Wspomnienia Czapskiego z okresu formowania się Armii Polskiej na ziemiach ZSRR i poszukiwań zaginionych jeńców. Na nieludzkiej ziemi razem z Innym światem Gustawa Herlinga-Grudzińskiego oraz Archipelagiem GUŁag Aleksandra Sołżenicyna tworzy kanon najważniejszych książek o okrucieństwach sowieckich obozów.
Józef Czapski był jednym z ledwie 79 ocalałych z obozu jenieckiego NKWD w Starobielsku, do którego trafił jesienią 1939 roku. W kwietniu 1940 roku rozpoczęła się likwidacja obozu i jeńcy – cztery tysiące polskich oficerów – byli wywożeni grupami w nieznanym kierunku. Czapski opuścił Starobielsk 5 maja, w ostatniej lub przedostatniej grupie razem z 15 innymi internowanymi. Zostali wywiezieni wpierw do obozu w Pawliszczew Borze, a następnie do obozu w Griazowcu pod Wołogdą, gdzie łącznie było ich około 400 osób – jak się miało okazać, jako jedyni ocaleli z obozów w Starobielsku, Kozielsku i Ostaszkowie.
Początkowo łudzili się, że podobny los spotkał ich towarzyszy niedoli. Liczyli, że ich również rozmieszczono w mniejszych obozach na terenie Rosji sowieckiej, jednak niepokoił ich fakt, że nie docierały od nich żadne sygnały – o nikim z ponad 14 tysięcy zaginionych. Także ich rodziny w kraju nie miały o nich żadnych wieści.
Styl wyświetlania galerii
wyświetl slajdy
W sowieckiej niewoli Czapski spędził dwa lata bez miesiąca – ten czas opisał w niewielkich rozmiarów książce Wspomnienia starobielskie. Gdy w sierpniu 1941 roku przyszła wiadomość o układzie Sikorski-Majski przywracającym stosunki dyplomatyczne między Polską a ZSRR, Sowieci, na mocy amnestii, mieli wypuścić polskich żołnierzy trzymanych w niewoli i umożliwić im stworzenie Armii Polskiej na terenie ZSRR, której dowódcą został mianowany generał Władysław Anders.
Na wezwanie nie stawił się nikt z zaginionych wiosną 1940 roku. Ani jeden oficer.
Na nieludzkiej ziemi powstawało w latach 1942–1947. „Książkę tę pisałem w warunkach bardzo różnorodnych z długimi przerwami – wspominał Czapski. – Niektóre fragmenty powstały prawie całkowicie z notatek spisanych na gorąco na miejscu, w Sowietach (1941–42), inne – ze wspomnień”.
Tytuł zaczerpnął z wiersza Stanisława Balińskiego, z którego dwuwers posłużył także za motto książki:
Text
Za tych, co leżą teraz na deskach cierpienia
Z otwartymi oczami, na nieludzkiej ziemi.
Autor cytatu
Stanisław Baliński, „Wielka podróż”, 1941
Pierwsze wydanie Na nieludzkiej ziemi wyszło w 1949 roku w Instytucie Literackim w Paryżu. Jak wspomina Jerzy Giedroyć, założyciel Instytutu, cały nakład książki Czapskiego został wykupiony przez Sowietów – którzy, odkąd w 1943 roku Niemcy odkryli w Katyniu zbiorowe groby, o zbrodnię oskarżali III Rzeszę. Głos Czapskiego, który wprost pisał o okrucieństwach sowieckich łagrów i o kłamstwach Związku Radzieckiego, musiał być usunięty i zapomniany – dlatego w 1984 roku we wstępie do podziemnego wydania Wspomnień starobielskich i Na nieludzkiej ziemi poruszony autor pisał:
Text
[…] nie potrafiłbym wyrazić mojej wdzięczności dla tych, którzy z narażeniem największym zdecydowali się te książki wydać. Fakt, że po tylu latach są jeszcze ludzie, którzy chcą je czytać, jest dla mnie największą nagrodą, o której nie marzyłem.
Autor cytatu
Czapski, J. (2001). „Wstęp” w: „Na nieludzkiej ziemi”. Kraków: Znak
Drugoobiegowe wydania ukazywały się w Polsce w latach: 1982 (Krąg), 1984 i 1985 (Editions Spotkania), 1986 (Oficyna Wydawnicza Reduta; Solidarność Walcząca) i 1987 (Krakowskie Towarzystwo Wydawnicze; Skarżyska Oficyna Wydawnicza SOWa; Międzyzakładowa Struktura Solidarności V).
Pierwsze oficjalne wydanie w kraju ukazało się w 1990 roku nakładem wydawnictwa Czytelnik – był to nie tylko moment, gdy Polska wyzwoliła się spod władzy komunistycznej, ale i rok, w którym ZSRR oficjalnie przyznało, że zbrodni katyńskiej dokonało NKWD i określiło ją jedną z najcięższych zbrodni stalinizmu.
Na nieludzkiej ziemi było także tłumaczone na języki angielski (wyd.1951, 1952, 1987), francuski (wyd. 1947, 1979) i niemiecki (wyd. 1967, 1969).
Tockoje – pierwsza „idylla wolności”
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Ochotnicy do Armii Andersa, 1941-42, fot. www.audiovis.nac.gov.pl / Narodowe Archiwum Cyfrowe
Obrazek
ochotnicy_do_armii_andersa_1941-1942_nac.jpg
Swoje wspomnienia Czapski zaczyna w momencie, gdy po niespełna dwóch latach „za drutami” w obozach w Starobielsku, Pawliszczew Borze i Griazowcu pod Wołogdą na mocy amnestii odzyskał wolność:
Text
Zaledwie parę dni temu przybył do nas na kilka godzin do obozu [w Griazowcu – przyp. AJ] gen. Anders, wypuszczony z Łubianki i mianowany przez gen. Sikorskiego dowódcą mającej się tworzyć na terenie Sowietów Armii Polskiej. […] W najprostszych słowach – jakże nas wzruszały – powołał nas wszystkich z powrotem do czynnej służby […].
Autor cytatu
Czapski, J. (2001). „Na nieludzkiej ziemi”. Kraków: Znak
W Tockoje, dokąd dotarł Czapski po siedmiodniowej podróży, brakowało właściwie wszystkiego: środków higieny, bielizny, butów. Liczba kotłów do gotowania była niewystarczająca, by jedzenie było przygotowywane na określoną porę, więc gotowano bez przerwy. Brakowało transportu i wszelkich narzędzi, jak piły czy siekiery, a gdy zrobiło się zimniej, drewno na opał trzeba było przynosić – na plecach – z lasu oddalonego od obozu o 8–12 kilometrów. Brakowało także uzbrojenia – „na 6 dywizję na przykład, ze stanem ponad 10 000, było 100 karabinów ręcznych i nic więcej”.
Każdego dnia z najdalszych zakamarków ZSRR przybywali do Tockoje kolejni rodacy. Byli skazańcy, którzy mieli teraz tworzyć wojsko, okazywali się ludźmi całkowicie wyniszczonymi: „przeszli najgorsze moralne i fizyczne cierpienia za Polskę i na swojej skórze odczuli słodycz obcych rządów” – pisał Czapski. Widok tylu wynędzniałych, ale wreszcie wolnych ludzi dodawał mu nadziei, że już zaraz w jednej z twarzy rozpozna jednego z zaginionych współtowarzyszy ze Starobielska…
Czapski otrzymał rozkaz objęcia kierownictwa w Biurze Opieki, które działało obok Stacji Zbornej, przez którą przechodzili wszyscy nowoprzybyli. Biuro Opieki miało zbierać od nich wszelkie pytania, skargi i informacje – ludzie przede wszystkim zgłaszali się z prośbami o ściągnięcie kolegów przetrzymywanych jeszcze w obozach lub o odnalezienie rodzin, które znajdowały się gdzieś na terenie ZSRR. Biuro Opieki spisywało listy nazwisk i przekazywały je dalej do sztabu oraz ambasady.
Osobną kwestią było wypytywanie każdego, kto przewijał się przez Biuro, czy ma jakiekolwiek wiadomości o jeńcach ze Starobielska numer jeden, Kozielska numer jeden lub Ostaszkowa. „Wtedy wierzyliśmy jeszcze, że zjawić się u nas winni w każdej chwili” – pisał Czapski.
Text
Wymordowanie kilkunastu tysięcy jeńców wojennych nie przychodziło nam jeszcze wówczas na myśl, z uporem pytaliśmy o nich co dzień każdego. Pierwszych pogłosek o ich masowej „na zimno” likwidacji przez władze bolszewickie nie chcieliśmy nawet brać pod uwagę.
Autor cytatu
Czapski, J. (2001). „Na nieludzkiej ziemi”. Kraków: Znak
Wszelkie wiadomości, które docierały do Biura Opieki, były jedynie niepotwierdzonymi w żaden sposób informacjami, w dodatku niekiedy mieszały się z historiami o ocalałych ze Starobielska numer dwa i trzy oraz Kozielska numer dwa, co znacznie utrudniało pracę.
Kilka osób utrzymywało, że słyszeli, jakoby w kopalni w Kołymie miało pracować 630 kozielszczan, kto inny mówił o kilku oficerach ze Starobielska. Ci zaś, którzy pracowali w kopalni w Workucie, słyszeli pogłoski o zatapianiu łodzi z polskimi oficerami na Morzu Białym lub Oceanie Arktycznym. Dotarł także meldunek od jednej z aresztowanych kobiet, której informację o zatopieniu okrętu z polskimi oficerami na Morzu Białym osobiście przekazali Rosjanie.
Udało się zatem ustalić dwa główne tropy: Kołymę na północnym wschodzie ZSRR i Ziemię Franciszka Józefa – archipelag wysp na północy. Z pełnią optymizmu, który przez cały czas go nie opuszczał, Czapski wierzył, że jest jeszcze cień szansy, by kogoś uratować. Udał się do sztabu, który stacjonował w Buzułuku i przekazał pułkownikowi Leopoldowi Okulickiemu wszelkie poszlaki wskazujące na możliwe miejsce pobytu zaginionych, jakie zgromadziło Biuro Opieki.
Wciąż powiększającą się listę z nazwiskami zaginionych, na ten moment liczącą cztery tysiące nazwisk, generał Anders przedłożył Stalinowi w czasie audiencji 4 grudnia. Stalin miał zapewniać wówczas, że „będzie łamat’ wszystkich komendantów obozów czyniących trudności w oddawaniu Polaków”. Generał Anders mianował Czapskiego pełnomocnikiem do spraw „niezwróconych jeszcze jeńców” i wysłał do centrali gułagu w Czkałowie z misją odnalezienia zaginionych.
Tułaczka po nieludzkiej ziemi
Opowiadania Czapskiego są niespieszne i dokładne. Poobozową rzeczywistość, ludzi, których spotykał, i świat, w jakim się znalazł, opisuje z malarską precyzją, pozwalając czytelnikowi zobaczyć to, co on sam widział, jego oczyma. Skupia się na momentach, które subiektywnie były dla niego ważne, czy to na relacjach z miejscową ludnością, czy na jego postrzeganiu polskich generałów. Notuje skrupulatnie wszystkie szczególne spostrzeżenia i rozmowy, nie dając umknąć żadnemu wspomnieniu.
Opowiada na przykład o pierwszej Wigilii na wolności – „pijaną”, „hałaśliwą i bez treści”, która zdawała mu się niegodną dwóch poprzednich, gdy w Starobielsku porucznik Radoński ze wzruszeniem wypowiadał słowa wiersza z Wyzwolenia Wyspiańskiego, a w Griazowcu łamali się opłatkiem przysłanym z Polski. Wspomina bankiet na cześć generała Sikorskiego z suto zastawionymi stołami w głodującym Buzułuku i Sowietów, którzy zgrabnie kłamali, gdy Czapski próbował dowiedzieć się czegokolwiek o zaginionych. Opisuje także przygotowanie do ewakuacji z ZSRR, gdy stało się jasne, że Sowieci nie zamierzają zwiększać pomocy dla rozrastającej się stale Armii Polskiej.
Eseista Jerzy Stempowski pisał w liście do Czapskiego: „W Twojej książce jest coś krystalicznie czystego, co nawet w żywotach świętych nie jest zawsze obecne”. Czesław Miłosz w Roku myśliwego (1990) pisał zaś: „to jego świadectwo o zamordowanych i w imieniu zamordowanych zostaje na zawsze, nie tak jak dzieła sztuki, co do których nigdy nie jest pewne, ale jako nieustraszony zapis okropnej prawdy”.
Książka była publikowana po odkryciu grobów katyńskich i w momencie wzajemnego oskarżania się Niemców i Sowietów o odpowiedzialność za zbrodnię, w klimacie dominującej w Europie obojętności wobec dążenia Polaków do odkrycia prawdy o przebiegu wydarzeń (Giedroyć o pierwszym wydaniu Na nieludzkiej ziemi mówił: „Po wojnie panowała we Francji dyktatura myśli lewicowej. Byliśmy tam bojkotowani”). Czapski, wbrew nastrojom, spokojnym, a stanowczym głosem mówi o tym, czego doświadczył w Rosji sowieckiej. Nie szuka dosadnych słów ani metafor, a dzięki wnikliwości swoich obserwacji szkicuje obraz pozbawiony fikcji i odarty z domysłów.
To także sprawia, że choć minęło już tyle lat od jej powstania, wymowa książki pozostaje niezmiennie aktualna. Czapski nie spisuje wniosków ani nie formułuje oskarżeń – daje świadectwo tego, co widział na własne oczy i co osobiście przeżył. Ukazuje, jak polityka rządzi prawdą, ale jednocześnie z jego dzieła wyłania się uniwersalny obraz tego, czym jest człowieczeństwo. Dzięki temu dochodzi do rozpoznania, że nawet pozbawienie wolności, głód czy rozłąka z najbliższymi nie mogą odebrać wolności myśli, godności i ducha.