenie tytułowych pomieszczeń – pokojów pozwalających na przygodny, anonimowy seks w gejowskich klubach.
Nie trzeba było jednak nawet tego skojarzenia, by redaktorzy jubileuszowego albumu z pracami profesorów i zaproszonych absolwentów Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. L. Schillera w Łodzi krzywo patrzyli na propozycję Pustoły. Zamiast wystawiać swojej nobliwej alma mater laurkę, Pustoła jak na złość postanowił bowiem sportretować malownicze, choć niekoniecznie reprezentacyjne kąty, w których wizualną dominantę stanowi łuszcząca się ogromnymi płatami farba, jakby tytułowa szkoła filmowa byłą żywym organizmem, który właśnie przechodzi wylinkę.
Tomek Kaczor, "Szkoła z dystansem"
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
fot. Tomek Kaczor / Magazyn Kontakt
Obrazek
tomek-kaczor-img-5598-1440x1058.jpg
W obecnych realiach wnętrza szkolne, choć pomalowane w te same pstrokate barwy i wypełnione takimi samymi sprzętami, wyglądają jednak znacząco inaczej niż jeszcze kilka miesięcy temu, za sprawą pandemicznych ograniczeń, które gdzie jak gdzie, ale w miejscu, gdzie roi się o ruchliwy kilku- i kilkunastolatków wyjątkowo ciężko wdrożyć.
Pierwsze tygodnie innego niż zazwyczaj funkcjonowania szkoły udało się już w czerwcu udokumentować Tomkowi Kaczorowi, fotografowi z nagrodami w konkursach World Press Photo i Grand Press Photo na koncie oraz współtwórcy "Magazynu Kontakt". W opublikowanym na jego łamach reportażu "Szkoła z dystansem" Kaczor uchwycił pierwsze po lockdownie dni funkcjonowania świecącej pustkami szkoły podstawowej w Kotli i kilkunastoosobowe zaledwie grono uczniów, którzy w pełnym pandemicznym rynsztunku wrócili na zajęcia, ucząc się funkcjonować w oswojonej wcześniej przestrzeni ostrożnie niczym na polu minowym.