Drugi film pełnometrażowy Olgi Chajdas daje się czytać na różne sposoby i na różnych częstotliwościach: jako mały traktat o byciu artystką, przewodnik po trójmiejskiej scenie muzycznej, notatki z czasu przełomu. Ale wraz z rozwojem akcji "Imago" przemienia się w jeszcze coś innego – opowieść o stawaniu się matką i córką.
Zaciska mocno oczy, na jej twarzy maluje się skupienie. Odsuwa krzesło, zaciąga się papierosem, bierze do ręki węgiel i kreśli na ścianie czarne oko. Przez drzwi do jej pokoju rozlega się przeciągłe zawodzenie. Dźwięk powtarza się kilka razy, dociera do salonu, matka i starsi bracia mają na ten temat do powiedzenia tylko jedno: "wariatka". Za chwilę znowu wsadzą ją do samochodu i wywiozą do zakładu psychiatrycznego, choć już im tłumaczyła, że to, co robi, to tylko medytacja. Lekarze aplikują elektrowstrząsy. Pielęgniarki naklejają na plecy kawałek taśmy z napisem "Szalona" (wszystkie dziewczyny z oddziału otrzymują podobne etykiety: "Debilka", "Czarna", "Matka Polka"). To brzmi jak zły sen, ale zdarzył się naprawdę. Jest rok 1987, na czele jednolitego kierownictwa Związku "Solidarność" staje Lech Wałęsa. Ela "Malwina" Góra dowiaduje się o tym w szpitalu w Kocborowie.
Styl wyświetlania galerii
Wyświetl slajder (domyślny)
Kontekst biograficzny jest tu szczególnie ważny. W pewnym sensie to obraz relacji tak fundamentalnej i indywidualnej, jak relacja matki z córką. Scenariusz "Imago" w reżyserii Olgi Chajdas jest bowiem oparty na rodzinnej historii Leny Góry, a sama aktorka wciela się w nim we własną matkę (akcja skupia się na tym, co dzieje się tuż przed jej narodzinami i zaraz po nich). Ta oryginalna, na swój sposób przewrotna koncepcja podsuwa pytania zwykle niewygłoszone, niezadane: jakie były nasze matki, kiedy były w naszym wieku? Co czuły w ciąży, w trakcie porodu i jak im było, kiedy przyszliśmy na świat? A gdyby podjęły inne decyzje? Jak powtarza w wywiadach Góra, to film pomógł jej zobaczyć w matce postać niepokorną i wieloznaczną, którą niewątpliwie była – sama zresztą wykonała pracę wymagającą odwagi i dojrzałości. Wywrotowość zawarta w takim założeniu polega na tym, że pozwala ono wejść w buty rodzica, postawić się na jego miejscu.
Zanim na świat przyjdzie Lena – nazywana "dzieckiem wolności", wszak równolegle z nią rodzi się "Nowa Polska" – Ela na chwilę staje się artystką. Nie jest gwiazdą, ale pod wieloma względami okazuje się zjawiskiem wyjątkowym na lokalnej scenie muzycznej, swoistą luką i błędem w systemie. Budzi podziw, ciekawość, ale też nieufność, oburzenie i osąd moralny – chłopaki z zespołu nazywają ją "kosmiczną matką", rodzina mówi o niej per "wariatko". Dla jednych i drugich jest jak postać z odległej planety – nie daje się okiełznać, kompletnie wymyka się wszelkim standardom. Nigdzie nie pasuje, ludzie wokół niej tracą pewność siebie, ona sama potrzebowałaby innych czasów, by przez innych być zrozumianą. W związku z tym spotkanie z filmem Chajdas można potraktować jako przypowieść o lęku przed czymś innym, czymś niezrozumiałym.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Kadr z filmu "Imago" w reżyserii Olgi Chajdas, 2023, fot. Robert Pałka /Apple Film Production
Obrazek
mateusz_wieclawek_waclaw_warchol_copyright_robert_palka._apple_film_production.jpg
Ela to kobieta swobodna i wyzwolona, bezczelnie podważająca ustalony i sterylny porządek czy też wyobrażenia o tym, jak powinien wyglądać świat – jest w dwóch różnych związkach naraz, mantruje, medytuje, chodzi po klubach i barach; szuka połączenia z kosmosem, choć w salonie jej rodzinnego domu stoi oprawiony w ramkę portret papieża Polaka. Jeśli jest cokolwiek, co nią kieruje, to chęć ocalenia własnej wolności. Poprzez sztukę i muzykę próbuje przełamać bariery narzucone nie tyle przez ustrój, co społeczeństwo i tradycję.
Ela "Malwina" Góra śpiewała m.in. w kultowych Pancernych Rowerach i Aptece, sztandarowych zespołach Trójmiejskiej Sceny Alternatywnej, uznawanej dziś za jedno z najciekawszych zjawisk w polskiej muzyce lat 80. Podczas gdy środowisko punkowe ściśle kojarzone z Jarocinem deklarowało, że motorem dla twórczości powinny być niezgoda i bunt, trójmiejskie formacje niczego nie deklarowały – muzyka była często aktem eskapizmu, celebracją ekscesu, miała otwierać umysł na nowe, pozazmysłowe wymiary. Najczęściej utwory powstawały metodą improwizacji, zabawy brzmieniami. Bez gatunkowych barier i ram. Trójmiejska scena dawała sobie totalną wolność.
Text
Nigdy nie interesowały nas piosenki […]. Każdy koncert był inny i każdy odbywał się w różnym składzie. Dużo zależało od napięcia na scenie. A było napięcie, bo ludzie nie byli przygotowani na to, co się działo. […] Przygotowywaliśmy podkłady na taśmach puszczane od tyłu chorały, wycinki z rzeczywistości, choćby z audycji telewizyjnych, jakieś pętle rytmiczne. To, co robiliśmy, było również utylizacją lęków. Stanowiliśmy gromadę wrażliwców, ludzi, którzy nie mogli się odnaleźć w rzeczywistości
– wspomina Sławomir "Ozi" Żamojda, muzyk zespołu Szelest Spadających Papierków, w którym Góra również gościnnie się udzielała ("Dzika rzecz. Polska muzyka i transformacja 1989–1993", s. 65–68).
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Pancerne Rowery, fot. Requiem Records / materiały promocyjne
Obrazek
pancerne_rowery_requiem_records.jpg
Najważniejsza w Trójmiejskiej Scenie Alternatywnej była więc potęga ekspresji, jaką jej przedstawiciele dysponowali na scenie. Poszczególne występy miały w sobie coś z performansu, improwizacji, dadaistycznych interwencji i poezji imaginatywnej. Ludziom trudno było przyporządkować je do czegoś, co już znali. W "Imago" udało się odtworzyć ten koloryt i aurę – każda sekwencja muzyczna ma w sobie coś z fantazjotwórstwa, plemiennego obrzędu, swoistego misterium przejścia. Sztuka nieskodyfikowanego, spontanicznego tworzenia, nieprzewidywalność i przekraczanie utartych struktur – to wszystko pozwala nabrać dystansu do opresyjnej atmosfery późnego PRL-u. Tak pisał o fenomenie trójmiejskiego undergroundu Rafał Księżyk na przykładzie Szelestu Spadających Papierków (s. 65–68):
Text
O tej muzyce aż chciałoby się napisać w stylu recenzji z alternatywnej prasy późnych lat 90.: płynne, amorficzne dźwiękowe rzeźby, metaliczne, ale brudne, hałaśliwe, lecz transowe. […] Wspólne zaśpiewy i transowe rytmy pozwalają myśleć o muzyce plemiennej, ale cóż to za dziwne plemię? […] Jest w tym terapeutyczny akt oswajania słuchacza z zamętem, który czaił się za progiem dynamicznej, nieprzewidywalnej epoki transformacji. Ale też heroiczny – próba wprowadzenia w przestrzeń publiczną czegoś, co do niej nie pasuje. […] Underground był karnawałem i zamętem, konfrontował z zamieszaniem, transgresją, odkrywał nowe zakamarki rzeczywistości i wyobraźni.
Na potrzeby "Imago" powstał zespół Zakaz Kąpieli – inspirowany trójmiejską alternatywą, głównie Pancernymi Rowerami, które za czasów swojej aktywności nie doczekały się studyjnego albumu. Andrzej Smolik, pracujący przy filmie jako kompozytor, przeczesał katalogi i archiwa, będące unikatowym zapisem nieoficjalnego, drugiego obiegu polskiego undergroundu: bootlegowe nagrania koncertów i pojedyncze utwory, jakie zachowały się z tamtego czasu. Ważne jednak, że nie zdecydował się na odszumienie i rekonstrukcję starych taśm – Smolik zdecydowanie bardziej zainteresowany był artystycznym, własnym przetworzeniem niż wykorzystaniem gotowych, już istniejących materiałów. Znalazł muzyków, powstały oryginalne utwory i teksty, grane na żywo w trakcie zdjęć, bez gotowych podkładów puszczanych z playbacku.
Smolik tak mówił o swojej współpracy z reżyserką:
Text
[Olga Chajdas] przekonywała mnie, żebym się nie ograniczał. […] Nie pozwala na zachowawcze rozwiązania. […] Zbudowaliśmy dwa zespoły składające się ze świetnych muzyków młodego pokolenia, którzy na potrzeby filmu zostali również aktorami. Stworzyliśmy bliskie historycznemu środowisko, jeśli chodzi o technologię. Wszystkie instrumenty, mikrofony a nawet statywy użyte w filmie pamiętają tamtą epokę. Używaliśmy taśmowych pogłosów i syntezatorów z lat 80. […] "Imago" to muzyka grana na żywo, bez retuszu i montażu. Surowa i szczera.
I jeszcze jedno – jest to solidny portret artystki na tle epoki, pozbawiony jednak wzniosłych haseł, które napędzały pokolenie "Solidarności" i daleki od politycznych tematów. Ela i jej koledzy z zespołu zdają się bowiem pokoleniem totalnej negacji; politycznie wycofanym, obojętnym na sprawy publiczne, mimo iż ich młodość przypadła na czas wielkich nadziei i równie wielkich obietnic. Bunt manifestują poprzez bierność. Sztuka zastępuje akt polityczny, wręcz odciąga od rzeczywistego zaangażowania. Dotykamy tu prostej, acz niepopularnej prawdy na temat zrywu "Solidarności", który zwykle utożsamia się ze zrywem całego niemal narodu. Nie każdy rwał się do walki z komunistami. Nie każda rodzina na Wybrzeżu była zainteresowana wzięciem udziału w zniesieniu i obaleniu systemu.
W tym sensie jest "Imago" filmem wybitnie niepolitycznym, nie ma w nim motywów typowych dla wizualnego imaginarium schyłkowego komunizmu – te sprawy są daleko w tle. Dosłownie jeden raz w telewizorze, który na okrągło nadaje w mieszkaniu Eli, przewija się twarz Wałęsy. Kiedy jeden jedyny raz pada pytanie "Co u was na strajku?", nie dostajemy na nie odpowiedzi. Gdyby nie te mikrosygnały, wyimki ze Stoczni Gdańskiej czy mała scenka sprzed sztabu wyborczego "Solidarności", która zwycięża w pierwszych wolnych wyborach (ściślej – częściowo wolnych), Trójmiasto z filmu Chajdas równie dobrze mogłoby być światem poza czasem i historią.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Kadr z filmu "Imago" w reżyserii Olgi Chajdas, 2023, fot. Robert Pałka /Apple Film Production
Obrazek
boguslawa_schubert_lena_gora_copyright_robert_palka_apple_film_production.jpg
Filmowa Ela ze swoją magnetyczną osobowością także stanowi zaprzeczenie figury działaczki i opozycjonistki czy choćby postawy typowej dla kina moralnego niepokoju – nie jest ofiarą komunistycznego systemu, odmawia poświęcenia sprawom społecznym czy działalności politycznej. Ostatecznie zawiesza działalność artystyczną i w najdosłowniejszym sensie poświęca wszystko dla macierzyństwa. Pojawienie się dziecka jest w tym przypadku jedyną mającą prawdziwe znaczenie rewolucją, pasmem zaskoczeń i masą obaw; zaś samo stawanie się matką – rytuałem przejścia i momentem granicznym. Ela nie jest też Matką Polką, raczej jej całkowitą odwrotnością. Nie wpisuje się w konwencjonalne macierzyństwo, jedyne, co może, to jeszcze raz wyrwać się ze schematu i stworzyć nowy model matki – na własne potrzeby i na własnych warunkach.
"Ja nic od ciebie nie chcę. Ja ciebie nie będę naprawiać. Tylko ty też mnie nie naprawiaj. Bądź moją córką. Kumplem moim. […] Ja chcę, żebyśmy miały ze sobą fajny film. Po prostu. Taki fajny film. We dwie". Słowa Eli wypowiedziane do córeczki w finale "Imago" są znaczące i wymowne w swojej symbolice – można potraktować je w przenośni (jako spotkanie Leny i Eli na ekranie, jako magiczne splecenie i zrównanie dwóch różnych pokoleń, jako podróż w czasoprzestrzeni, na jaką w tym przypadku pozwala kino) lub całkiem dosłownie (jako opowieść o stawaniu się matką i niepewności, która towarzyszy temu procesowi).
"Imago". Reżyseria: Olga Chajdas. Scenariusz: Olga Chajdas i Lena Góra. Zdjęcia: Tomasz Naumiuk. Montaż: Pavel Hrdlička. Scenografia: Anna Anosowicz. Muzyka: Andrzej Smolik. Występują: Lena Góra, Bogusław Schubert, Mateusz Więcławek, Wacław Warchoł, Michał Balicki, Wojciech Brzeziński. Premiera: 08.11.2024.