Jeśli miałby powstać biopic poświęcony historii Adama "Nergala" Darskiego, powinny go zaczynać ujęcia z pierwszej komunii przyszłego lidera Behemoth. To właśnie za pieniądze otrzymane wówczas od rodziny ośmiolatek kupił swoją pierwszą gitarę – białego fendera statocastera. W ten sposób kościelny sakrament przyczynił się do rozwoju kariery muzyka, który da światu albumy, takie jak "The Satanist", "The Apostasy" czy "Pandemonic Incantations". Jednak nie uprzedzajmy faktów.
Uczeń gdańskiej podstawówki muzyką zafascynował się za sprawą starszego brata. Była połowa lat 80., kiedy spośród jego kaset wyławiał te o najcięższych brzmieniu: Deep Purple, Accept, Iron Maiden, Judas Priest… Niedługo później Nergal sam zaczął kolekcjonować kasety – wśród tych pierwszych znalazły się nagrania Kata i Turbo. Aby ruszyć szlakiem swoich mistrzów, Darski zapisał się nawet do szkoły muzycznej, ale nie wytrwał w niej długo, znudzony mozolnymi ćwiczeniami i gitarowym kanonem. Postanowił więc działać na własną rękę, co było tym łatwiejsze, że właśnie wtedy zaprzyjaźnił się z sąsiadem z klatki obok – Adamem "Baalem" Muraszką, z którym dzielił nie tylko imię, ale także miłość do metalu.
W ten sposób na gdańskiej Żabiance zawiązał się Baphomet, który w 1991 roku przekształcił się w Behemoth. Nergal i Baal pełnymi garściami czerpali z – nie tak znowu długiej – historii black-metalu. Na trzech demach zespołu słychać wyraźne echa Venom i całego zastępu posępnych Norwegów (Immortal, Enslaved, Mayhem itd.) Po latach lider grupy będzie wspominał, że pociągała go nie tylko muzyka tych grup, ale także – imponująca nastolatkom – bezkompromisowość jej założycieli.
Na tym polu polscy muzycy również okazali się pojętnymi uczniami. Ich zamiłowanie do ekstremy nie sprowadzało się jedynie do dźwięków, ale dotyczyło także wygłaszanych opinii. Co jest tym bardziej godne szacunku, że radykalne oceny potrafili wystawiać także własnym muzycznym poczynaniom. I tak w biografii autorstwa Łukasza Dunaja ("Behemoth. Konkwistadorzy diabła") Nergal wspomina nagrywanie "The Return of the Northern Moon", pierwszego oficjalnego demo zespołu: "[…] uczucie sentymentu jest decydujące, kiedy słucham dzisiaj tego materiału. Wszystko brzmi pokracznie, jest kalekie, nie w tempie, ale taki był wtedy podziemny black metal. Nie trzymaliśmy tempa niemal programowo; o istnieniu czegoś takiego jak metronom nawet nie słyszeliśmy!".
W wywiadzie rzece zatytułowanym "Spowiedź heretyka" Darski wyznawał natomiast Piotrowi Weltrowskiemu i Krzysztofowi Azarewiczowi, że fascynacja norweskim black-metalem (w tym wypadku Burzum i Darkthrone) była powodem, dla którego Behemoth początkowo nie dawał koncertów. Baal i Nergal rozważali nawet, czy nie pójść o krok dalej: "Pamiętam jak dziś rozmowę, podczas której ustaliliśmy z Baalem, że Behemoth przestanie istnieć, jak uda nam się zdobyć kontrakt na nagranie płyty. To miała być demonstracja bezkompromisowości".