Sosnowiecki zespół, który ma na koncie pięć albumów, kilka splitów i wiele ostrych wiraży na polu muzyki ekstremalnej.
Zespół Thaw powstał w 2010 roku w Sosnowcu. Jego pierwszą inkarnacją był duet grający muzykę blackmetalową. W jego skład wchodzili wówczas Artur Rumiński i Wojciech Kosuń. Ten pierwszy wrócił właśnie do Polski po pięcioletnim pobycie w Nowym Jorku, gdzie rozwijał swoje muzyczne umiejętności, grając po godzinach w hardcore’owej grupie Caught In A Trap, a także w post-rockowym zespole Sun For Miles, którego był współzałożycielem. Choć ten drugi projekt przetrwał jego powrót do Polski, muzyk szybko zaczął szukać innych dróg ujścia dla własnej kreatywności.
Tak powstało Thaw, które niedługo później wypuściło swoje pierwsze demo – Decay. Jak wspomina Rumiński: „Płytę nagraliśmy w warunkach domowych. Wojtek nagrywał wszystkie wokale i razem ustawialiśmy automat perkusyjny. Ja przynosiłem pomysły na numery”. Zespół planował grać koncerty, więc nie mógł długo funkcjonować w tak okrojonym składzie – wkrótce do grupy dołączył więc basista Maciej Śmigrodzki, a rok później Grzegorz Zawadzki w roli perkusisty. Thaw grali wówczas w trio, bo z zespołu odszedł Kosuń, i to właśnie w takim składzie muzycy nagrali drugie demo zatytułowane Advance. To jedynie cztery utwory, a przecież znajdziemy tu więcej pomysłów i inspiracji niż na poprzednim wydawnictwie – już na tym etapie Thaw zdradzali fascynację noise’em i przede wszystkim drone’ami, stąd wciąż bliskie black metalowi utwory nierzadko rozpływają się w sprzężeniach, echach, statycznym hałasie. Zespół sięgał przy tym także po elektroniczne instrumenty, jak w wieńczącym całość powolnym DAK, którego rytm odmierza wyraźny bit. Oba dema ukazały się ostatecznie w 2014 roku na podwójnym wydawnictwie Decay/Advance nakładem Witching Hour Productions.
Docieranie
Jeszcze zanim demówki Thaw ujrzały światło dzienne, krakowska wytwórnia Instant Classic wypuściła oficjalny debiut zespołu. Sosnowiecka grupa nagrała Thaw w trio, z tą różnicą że teraz to Śmigrodzki wziął na siebie obowiązki wokalisty. Swoje piętno na wydawnictwie odcisnął także znajomy Rumińskiego z grupy Sun For Miles. Potężne, niezwykle selektywne brzmienie tego albumu to zasługa producenta i reżysera dźwięku Piotra Gruenpetera, który niedługo później zwiąże się z Thaw na stałe. Wydana w 2013 roku płyta stanowi świetne podsumowanie, a zarazem rozwinięcie wcześniejszych pomysłów i inspiracji zespołu: trio z jednej strony potrafi wygenerować ekstremalny hałas, ale czuje się komfortowo również wtedy, gdy hipnotyzuje słuchacza, rozwijając utwory na niemal post-rockową modłę (Kiara).
Był to zresztą niezwykle twórczy czas dla Thaw, które w tym samym roku nagrało także split z blackmetalowym zespołem Outre, a już w 2014 roku opublikowało kolejne dwa wydawnictwa. Zanim jednak o nich, trzeba wspomnieć o wydarzeniu, które przybliżyło twórczość sosnowieckiej grupy szerszemu audytorium. Jesienią 2013 roku Thaw ruszyło w trasę po Polsce z Behemothem i Obscure Sphinx. Czarna Polska Jesień dotarła do największych sal koncertowych w kraju, a Rumiński nie ma dziś wątpliwości, że dzięki tym występom grupie udało się dotrzeć do słuchaczy, którzy do tej pory nie słyszeli o ich twórczości. Również Nergal musiał być zadowolony z przebiegu trasy, ponieważ wkrótce włączył Thaw w serię europejskich występów, na których grali u boku Behemotha i Szwajcarów z Bölzer.
We wspomnianą zagraniczną trasę Thaw wyruszyli bogatsi o kolejny album i kolejnych muzyków, bo w 2014 roku światło dzienne ujrzało nagrane w kwintecie Earth Ground (obok Gruenpetera do składu dołączył gitarzysta Krzysztof Kurek, a obowiązki perkusisty przejął Bartosz Lichołap). W opublikowanej na portalu „Echoes and Dust” recenzji płyty Luke Henley dzielił się swoim entuzjazmem, pisząc: „Efekt końcowy jest pełen wściekłości i majestatu, bez śladu rutyny, która mogłaby cechować muzyków o wieloletnim doświadczeniu, osłabiając ich gotowość do realizowania nowych pomysłów. Mamy do czynienia z odważnym, w pełni przekonywającym doświadczeniem słuchowym, które każe myśleć z ekscytacją o nadchodzącym roku w muzyce blackmetalowej”.
W swojej recenzji Henley porównuje Earth Ground z wydawnictwami Furii – innego polskiego zespołu, który w tym czasie twórczo dekonstruował metalową ekstremę. Zestawienie to było tym bardziej trafne, że od 2013 roku Rumiński jest członkiem obu tych formacji. Kolejne obowiązki nie osłabiły jednak jego zapału do pracy z Thaw, które po bardziej surowym Earth Ground szykowało już kolejne wydawnictwo i następną woltę.
Ekstrema
Choć niemal od samego początku do Thaw przykleiła się łatka eksperymentatorów, to St. Phenome Alley było pierwszym tak radykalnym zwrotem w ich dyskografii. Na wydaną w 2015 roku płytę składają się jedynie dwa utwory, oba liczące sobie ponad dwadzieścia minut i w pełni instrumentalne. Thaw bliżej tu do solowych dokonań Rumińskiego, który od kilkunastu lat nagrywa solowe albumy gdzieś na przecięciu improwizacji, minimalistycznej elektroniki i drone music. W większości ukazują się one na kasetach nakładem małych, niezależnych wytwórni, takich jak: Antenna Non Grata, Szara Reneta czy Wounded Knife. I tylko na tym właśnie nośniku pojawił się początkowo trzeci album sosnowieckiej grupy. Rozwijającym się powoli, budującym nastrój niepokoju utworom blisko do dronowo-folkowych peregrynacji grupy Earth. Choć zespół ostatecznie nie rozwijał tego kierunku pod szyldem Thaw, to warto wspomnieć, że rok później ukazał się utrzymany w podobnym tonie debiutancki album grupy ARRM, którą współtworzyli m.in. Rumiński i Śmigrodzki. Tym samym ich macierzysty zespół był gotów na kolejną przemianę.
I rzeczywiście, z perspektywy czasu można odnieść wrażenie, że Thaw wyciszyli się także po to, by jeszcze większym szokiem była ich następna płyta – przytłaczające, ciężkie Grains. Wspominając tamto wydawnictwo na łamach „Dwutygodnika”, Maciej Bobula słyszał w nim: „transgresję ku wnętrzu ziemi, a konkretnie ku jej najciemniejszym i najgłębszym pokładom”. Autor artykułu nazywał też Grains „emanacją ciężaru i mroku, szlamowatą pigułą, która jak w soczewce skupiała w sobie najważniejsze osiągnięcia przełomu wieków w zakresie silnie rozwibrowanej, podsyconej zgrzytliwą elektroniką i wolno sączącej się z głośników smoły”.
Pomimo swojego bezkompromisowego charakteru czwarty album Thaw zebrał entuzjastyczne recenzje, których ukoronowaniem było zwycięstwo w plebiscycie na płytę roku organizowanym przez „Noise Magazine”. Uzasadniając werdykt, redakcja przytaczała fragment recenzji autorstwa Bartosza Cieślaka, który pisał:
Text
„Grains” można analizować, ale to nie tylko muzyka, ile przeżycie i monumentalny pejzaż hałasem malowany. Hałasem radykalnym i intensywnym, ale bardzo „muzycznym”, który uruchomi poczucie obcowania z czymś monumentalnym, a to wrażenie będzie niezapomniane. Spójrz w las, spójrz w betonowe miasto, w góry, w dymiący komin elektrociepłowni albo w morze. Ta muzyka tam właśnie jest.
Ciężka, smolista muzyka powinna przypaść do gustu wielbicielom drone metalu spod znaku Sunn O))) czy eksperymentalnego duetu The Body. Co ciekawe, ten ekstremalny album Thaw nagrali z Maciem Morettim – perkusistą, basistą i jedną z najbarwniejszych postaci polskiej sceny niezależnej. Jak wspomina Rumiński:
Text
Po wydaniu płyty „Earth Ground” mieliśmy zawirowania z perkusistami. Nasz wokalista Piotrek Gruenpeter miał już wcześniej kontakt z Maciem i trochę dla żartu napisał do niego, czy chciałby z nami nagrać płytę. I Macio się zgodził. Graliśmy razem przez rok, a później rozstaliśmy się głównie ze względu na dzielącą nas odległość – trudno jest grać regularne próby w takim układzie. Macio pokazał nam, jak podejść inaczej do bębnów, grając taką muzykę. Na pewno mocno otworzył nam głowy. Cały czas jesteśmy przyjaciółmi.
Nie bez echa przeszedł też gościnny udział drugiego z zaproszonych na Grains gości. Mowa o Stawroginie – współtwórcy zespołów Odraza i Wędrowcy~Tułacze~Zbiegi, który śpiewa gościnnie w utworze Wielki piec. À propos wokalistów należy nadmienić, że na tym albumie za mikrofonem stanął Gruenpeter, zastępując tym samym Śmigrodzkiego.
Nowa piątka
Niezwykle aktywny jak do tej pory zespół na następcę Grains kazał czekać swoim fanom aż siedem lat. Pytany o tak długą przerwę Rumiński odpowiada skrótowo: „Pandemia, inne projekty i trochę też zmęczenie materiału”. Jak dodaje gitarzysta, mimo że pierwsze demo tego materiału powstało zaraz po wydaniu Grains, dziś grupa jest już w zupełnie innym miejscu. Także personalnie, bo jej perkusistą został Michał Leks (dobry znajomy Rumińskiego chociażby z ARRM), a Śmigrodzkiego zastąpił Mirosław Matyasik – weteran polskiej sceny industrialnej, twórca projektów C.H. District oraz Larmo. W wywiadzie udzielonym blogowi „FollowTheSound” artysta przyznaje, że dołączył do składu, kiedy piąty album był już w zasadzie gotowy, więc dotychczas jego wpływ można usłyszeć na koncertowym wydaniu zespołu. Z rozmowy można jednak wywnioskować, że kolejny album Thaw mogą w większym zakresie wypełnić elektronicznie przetworzone dźwięki.
Zanim to jednak nastąpi – o ile w ogóle – ukazało się Fading Backwards. Tak o wydanym przez Agonia Records albumie pisał Bobula w przytaczanym już artykule:
Text
„Fading Backwards” sprawia wrażenie płyty, która została pomyślana jako koherentna, płynąca własnym partykularnym rytmem od początkowych dźwięków „The Great Devourer” po kończący płytę „Moral Justification of Selfishness” całość. Od pierwszych riffów rzuca się w uszy brzmienie tej płyty, odbiegające od dusznego, zamulonego, kosmicznego „Grains”, żywe, selektywne i „bliskie słuchacza”, choć tam, gdzie trzeba, też brudne i chropowate […].
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Thaw, fot. Wiktoria Wójcik / @polarblazma
Zespół promował album Fading Backwards wspólną trasą z Danielem Szwedem i grupą Ciśnienie. Natomiast w 2025 roku Thaw występowało jako support Godflesh podczas ich warszawskiego koncertu, a także wystąpiło na festiwalach Avant Art i Fonomo Music & Film Festival w Bydgoszczy.