Swoje wspomnienia z obozu jenieckiego w Starobielsku Józef Czapski spisał w 1943 roku zaraz po opuszczeniu Rosji, z poczucia potrzeby utrwalenia wszystkiego, co pamięta o kolegach z obozu, a także by wspomnienia o nich mogły dotrzeć dalej do ich rodzin. Uparcie szukał śladów życia zaginionych towarzyszy, którzy – jak miało wkrótce wyjść na jaw – stali się ofiarami zbrodni katyńskiej.
Józef Czapski – przed drugą wojną student Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie i malarz związanym z życiem artystycznym Warszawy – we wrześniu 1939 roku jako oficer rezerwy Wojska Polskiego został zmobilizowany i jeszcze w tym samym miesiącu trafił do sowieckiej niewoli.
Jeńcy byli rozmieszczani w jednym z trzech obozów, które znajdowały się w Starobielsku, Kozielsku i Ostaszkowie – ogółem ponad 14 i pół tysiąca żołnierzy, z których w maju 1940 roku odnalazło się jedynie około 400… Po tym, gdy wiosną obóz w Starobielsku został rozładowany, Czapski trafił do obozu w Griazowcu pod Wołogdą, skąd, na mocy amnestii dla obywateli polskich w ZSRR po układzie Sikorski-Majski, został wypuszczony w 1941 roku.
Tak jak wszyscy Polacy znajdujący się wówczas na ziemiach Rosji sowieckiej, dołączył do formującej się Armii Polskiej w ZSRR, której dowódcą był generał Władysław Anders. Ku przerażeniu Czapskiego na wezwanie nie stawił się żaden z kolegów, o których po opuszczeniu obozu w Starobielsku zaginął słuch. Poprosił wówczas generała Andersa, by pozwolił mu zająć się ich poszukiwaniem i ustaleniem, co się z nimi stało po opuszczeniu obozu – opowiadania o tym czasie opisał bardziej szczegółowo w swojej drugiej wojennej książce, Na nieludzkiej ziemi (wyd. 1949 r.).
Prawda o zbrodni katyńskiej
Wspomnienia starobielskie Czapski zaczął pisać, gdy opuszczał Rosję – to jest w 1943 roku – a jego opowiadania o przeżyciach w obozie zajęły 30 stron maszynopisu. Spisanie ich, jak zaznaczył we wstępie do wydania z 1984 roku, „przede wszystkim miało na celu, żeby te wieści o kolegach mogły dotrzeć do ich rodzin w kraju”. Maria Janion w artykule Artysta przemienienia określa je testamentem umarłych: Czapski pisał z poczucia powinności – nie wiedział, dlaczego ocalał, ale musiał być teraz głosem tysięcy, którzy nie przeżyli.
Wiadomości o odkryciu grobów katyńskich i o tysiącach jeńców zamordowanych przez NKWD zostały ogłoszone przez Niemców w kwietniu 1943 roku. Niedługo później Sowieci skontrowali te doniesienia, oskarżając o zbrodnię III Rzeszę i do 1990 roku uparcie zaprzeczali wszelkim zarzutom w swoją stronę. Wspomnienia Czapskiego od momentu ich powstania aż po dziś dzień mają zatem nieocenioną wartość jako świadectwo historii, która przez kilka dekad była zakłamywana.
Styl wyświetlania galerii
Wyświetl slajder (domyślny)
Początkowo Czapski spotkał się z licznymi odmowami publikacji Wspomnień starobielskich, między innymi ze strony angielskiej cenzury – mimo że w tekście ani razu nie pada słowo Katyń. Cenzura zelżała rok później i niewielkich rozmiarów książka po raz pierwszy została wydana w Rzymie, w Oddziale Kultury i Prasy 2. Korpusu w 1944 roku, a w 1945 roku ukazały się jej tłumaczenia na języki francuski (wydanie ze wstępem Gustawa Herlinga-Grudzińskiego) oraz włoski.
Wspomnienia Czapskiego były głosem domagającym się rzetelnej odpowiedzi i walką o prawdę wtedy, kiedy była najmniej wygodna. Ponadto wśród pomordowanych w Katyniu znajdowali się wyłącznie jeńcy z Kozielska, a los jeńców ze Starobielska i Ostaszkowa wciąż pozostawał niejasny. Ze względu na to, że do 1990 roku Sowieci nie ujawniali prawdy o popełnionej przez nich zbrodni i zakłamywali historię, dzieło Czapskiego wpierw nie ukazywało się wcale, a następnie wyłącznie w drugim obiegu: w latach 1979 (Niezależna Oficyna Wydawnicza NOWA), 1984 (Wydawnictwo im. gen. „Nila” Fieldorfa), 1985 (Biblioteka Spotkań), 1989 (Recto) i 1990 (Niezależne Warsztaty Wydawnicze Ogniwo).
Dopiero w 1990 roku ujawniono miejsca pochówków polskich oficerów ze Starobielska – pod Charkowem – i Ostaszkowa – Miednoje pod Kalininem.
Text
W obozie Starobielsk, w chwili jego rozładowania, 5 IV 1940 r., było 3920 oficerów wraz z kilkudziesięciu więźniami cywilnymi i około 30 podchorążymi i chorążymi. Uratowało się spośród nich 79. Jestem jednym z nich. Cała reszta zaginęła bez śladu, pomimo uporczywych i nieustannych prób wyjaśnienia, gdzie się znajdują.
Autor cytatu
Czapski, J. (2001). „Wspomnienia starobielskie” w: „Na nieludzkiej ziemi”, Kraków: Wydawnictwo Znak
Czapski dosadnie podkreśla (w tekście, w zależności od wydania, jest to zaznaczone przez pogrubienie lub rozstrzelenie tekstu), że opowiada historię Starobielska numer jeden. Były też Starobielsk numer drugi i Kozielsk numer drugi – a liczba obozów znacząco utrudniała rozmowy z Sowietami, którzy „wciąż starali się dowieść, że [Starobielsk numer jeden] nie zaginął, podsuwając nazwiska oficerów czy szeregowych, którzy byli w Starobielsku numer dwa” – mówił rozdrażniony tym wspomnieniem Czapski na antenie Radia Wolna Europa w 1961 roku.
Ludzie, których malarz spotkał w Starobielsku, a także ci, o których słyszał z relacji ocalałych kolegów z Kozielska numer jeden i Ostaszkowa, byli prominentnymi postaciami – lekarzami, chirurgami, prawnikami, zawodowymi żołnierzami czy profesorami i docentami uczelni polskich i zagranicznych. Do niewoli zostali wzięci w różnych okolicznościach: walcząc z wstępującymi na ziemie polskie armiami sowieckimi, szukając ucieczki na południe, to jest na Węgry czy do Rumunii, skąd mogli przedostać się do Francji i walczyć dalej, a jeszcze inni, uciekający spod sił okupacji niemieckiej, prosząc Sowietów o azyl.
Czapski opisuje także własną historię: razem z dwoma szwadronami zapasowymi 3. pułku został wzięty do niewoli 27 września 1939 roku na granicy województwa lwowskiego w Chmielku:
Text
Bez koni, prawie bez broni, po kilkutygodniowym przerzucaniu z miejsca na miejsce, w ciągłym cofaniu na wschód, a potem kluczeniu od wschodu na zachód, [szwadrony] zostały otoczone tankami i artylerią sowiecką. […] Zaręczano nam, że szeregowi zostaną wypuszczeni (co zresztą zostało zrobione), oficerowie zaś mieli być jedynie dowiezieni do Lwowa i tam puszczeni na wolność. Dziś wydaje się dziką ślepotą, żeśmy sobie już zaraz nie uświadomili, o co chodziło wojskom sowieckim. Ale to uderzenie nożem w plecy było przecież dla większości ciosem nieoczekiwanym, ludzie byli wyczerpani nieustannymi walkami lub gorzej, cofaniem się bez walk, z zupełnie zerwaną łącznością, z nadchodzącymi różnymi rozkazami, których autentyczności nie można było stwierdzić (jak ten rozkaz, by nie wchodzić w walkę z wojskami sowieckimi).
Autor cytatu
Czapski, J. (2001). „Wspomnienia starobielskie” w: „Na nieludzkiej ziemi”, Kraków: Wydawnictwo Znak
Wywiezienie do obozów, jak zaręczali przedstawiciele armii sowieckiej, absolutnie nie wchodziło w grę. Pojmani żołnierze stłoczeni w ciężarówkach zostali przewiezieni do Lwowa, dalej Tarnopola i wreszcie pierwszego sowieckiego miasta: Wołoczyska, gdzie zostali upchnięci na noc do obory. „Upokorzeni do dna”. Po paru dniach podróż była kontynuowana, tym razem jeńcy zostali wsadzeni w wagony i wywiezieni dalej. Kresem podróży był Starobielsk.
Czapski opisuje, w jaki sposób w mieście tworzył się obóz: najpierw prowizoryczne i tłoczne noclegi w budynkach poklasztornych i w środku miasta: w urzędzie i więzieniu. Dopiero pod koniec października zorganizowano docelowe rozwiązania. Wywieziono 5 tysięcy szeregowych, a zostawiono, jak pisze Czapski, prawie wyłącznie oficerów, kilkudziesięciu podchorążych i kilkudziesięciu cywilów. Upchnięto wszystkich na wytyczonym terenie obozu, w cerkwi i w budynku poklasztornym, a także, ze względu na niewystarczającą liczbę miejsc, w namiotach. Do dyspozycji była wyłącznie jedna łaźnia miejska, a odwszalnia zwracała ubrania z jeszcze większą liczbą wszy. Czapski wspomina też porozstawiane wszędzie głośniki radiowe ryczące od rana do nocy propagandowe komunikaty, przeplatane – ku wzruszeniu jeńców – Chopinem…
Wszyscy zdrowi musieli pracować przy wyładowywaniu i załadowywaniu wagonów towarowych. Jesień i zima były wyjątkowo śnieżne i mroźne – nawet do minus 35 stopni. Sam Czapski, jak pisze, „był uprzywilejowany”, ponieważ został sklasyfikowany przez lekarzy jako chory na płuca, ze względu na co był przydzielany do mniej obciążających prac, takich jak sprzątanie, obieranie ziemniaków czy noszenie skrzyń i worków.
W swoich wspomnieniach opisuje obrazy poszczególnych ludzi, którzy utkwili mu w pamięci. Jak porucznik Edward Ralski, oficer rezerwy 8. pułku ułanów, profesor Uniwersytetu w Poznaniu, który mimo, jak pisze Czapski, dziecinnego wrażenia, jakie sprawiał, wykazywał się „rzadkim hartem i spokojem. […] nic nie umiało go wyprowadzić z równowagi”. Przedmiotem jego pracy naukowej były trawy polskie, ale ukryte w poznańskim mieszkaniu zapiski, owoc długich lat precyzyjnych badań, zostały zniszczone przez Niemców.
Text
Nawet podczas podróży do Starobielska, kiedy wywieziono nas przez zaśnieżone stepy ukraińskie, kiedy zamarznięci i głodni nie wiedzieliśmy, dokąd nas wiozą, Ralski z całą namiętnością uczonego przyglądał się stepom, badylom traw sterczących spod śniegu. Ten najlepszy Polak, najczulszy mąż i ojciec przyznawał mi się wówczas, z pewnym jakby wstydem, że trawy te wzbudzają w nim takie zainteresowanie, że jest w stanie nie tylko oderwać się od aktualnej rzeczywistości, ale jeszcze odczuwać głęboką radość, patrząc na te nieznane stepy, które zawsze marzył poznać.
Autor cytatu
Czapski, J. (2001). „Wspomnienia starobielskie” w: „Na nieludzkiej ziemi”, Kraków: Wydawnictwo Znak
Wśród jeńców był także major Sołtan, szef sztabu Generała Andersa podczas kampanii wrześniowej, który wieczorami organizował kółka odczytowe. Opowiadał podczas nich o bohaterstwie dowódców kampanii wrześniowej – słuchano go z wielkim przejęciem i dla wielu był niedoścignionym autorytetem.
Czapski opisuje wszystkich, którzy utkwili mu w pamięci. Podporucznika Tomasza Chęcińskiego – „fanatyka Międzymorza”. Podporucznika Zygmunta Miterę – geofizyka, doktoranta studiów wiertniczo-górniczych w Ameryce, „jedynego fachowca swego działu tej miary w Polsce”. Majora lekarza Kazimierza Dadeja – wybitnego pediatrę zakopiańskiego. Pisał:
Text
Te kilka nazwisk, które zacytowałem, są zebrane całkiem dorywczo z pamięci własnej czy opowiadań kolegów. Nie stanowią nawet próby wyliczenia najbardziej wartościowych i cennych ludzi, których straciliśmy właśnie poprzez te obozy.
Autor cytatu
Czapski, J. (2001). „Wspomnienia starobielskie” w: „Na nieludzkiej ziemi”, Kraków: Wydawnictwo Znak
Już w listopadzie pierwsi oficerowie byli wywożeni w nieznanym kierunku. Łudzono się, że jadą tam, gdzie będą mogli działać w służbie ojczyzny, że powrócą do walki. Sowieci zresztą umyślnie wprowadzali jeńców na fałszywe tropy, wzbudzając w nich nadzieję:
Text
Władze nasze w obozie rozsiewały pogłoski, że Sowiety oddają nas aliantom, że wysyłają nas do Francji, byśmy tam mogli się bić. Podrzucano nam nawet oficjalny papierek sowiecki z trasą naszej podróży przez Bendery. Raz obudzono nas w nocy, pytając się, kto z nas włada rumuńskim i greckim językiem.
Autor cytatu
Czapski, J. (2001). „Wspomnienia starobielskie” w: „Na nieludzkiej ziemi”, Kraków: Wydawnictwo Znak
Od kwietnia zaczęły się regularne wywózki. Czapski opuścił Starobielsk dopiero 12 maja, razem z 15 innymi ludźmi. Wywieziono ich do obozu Pawszliszczew Bor, w pięknym, gęstym lesie. Tam zastali grupę 73 jeńców ze Starobielska, a także ocalałych z Kozielska i Ostaszkowa – razem około 400 osób. Wszyscy zostali wywiezieni dalej do obozu w Griazowcu pod Wołogdą, skąd rok później, na mocy amnestii po układzie Sikorski-Majski, wyszli na wolność.
Sądzili, że podobny los spotkał ich współbraci – że rozmieszczono ich w mniejszych obozach. Wszelkie nadzieje rozwiewały jednak listy od rodzin zaginionych, w których pytały, co z ich bliskimi. Czapski wspomina, że już latem 1940 roku ocaleli przeczuwali, że los ich towarzyszy jest przesądzony. Ci, którzy przeżyli, zaczęli spisywać listę zaginionych z trzech obozów, która liczyła ponad 10 tysięcy nazwisk.