Jest autorem scenariuszy teatralnych, między innymi wystawionej na scenie Teatru Nowego w Łodzi adaptacji "Pornografii" Witolda Gombrowicza (1985) czy "Historii Witolda Gombrowicza", zrealizowanej przez Teatr Telewizji (1989). Napisał kilka sztuk dla dzieci, z których teatry lalkowe szczególnie upodobały sobie "Jak zdobyć korzec złota".
Pod wiatr
Waldemar Żyszkiewicz filozoficzne ma nie tylko wykształcenie, ale i usposobienie. Poeta nie bryluje na literackich salonach, sympozjach czy spędach, nie zalicza się do permanentnych łowców nagród i stypendiów.
Waldemar Żyszkiewicz nie narzucał się wydawcom ze swoją poezją, nie szturmował strategicznych stanowisk w życiu literackim. Gdy od czasu do czasu wyprawiał się na spotkanie z czytelnikami, zwykle wypadało mu poruszać się pod wiatr Historii. Młodszy o rok, dwa, góra cztery lata od czołowych poetów Nowej Fali (cztery lata to wszak nie epoka), debiutował tomem "Nazwij to Nowy Radosny Dzień" dopiero w roku 1980. O roku ów! kto ciebie widział w naszym kraju... Nie było wtenczas nastroju do dysput estetycznych o wierszach i obrazach. Nawet nagroda im. Tadeusza Borowskiego nie zachęciła krytyków do głębszej debaty nad wyróżnionym debiutem.
[Bogusław Dopart, posłowie do tomu "Zmienny kształt powabu"]
I byłoby o Żyszkiewiczu pewnie całkiem cicho, gdyby nie fakt, że jego twórczość ceniona jest przez przedstawicieli środowiska naukowego, stanowi przedmiot ich stałego zainteresowania i wnikliwych badań. Stało się wręcz regułą, że wstępy, posłowia i omówienia kolejnych tomików Żyszkiewicza wychodzą spod piór ludzi utytułowanych, cenionych w świecie krytyki literackiej. Żeby ograniczyć się tylko do grona profesorów, to znaleźli się w nim między innymi: Alicja Baluch, Jan Błoński, Bogusław Dopart, Krzysztof Dybciak, Wojciech Ligęza, Jacek Łukasiewicz, Kazimierz Nowosielski, Marian Stala, Bogusław Żurakowski – słowem, autorytety.
Utwory, które Żyszkiewicz pisywał w latach siedemdziesiątych, bliskie były estetyki i etyki Nowej Fali. Nasycona ideologią rzeczywistość poddana w nich została ironicznemu zakwestionowaniu, konkret okazywał się istotniejszy od abstrakcji, mowę gazet wypierała pokoleniowa mitologia wolności. Te nowofalowe powinowactwa nie uszły uwagi ówczesnego cenzora, który zadbał o to, by czytelnicy nie ekscytowali się zdarzeniami "Na skrzyżowaniu Lennona z Lenina", by nie uczestniczyli w "Dyskusji z Fidelem Castro i jego bratem Raoulem na Polu Marsowym w Radomiu...". Żyszkiewicz nie tyle chciał zmieniać rzeczywistość, ile ocalić, przemycić […] własny, wewnętrzny świat. Być może był bardziej egotyczny i ludyczny niż nowofalowcy... Poza tym: mówił raczej językiem człowieka dobrze wychowanego, zirytowanego ubóstwem i absurdalnością panującej ideologii – niż językiem intelektualisty walczącego o lepszy świat... I pewnie dlatego, mimo iż nie był po stronie władzy, nie przyłączył się – jak to uczynili najważniejsi poeci Nowej Fali – do dysydentów... Wbrew dominującym w poezji ostatnich lat tendencjom do odwracania się od spraw publicznych, wbrew skłonnościom do niepowagi, "Pieśni między mężczyzną" (1994) są najpoważniejszą i najbardziej jednoznacznie zaangażowaną z książek Żyszkiewicza. Są też, w pewnej mierze, próbą dopełnienia i zreinterpretowania własnej poezji z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych.
[Marian Stala, "Sam jestem jedyną kontrabandą (O wierszach Waldemara Żyszkiewicza)", ze wstępu do "Pieśni między mężczyzną"]
Wypada wyjaśnić, że w tytule tomu "Pieśni między mężczyzną" użyty został archaizm – "mężczyzna" jako nazwa zbiorowa, jak np. starszyzna czy młodzież.
Na skrzyżowaniu Lennona z Lenina
gdzie ruch jest duży i nietrudno o wypadek
studenci spotkali się z klasą robotniczą
w szczerej i przyjaznej atmosferze
zatwierdzono projekt bezkolizyjnego przejścia do historii
po przerwie dla uświetnienia imprezy
wystąpiła grupa Liliputów w strojach regionalnych
niestety w zamieszaniu jeden z malców zaginął
szukano go wszędzie Lennona zamknięto
a Lenina wzięto pod obserwację
bez rezultatu
wyobraźnia podsuwa czasem lepsze rozwiązania
["Na skrzyżowaniu Lennona z Lenina", 1971]
Tutaj u nas
Waldemar Żyszkiewicz ma poglądy i odwagę, by je wyrażać. Ale jego poezja nie jest publicystyczna, choć autor jest publicystą, między innymi "Tygodnika Solidarność". To poezja aksjologiczna, mówi o wartościach, stawia pytania: co zrobić z naszą wolnością? Jak pisać w zamęcie kultury współczesnej? Wybrzmiewa w niej ton męskiej religijności.
Są to słowa profesora Krzysztofa Dybciaka wygłoszone podczas wieczoru autorskiego poety, zorganizowanego w Domu Literatury w Warszawie w marcu 2014 roku. Zdaniem historyka literatury co najmniej kilka utworów Waldemara Żyszkiewicza powinno wejść do kanonu polskiej poezji. Wśród wymienionych przezeń wierszy znalazły się następujące strofy:
Nie mów:
w tym kraju.
Mów: w tej
puszczańskiej pełnej
zwierza Krainie
wśród dolin żyznych
bystrych spławnych rzek
na kwietnych łąkach
pośród stawów rybnych.
W Krainie – co nas mlekiem
i miodem przyjęła
karmiła przaśnym
plackiem syciła
mięsiwem.
Nie mów:
w tym kraju.
Mów: pośród tych
ludzi co los swój
ciężki zwykli
przyjmować w pokorze
skłonni do życia mrzonką
zdziwieni jak dzieci
bez chytrego rozumu
i zawiści w sercu.
I bez podwójnej miarki
łatwej dla swojaków
a dla obcego
trudnej.
Nie mów:
w tym kraju.
Mów: na tej boleśnie
doświadczonej ziemi
gęsto zroszonej potem
spłukiwanej krwią
która ufnie wsiąkała
w płaski piach Mazowsza
jezior tonie barwiła
wawelskie wapienie
i kopaliny Śląska
szczodrze i rozlewnie…
Schła na sarmackich stepach
na helskiej mierzei
przy kaplicy Boimów
w zaułkach Wilejki.
I w Karpatach – gdzie
orzeł przedni miał
swe stanowisko.
W tym kraju.
Nie mów tak więcej.
Mów: tutaj u nas
w Polsce.
["W tym kraju", 1989]
Zawód: filozof
W twórczym ukształtowaniu Waldemara Żyszkiewicza najistotniejszą rolę odegrał Kraków. Nie tylko dostojne mury jego uczelni czy bibliotek, ale także atmosfera akademika przy ul. Bydgoskiej, gdzie zetknął się z kolegami z Politechniki: Markiem Grechutą, któremu poświęcił mu wiersz "Marek G. śni niespokojnie", Andrzejem Mleczko czy Janem Kantym Pawluśkiewiczem – podpowiedział mu tytuł autorskiej płyty: "Nowy radosny dzień".
Wymyślił go zaprzyjaźniony poeta, Waldziu Żyszkiewicz; to parafraza z Huxleya. A po roku Waldziu napisał wiersz pod tym tytułem, i tak nazwałem po latach płytę z muzyką teatralną i filmową.
[Jan Kanty Pawluśkiewicz w rozmowie z Wacławem Krupińskim, w: "Jan Kanty Osobny", Kraków 2015]
Prozaik Roman Wysogląd w swoim "Poczcie potworów krakowskich (od połowy lat 60. ubiegłego wieku do dzisiaj)" brawurowo odmalował szelmowski wdzięk minionych czasów. W portrecie Jacka Lubarta Krzysicy (określonego wdzięcznie jako "wariat społecznik") przedstawił jeden z jego wyczynów.
W najgorętszym okresie sławnego marca roku 1968 wszedł do kawiarni Empik mieszczącej się pod Starym Teatrem, dostojnie wyjął z kieszeni tweedowej marynarki kajdanki i najspokojniej w świecie przykuł nimi do nogi stolika bogu ducha winnego poetę Waldemara Żyszkiewicza i, jakby nic się nie stało, wyszedł. Według Lubarta wszystko było OK, tym bardziej [że] na zewnątrz polskiej rzeczywistości nie działo się nic groźnego, ani ciekawego.
Żyszkiewicz umiał się znaleźć, jak widać, wszędzie tam, gdzie iskrzyło artystycznie i poznawczo. Chłonął swojski (swoisty?) koloryt lokalny i towarzyski – na koncertach, w salach wystawowych, w klubach studenckich, kabaretach. W podwawelskim krajobrazie jego sylwetka rysowała się coraz wyraziściej, co potwierdza kolejny przekaz.
Taka praca [sekretarki SPP w Krakowie] to przede wszystkim rozmowy z pisarzami, możliwość zobaczenia ich w akcji, w życiowym drobiazgu, na tle grupy. Jan Adamski, Wisława Szymborska, Jan Prokop, Wanda Błońska, Barbara Czałczyńska, Jerzy Krasicki, Leszek Aleksander Moczulski, Dorota Terakowska, Waldemar Żyszkiewicz, Stanisław Grzybowski, by wymienić najbardziej zapadających w pamięć.
[Agnieszka Kosińska, "Miłosz w Krakowie", Kraków 2015]
Autora tomu "Wieczerza w towarzystwie trzech niewiast" wspomniał również Janusz Atlas. W swoim "Atlasie towarzyskim" umieścił go w rozdziale "Hotel »Holiday Inn« (Kraków)".
Nie wszystkie kobiety pozostaną oczywiście we wspomnieniach, ale tylko te, o których – nie wiadomo dlaczego – od pierwszej chwili wie się, że są niepowtarzalne. Kimś takim była Małgosia P. i ona także o tym wiedziała. Poznał nas z nią kolega Żyszkiewicz, poeta nieustannie w podróży. Był wówczas przelotnym narzeczonym Małgosi…
Pretendentów do miejsca u boku rzeczonej Małgosi nie brakowało, co – przy współudziale kolejnych butelek koniaku – zmierzało ku takiemu oto finałowi, barwnie odmalowanemu przez Atlasa:
Kiedy obudziłem się rano, zobaczyłem obok mnie leżących w poprzek łóżka typu "king size": najbliżej Bułgara, a tuż za nim w objęciach kolegów [Andrzeja] Zawiszę z Żyszkiewiczem oraz literatem Romkiem Wysoglądem. Małgosi nie było! Gdy nareszcie jakoś sturlaliśmy się do kawiarni "Holidaya" na śniadanie, ona już siedziała przy stoliku. Piękna z nienagannym makijażem i bez śladów wczorajszych szaleństw. Ale to już nie był nasz stolik, tylko jakiegoś czarniawego obcokrajowca, bardzo z siebie zadowolonego i szastającego pieniędzmi na napiwki dla kelnerów.
Z kolei Janusz Anderman w opowiadaniu "Komisariat na Kazimierzu" odtworzył nieporównany nastrój towarzyskiego spotkania na krakowskim Rynku Głównym.
Siedzimy na kamiennej ławie i lgniemy plecami do ściany ratusza; może głazy w murze nieco ostygły i dają chłód? Pijemy ciepłą wódkę [która] dławi i Piotra Skrzyneckiego, i Wiesława Dymnego, i Waldemara Żyszkiewicza, poetę, i Zygmunta Koniecznego. […] Sytuacja w Krakowie była napięta, miesiąc wcześniej 7 maja 1977 roku w bramie przy Szewskiej znaleziono zwłoki zamordowanego przez bezpiekę studenta Stanisława Pyjasa. Ściągnięto potem do Krakowa z odległych miejsc wielu milicjantów; w obcym mieście czuli się niepewnie, byli przez to bardziej brutalni.
Amatorów konsumpcji na wolnym powietrzu zgarnął milicyjny patrol. Służbowa nyska powiozła ich na komisariat na odległym Kazimierzu.
Ustawiono nas w obskurnej izbie; kilka blaszanych szaf i stół, za którym panoszył się rozwścieczony sierżant. […] – Zawód! – ryczał sierżant do Żyszkiewicza. – Filozof – odpowiedział Żyszkiewicz, zgodnie z prawdą, a sierżant porwał się na równe nogi i macał na oślep u boku.
Zanim wyszarpnął pałkę, która "od częstego używania była wygięta w łuk", nastąpiła poranna zmiana warty. Nowy sierżant pozbył się kłopotu: "wicie wy co, bajoki, a dali, spierdalajta wy mnie stąd!". Na odchodnym usłyszeli jeszcze od dwumetrowej milicjantki, że gdyby jej powiedzieli: "strzelaj do tych gnojów kurewskich, to ja bym do was z tego karabina maszynowego, do was, gnoje, seriami, seriami, seriami... I obszerna twarz rozmarzyła się jej na ten obraz, a ja zobaczyłem w tym momencie, jak Skrzynecki znienacka zbladł."
Rys sowizdrzalski
Z tych luźnych wspomnień ludzi pióra wyłania się obraz Żyszkiewicza franta – po części słuszny, bo uwzględniający rozmaite aspekty życia poety, który bezsprzecznie jest także, i tylko, człowiekiem. Źle by się jednak stało, gdyby rys sowizdrzalski przysłonił istotę twórczości tego autora, mocno zakorzenionego w tradycji kultury zachodnioeuropejskiej, ale wciąż otwartego na wyzwania, jakie stawia przed nami nieustanny postęp cywilizacji. Każdym swoim wierszem poeta ujawnia naturę wrażliwego humanisty i czujnego technokraty.
Ostrożność nie pozwala mu przyjmować ochoczo adorowanych współczesnych mód kulturowych jako absolutnych objawień. W rozgwarze wciąż pojawiających się ideowych atrakcji zachowuje stoicki spokój. Kiedy dostrzeże niebezpieczeństwo, stara się wypełnić naczelne zadanie każdego prawdziwego artysty – ostrzega.
Żyszkiewiczowi obca jest tak zwana ponowoczesność z jej upodobaniem do eksploracji najciemniejszych zakamarków duszy człowieka. Nie podziela przekonania, że tylko powrót do natury pierwotnych, najniższych instynktów, oddaje w pełni złożoność istoty ludzkiej. Poeta, filozof – arbiter elegantiarum – zajmuje zdecydowanie inne stanowisko.
Uważa, że nie zawsze, nie wszędzie i nie wszystko nam przystoi – a zwłaszcza artyście. Podziela w tym względzie refleksję wyrażoną niegdyś przez Zbigniewa Herberta, że: "Płynie się zawsze do źródeł pod prąd, z prądem płyną śmiecie". Postawa taka wymaga oczywiście większego wysiłku, ale nikt nam – a twórcom w szczególności – nie obiecywał, że będzie łatwo.
Waldemar Żyszkiewicz opowiada się za wartościami etycznymi i estetycznymi, ugruntowanymi wielowiekowym dorobkiem śródziemnomorskiej cywilizacji. Czasem jednak przychodzi mu się przeciwstawić jej nadto "wyzwolonym" reprezentantom. Swojemu interlokutorowi z Berlina, już po upadku muru, odpowie na jego supozycję, że w Polsce "Każą/ dzieciom klękać/ przed Papieżem".
– Widzę sens
dla odrobiny pokory
w życiu. Czasem warto
przyklęknąć – bywam
nieprzejednany.
["Sandały Piotra O."]
Refleksyjna twórczość poetycka Żyszkiewicza może się komuś wydać nadto zdyscyplinowana i poniekąd staroświecka. To jednak tylko pozór, bo w lekturze jego pióro ujawnia całe pokłady gorzkiej ironii, która trafnie wpisuje się w krajowe aktualia. Trudno poza tym o większą awangardę niż głoszenie należycie uargumentowanych własnych opinii w opozycji do przekonań większości.
Przyleciały mroczne ptaki
obsiadły kraj lada jaki...
Pożywiły się niemało
niewiele z kraju zostało.
["Przypowieść"]
Piwnica i okolice
Ironia przemnożona przez przednie poczucie humoru przydały się poecie w czasach, w których ściślej związał się z Piwnicą pod Baranami. Od połowy lat 70. pojawiał się gościnnie na kabaretowej estradce, między innymi w programach: "Opera księgarska, czyli apologia Ambrożego Grabowskiego" oraz "Tu nie chodzi o Mozarta, ani o Chopina" według fragmentów "Dziennika" Gombrowicza, które zaadaptował i wystawił w Piwnicy reżyser Andrzej Maj, z doradczym udziałem Piotra Skrzyneckiego. Żyszkiewicz występował też w innym widowisku przygotowanym przez Maja, zgłębiającym kulisy powstawania pomnika Adama Mickiewicza na krakowskim Rynku Głównym – było ono czytelną aluzją do posunięć ówczesnych władz miasta, które mimo dwukrotnego rozpisania konkursu na pomnik Stanisława Wyspiańskiego skierowały do realizacji projekt dobrze przez nich widzianego Mariana Koniecznego, chociaż w obu konkursach poległ.
Waldemar Żyszkiewicz pisał też teksty piosenek dla artystów Piwnicy. Jego "Łąkę bez końca" z muzyką Jacka Zielińskiego śpiewała Ewa Wnukowa; jak też jeszcze inną, którą do wiersza poety skomponował Piotr Walewski. Napisał też kilka tekstów dla Jarosława Śmietany, jeszcze dla jego rockowego Hallu. Dwie z nich zostały nagrane, w tym "Zamszowa dziewczyna", z której jeden wers został w radio ocenzurowany.
W połowie lat 90. jego "Różę i śmierć" zilustrował muzycznie Jan Kanty Pawluśkiewicz, a śpiewała ją Hanna Banaszak. Ponadto na prośbę Doroty Zięciowskiej przyswoił polszczyźnie tekst "Memory" z musicalu "Cats" dla potrzeb krakowskiej PWST.
Jak pisać dobry wiersz? Potrzeba
żeby zadziorny był jak biust
żeby wychodził gładko z ust
żeby klimaty senne siał
żeby sam się mówić chciał
żeby był realny
i w miarę oderwany
żeby był rytmiczny
no i śliczny
i żeby metafora ze dwora
że rzeczywistość chora
jeszcze żeby puenta
nie była nazbyt kręta
teraz już chyba wiesz
jak pisać dobry wiersz
["Jak pisać dobry wiersz?]
Osobny rozdział twórczości poety wypełniła mu praca nad scenariuszami teatralnymi, telewizyjnymi i filmowymi. Jest autorem adaptacji "Pornografii" Witolda Gombrowicza (Teatr Nowy, Łódź, 1985), scenariusza "Historia Witolda Gombrowicza" (Teatr TVP1, 1989), telewizyjnego teatru dla dzieci "Miłość, która zapala gwiazdy" (TVP Kraków, 1996). Widowisko "Jak zdobyć korzec złota, czyli bezeceństwa pana Klausa", na motywach baśni Andersena, począwszy od prapremiery w 1983 roku w Teatrze im. Hansa Christiana Andersena w Lublinie, wystawiane jest przez wiele teatrów lalkowych w Polsce.