Lektura książek autorów z krajów nam bliskich, choć i całkiem dalekich, a nawet egzotycznych, pozwala lepiej zrozumieć świat i ludzi innych kultur. Trudno wymagać od innych właściwego podejścia do naszej tradycji, historii i właściwego ich odczytywania, jeśli nasze postrzeganie cudzoziemców będzie oparte na stereotypach, albo wręcz – resentymentach. Wspólnota ludzi czytających nie może mieć żadnych ograniczeń, dlatego też nie wystarczy poprzestać jedynie na wyławianiu wyrywkowych wiadomości udostępnianych na coraz doskonalszych gadżetach elektronicznych.
Książki nic nie zastąpi
Oczywiście tej dobrej, która zawsze znajdzie czytelnika. Bibliofila z niezawodnym instynktem, który pomoże mu dotrzeć do interesującego tomu. Wyłowić go z setek i tysięcy innych.
Stanisław Lem, na prywatny użytek posiadający imponujący księgozbiór, nie przepadał za oficjalnymi akcjami – słusznymi jedynie w założeniu – które miały poszerzać grono książkowych moli. Unikał wszelkich festiwali, kiermaszy, itp. spędów – przerażał go ich ogrom. Unikał więc miejsc, gdzie książka zatracała swój właściwy charakter, stając się przedmiotem transakcji. Tylko raz dał się zaprosić na Targi Książki we Frankfurcie, których gigantomania skłoniła go do stwierdzenia:
To wielki klozet zapchany papierem.
Żeby tak się nie stało, mamy autorów umiejących rozpalić czytelniczą wyobraźnię. Do historii literatury przechodzą tylko ci pisarze, którzy zaczerniając papier mają nam coś istotnego do zakomunikowania. Wśród nich był zawsze – i nadal jest obecny, dzięki swoim książkom – Stanisław Lem.