Kino Jerzego Skolimowskiego, słusznie porównywane do dzieł francuskiej Nowej Fali, było w latach 60. w Polsce prawdziwym ewenementem. Począwszy od debiutanckiego "Rysopisu" (1964), bezkompromisowy reżyser tworzył filmy na pograniczu fabuły i eseju, hermetyczne i głęboko osobiste. Najbardziej wyrazistym śladem autorskim jest we wczesnym kinie Skolimowskiego główny bohater, Andrzej Leszczyc, trzykrotnie zagrany przez samego twórcę. Leszczyc to młody mężczyzna, który nie wie co robić w życiu, ponieważ polska rzeczywistość ma mu niewiele do zaoferowania.
W "Rysopisie", "Walkowerze" (1965) i w "Barierze" (1966) – która też jest zaliczana do cyklu, choć protagonista pozostaje tam bezimienny, a w jego rolę nie wcielił się Skolimowski, lecz Jan Nowicki. Bohater próbuje wejść w dojrzałość, choć nie znajduje w gomułkowskiej Polsce ani celu, ani motywacji. "Ręce do góry" zamykają tetralogię o Leszczycu i są dobrym podsumowaniem cyklu. Tym razem reżyser nie skupia się jednak wyłącznie na swoim alter ego, ale na pewnej zbiorowości i tworzy gorzki portret pokolenia trzydziestolatków.
"Ręce do góry" zaczynają się od zjazdu absolwentów szkoły medycznej, który jest dobrą okazją do życiowych podsumowań. W pierwszej scenie widzimy jak Leszczyc (Jerzy Skolimowski) czyta zebranym oskarżycielski list, napisany rzekomo przez nieobecnego kolegę. Obrażeni pamfletem lekarze postanawiają odwiedzić autora i wsiadają do pociągu towarowego (jak mówi strażnikowi Andrzej: "dla tych bydlaków to w sam raz"). Większa część filmu rozgrywa się w wagonie, jednak trzeba zaznaczyć, że świat przedstawiony jest tu całkowicie umowny: scenografia przypomina dekorację teatralną, inscenizacja jest płaska i jednoplanowa, a postaci niczym widma wyłaniają się z mroku, by wygłosić swoje kwestie. W tej niecodziennej przestrzeni rozgrywa się swego rodzaju seans psychoterapeutyczny.
Że bał się odpowiedzialności – przebacz mu Panie. Że nie podnosił słuchawki telefonu, gdy dzwoniono o pomoc – przebacz mu Panie. Że nadużywał swego stanowiska – przebacz mu Panie.
W jednej ze scen medycy wygłaszają nad śpiącym kolegą litanię, którą można by odnieść właściwie do wszystkich zebranych, świadomych swojego tchórzostwa i konformizmu. W jednej ze scen bohaterowie powracają pamięcią do wydarzenia z czasów stalinizmu, kiedy jako studenci zobowiązali się w ramach "czynu społecznego" wykonać ogromny wizerunek Stalina, ale wskutek niedopatrzeń zniszczyli portret i ośmieszyli "wodza". Po zdarzeniu przyjaciele nie okazali solidarności i prawie każdy próbował tchórzliwie bronić tylko siebie. Uległość i brak ambicji towarzyszą im jednak także w dojrzałym życiu. Nie przypadkiem pseudonimami bohaterów są marki samochodów, takie jak Zastawa (to przydomek Leszczyca), Opel Rekord (Tadeusz Łomnicki), Romeo (Adam Hanuszkiewicz), Wartburg (Bogumił Kobiela) i Alfa (Joanna Szczerbic). Trzydziestolatkowie nie chcą naprawiać świata ani walczyć z systemem i zadowalają się lichym konsumpcjonizmem okresu "małej stabilizacji".