Dla jednych powieść spóźniona, wręcz anachroniczna, dla innych nowatorska. Widziano w niej zarówno świadectwo kryzysu, jak i zwycięstwo ideałów, przejaw pesymizmu życiowego, ale też optymistyczną wiarę w porządek świata. Historia Madzi Brzeskiej, pierwszej naiwnej, którą jednocześnie uznano za geniusza uczucia, stanowi do dziś interpretacyjne wyzwanie i historycznoliteracką zagadkę.
Największe dzieło Prusa – tyleż z powodu objętości, co i zawartości problemowej – to kolejna po "Placówce" i "Lalce" powieść odpowiadająca na wielkie pytania epoki. Pod tytułem "Emancypantka" utwór ukazywał się w odcinkach na łamach "Kuriera Codziennego" od 31 grudnia 1890 roku do 11 października 1893 roku. Dwa miesiące później w warszawskim wydawnictwie Gebethnera i Wolffa opublikowano czterotomowe "Emancypantki", a w 1903 roku w tej samej oficynie przygotowano ich drugie wydanie – i to właśnie na nim, znacznie zmienionym wobec publikacji z 1893 roku, opierają się przedruki współczesne.
Praca nad powieścią przypadła na moment znaczący. W prasie i literaturze głos zabiera już młodopolska generacja pisarek i pisarzy, w sferze społecznej i filozoficznej mówi się o bankructwie haseł oraz metod pozytywistycznych. Bolesław Prus, tak jak i inni przedstawiciele pokolenia, które wkroczyło na scenę literacką po powstaniu styczniowym, nieustająco próbuje odpowiedzieć na wyzwania nowych czasów, krytycznie przyglądając się ideałom swojej młodości.
Na najbardziej ogólnym poziomie utwór Głowackiego łączy opowieść o duchowym dojrzewaniu głównej bohaterki, Magdaleny Brzeskiej, z głęboką diagnozą społeczną. "Emancypantki" realizują więc po części model powieści rozwojowej, po części zaś realistycznej powieści panoramicznej, ale oba te typy w ostatnich rozdziałach zostają zawieszone – tam Prus korzysta bowiem z jeszcze innej formy. W rozbudowanych wykładach profesora Dębickiego przedstawia zarys oryginalnego systemu filozoficznego – oferuje więc swoiste remedium na nastroje końca wieku, własną receptę na kryzys kultury.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Portret Bolesława Prusa, 1895, fot. Edward Troczewski, Warszawa/Cyfrowa Biblioteka Narodowa Polona
Obrazek
boleslaw_prus_121.jpg
Droga Magdaleny Brzeskiej
Akcja "Emancypantek" rozgrywa się "około roku 1870" w Warszawie i Iksinowie, wymyślonym miasteczku Królestwa Polskiego. Madzię poznajemy jako osiemnastoletnią damę klasową pracującą w szkole żeńskiej. W toku powieści wraz z młodą i radosną dziewczyną przemierzamy kolejne środowiska: bankrutującą pensję pani Latter, duszną atmosferę prowincji, gdzie znajduje się dom Brzeskich, ciasne horyzonty mieszczańskiej rodziny Korkowiczów, nudę arystokratycznych salonów Solskich, zabieganych ludzi pracy w pensjonacie dla kobiet pani Burakowskiej, nędzę "zakładu" pani Turkawiec, a w końcu beznadzieję hotelowego pokoju dzielonego z umierającym bratem Zdzisławem i spokój klasztoru szarytek na Powiślu, w którym zamyka się bohaterka – wycieńczona fizycznie i psychicznie po całej tej wędrówce…
Wraz z protagonistką stopniowo rozpoznajemy kolejne symptomy duchowej degeneracji polskiego społeczeństwa, które zwiastują i tłumaczą kryzys fin de siècle’u. Dojrzewanie panny Brzeskiej polega na uświadamianiu sobie, że światem nie rządzi sprawiedliwość, lecz egoizm:
Text
Egoista! Słówko to setki razy obiło się Madzi o uszy, ale dziś dopiero odczuła jego znaczenie. Egoista to kamień, który tylko wówczas ożywia się i pięknieje, gdy sam cierpi albo gdy może kogo wyzyskać. Ale dla cudzej niedoli jest głuchy, ślepy, nawet okrutny.
Postępowanie bohaterki przez całą powieść motywowane jest zupełnie odwrotnie – współczuciem i altruizmem, zgodnie zresztą z postulatami solidaryzmu społecznego i organicyzmu, które Prus także i w tej powieści powtarza za swoim mistrzem, Herbertem Spencerem. "Anioł wśród fałszywych języków" – jak nazywa protagonistkę Michał Głowiński – wiedziony usilną potrzebą niesienia pomocy nie waha się podejmować działań ryzykownych z punktu widzenia ówczesnej obyczajowości, a większość spadających na bohaterkę kłopotów to właśnie wynik błędnej oceny miłosiernych uczynków dziewczyny przez opinię publiczną. Jej troskę i współczucie inni tłumaczą sobie bowiem wyrachowaniem, kokieterią czy pragnieniem zdobycia majątku lub pozycji.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
“Pensja pani Latter”, reż. Stanisław Różewicz, 1982, fot. WFDiF / Filmoteka Narodowa - Instytut Audiowizualny / fototeka.fn.org.pl
Obrazek
pensja_pani_latter_rez_stanislaw_rozewicz_1982_fot_wfdif_1-f-368-1-1500x.jpg
Madzia jako przewodniczka po świecie intryg i plotek ma niecodzienne kompetencje. Emocjonalna, wręcz czułostkowa, zwykle uważa ludzi za lepszych niż są rzeczywiście, samą siebie zaś uznaje za niegodną zainteresowania. Panna Brzeska jak refren powtarza w myślach: "Już nigdy nie będę miała rozumu", a jednak mimo tego neurotycznego skrzywienia (Jan Tomkowski diagnozuje bohaterkę jako psychasteniczkę) udaje się jej obnażyć zakłamanie i fasadowość swojego otoczenia. Dzieje się tak dlatego, że Prus do mistrzostwa doprowadza techniki pisarskie obecne już w "Lalce": kontrastuje sceniczną prezentację wydarzeń z narracją z punktu widzenia, mową pozornie zależną i wnikaniem w marzenia i sny, które objaśniają nieświadome motywacje postaci. Obszerne partie narracji prowadzonej z perspektywy "plotkującego miasta" obciążają nie bohaterkę, ale samo społeczeństwo, które nie ma odpowiedniej miary, aby docenić jej szlachetność. Ostatecznie Magdalena zostanie przez swojego admiratora, Stefana Solskiego, nazwana "geniuszem uczucia", co rezoner powieści, profesor Dębicki, zdefiniuje następująco: "są geniusze uczucia, którzy […] czują za wszystko i wszystkich, lecz sami – u nikogo nie znajdują oddźwięku".
Emancypacja i ekonomia
Magdalena z trzpiotowatej pensjonarki przeobraża się stopniowo w refleksyjną kobietę, której protekcji, wsparcia lub towarzystwa łakną pozostali cierpiący bohaterowie. Ten proces usamodzielniania Brzeskiej często wiąże się z tytułowym zjawiskiem emancypacji, którego ujęcie wywołało i wciąż wywołuje duże kontrowersje, niekiedy nawet formułowane w postaci oskarżenia pisarza o mizoginię czy wyśmiewanie sprawy kobiecej.
Taka interpretacja powieści wspiera się na kilku argumentach. Po pierwsze, na przekonaniu o satyrycznym, a nawet karykaturalnym ujęciu ruchu emancypacyjnego. Najskrajniejsza i fanatyczna jego przedstawicielka, panna Howard, wielokrotnie wyśmiewana jako zaślepiona ideologią bezkompromisowa krzykaczka, zostaje skompromitowana na końcu powieści, gdy już jako infantylna pani Mydełko zakłada swojemu mężowi pantofle. Drugim argumentem na rzecz podobnego odczytania jest klęska pani Latter. Kobieta u progu starości, mierząca się według Ewy Paczoskiej z kryzysem przekwitania, nie potrafi pogodzić interesów kierowniczki pensji z rolą matki. Spełnianie zachcianek interesownych pociech, Heleny i Kazimierza, doprowadza jej zakład naukowy do zadłużenia i utraty opinii. Trapiona urojeniami Latter tonie, próbując przeprawić się przez rzekę do mężczyzny, Mielnickiego, który jawi się jej jako jedyny ratunek. To gorzkie zakończenie losów emancypantki dobrze współbrzmi z argumentem trzecim, przekonaniami Dębickiego, będącego porte-parole samego autora:
Text
Kobieta […] przede wszystkim jest i musi być matką. Jeżeli chce być czymś innym: mędrcem, za którym szeleści jedwabny ogon, reformatorem z obnażonymi ramionami, aniołem, który uszczęśliwia całą ludzkość, klejnotem domagającym się złotej oprawy, wówczas – wychodzi ze swej roli i kończy na potworności albo na błazeństwie.
Losy Ady Solskiej, świetnie zapowiadającej się badaczki porostów, marzącej skrycie o ślubie z utracjuszem Kazimierzem, czy historia panny Eufemii, postępowej emancypantki z prowincji, która bawi się uczuciami mężczyzn i doprowadza do samobójstwa sekretarza pocztowego Cynadrowskiego – także udowadniałyby, że samodzielność i wolnomyślność kobiet jest jedynie rodzajem szkodliwego działania zastępczego, a ich życie kręci się w rzeczywistości wokół mężczyzn i małżeństwa. Zdaniem krytyków z epoki, m.in. Ludwika Krzywickiego czy Kazimierza Kelles-Krauza, Prus reprezentowałby więc tradycjonalistyczne stanowisko wobec kwestii kobiecej, już w tamtym czasie coraz bardziej anachroniczne.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Scena z przedstawienia "Emancypantki", reżyseria: Adam Hanuszkiewicz, 1975, Teatr Telewizji. Na zdjęciu: Barbara Sułkowska, Janina Nowicka, Barbara Burska, fot. Zygmunt Januszewski/TVP/East News
Obrazek
emancypantki-en.jpg
Jednocześnie jednak obśmiewanie skrajności – tak charakterystyczne dla pisarza w ogóle – nie unieważnia ukazywania pozytywnych i pozytywistycznych zalet ruchu emancypacyjnego. Pisarz tak w swojej publicystyce, jak samej powieści przekonuje przecież, że kobiety są systemowo wykorzystywane, że siłą wtłacza się je w niechciane małżeństwa, że ambicje i plany młodych panien traktuje się niepoważnie, a samotne wyjście na ulice czy odwiedziny w hotelu skutkują ostracyzmem. Nawet jeśli samo określenie "emancypantka" jest w świecie przedstawionym traktowane cokolwiek podejrzliwie, to opisywany ruch ma też swoje osiągnięcia. Na płaszczyźnie materialnej są to inicjatywy stowarzyszenia kobiet czy instytucje pań Latter, Malinowskiej, Bukowiec – wszystkie niosące realną pomoc. Pokazują one nie tylko sprawczość przedstawicielek płci żeńskiej, ale nade wszystko ich społeczną użyteczność, co w systemie etyki życiowej pisarza pozostawało wartością najwyższą. Z kolei na płaszczyźnie zbiorowej świadomości Prus rejestruje zmianę pokoleniową: wbrew starszym opiekunom młode kobiety śmiało upominają się o swoje prawa, czułe są na niesprawiedliwość, często motywowaną genderowo, domagają się więc równości i większej swobody, bo nie chcą być traktowane jak ubezwłasnowolnione salonowe lalki.
Cytowana ostra wypowiedź Dębickiego, podstarzałego kawalera i nieżyciowego mizantropa, może wynikać z przeoczenia tych przemian, z przyjęcia perspektywy filozoficznej i idealistycznej, charakterystycznej dla feministów z poprzedniej epoki, którzy wielkość kobiet widzieli głównie na płaszczyźnie uczuć i ducha. Gloryfikacja macierzyństwa spuentowana jest wszakże komplementem, który dziś może być już odczytywany jako co najmniej kłopotliwy: "Jeżeli ludzkość jest siecią, która wyławia ducha z natury, kobiety są w tej sieci węzłami. Jeżeli życie jest cudem, kobieta jest ołtarzem, na którym spełnia się cud". Dębicki zdaje się po prostu nie rozumieć zachodzących przemian. Zresztą jego relacje międzyludzkie także zostawiają wiele do życzenia – wykładając swój systemat, mówi beznamiętnie do słuchaczy potrzebujących nadziei: "Jesteście dla mnie tym, czym dla chemika odczynniki chemiczne, a dla fizyka – termometr, galwanometr".
Warto też zauważyć, że przez powieść przesuwa się cała parada mężczyzn również tkwiących w sytuacji, z której chcieliby się wyemancypować, np. Kazimierz Norski, Ludwik Krukowski, brat pani Burakowskiej – bohaterowie zależni od kobiet, bo pasożytujący na ich funduszach. Tak jakby na ich przykładzie Prus chciał przypomnieć, że nie może być mowy o jakiekolwiek samodzielności bez samodzielności ekonomicznej. "Emancypantki" dokumentują bowiem narastającą obsesję pieniądza, za którym goni się niezależnie od płci. W świecie przedstawionym nieustannie przelicza się znajomości na zarobek, a stan majątkowy okazuje się kluczową informacją o danej osobie. Do tego w Warszawie czuć coraz bardziej nasilające się konflikty klasowe: służba z podejrzliwością przygląda się wydatkom państwa, studenci na dorobku i ubodzy artyści szukają możliwości wspięcia się po drabinie społecznej. Prowadzenie się, uroda, pochodzenie, maniery, obycie – tak naprawdę składają się na kapitał kulturowy, który ma przełożyć się na zdobycie kapitału ekonomicznego i idącego za nim uznania. W tej grze o status i pieniądze małżeństwo okazuje się najwyższą stawką, stąd tak powszechna troska powieściowych opiekunów o dobre zamążpójście ich wychowanic.
Prus przekonuje, że kapitalizm potrzebuje filantropii, a postęp – idei. Stąd Solski budujący cukrownię nie stworzy fabryki jako "pełnego życia organizmu wyższego rzędu" bez Magdaleny i jej empatycznego spojrzenia na nędzę. Społeczeństwu pozbawionemu uczucia, myśli i duszy grozi widmo materializmu.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Kobiety, przyszłość Wasza w ręku Waszym! [Inc.:] Zdobywajmy prawa! Wejdźmy do rady miejskiej, gminnej, do sejmu! Wzywamy Was do licznego przybycia na: Zgromadzenie Kobiet polskich wszystkich stanów, fot. 1917, Polona.pl
Obrazek
kobiety_przyszlosc_wasza_1917_fot_polona_51052312.jpg
Wiara i rozum
"Taki duch czasu, że wszyscy młodzi mężczyźni są pozytywistami, a kobiety emancypantkami…" – mówi do Magdaleny brat Zdzisław. Rzeczywiście, drugim naczelnym problemem "Emancypantek" jest kryzys kultury końca wieku. Zdaniem autora przyczyniła się do niego wulgarna i popularna lektura pozytywizmu, który sprowadzono do cynicznego sceptycyzmu i materializmu skojarzonego z ateizmem. Przypomnieć wypada, że zdaniem Auguste’a Comte’a, twórcy pojęcia pozytywizmu, ludzkość wkracza w XIX stuleciu w fazę pozytywną, którą charakteryzować ma porzucanie wyjaśnień religijnych i metafizycznych na rzecz wiedzy pewnej, zdaniem filozofa opartej na faktach, doświadczeniu i nauce.
Nowoczesne miasto, w którym zanurzona zostaje Magdalena, jest nie lada wyzwaniem dla jej religijnej wizji świata, nic więc dziwnego, że kolejne cierpienia i obserwowane niesprawiedliwości stopniowo nadwątlą jej wiarę w Opatrzność. Ostateczny upadek duchowy bohaterki przypada na seans spirytystyczny, a więc modne pod koniec stulecia wywoływanie duchów, którymi zaabsorbowany był i Prus, i jego przyjaciel, Julian Ochorowicz, prowadzący eksperymenty z Eusapią Palladino, słynną wówczas w całej Europie mediumistką. Magdalena przypadkiem odkrywa, że medium z Ameryki, aby zdobyć akolitów dla nowej religii, tak naprawdę posługuje się kuglarskimi sztuczkami. Na tym samym spotkaniu panna Brzeska jest indoktrynowana przez pana Kazimierza, jej ówczesną miłosną fascynację. Syn pani Latter przekonuje Madzię, że w świetle nauki nie może być mowy o żadnej duszy, co niszczy jej poprzedni światopogląd i prowadzi do załamania: "Wieczność i życie przyszłe podarte na miliony komórek i włókien mózgowych, starte na bezkształtną masę tłuszczu, fosforu, nawet żelaza".
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Lewitujący stolik w trakcie paryskiego seansu z udziałem medium Eusapii, z lewej strony kadru Julian Ochorowicz, 1894, fot. domena publiczna
Obrazek
psychicmedium-domena_publiczna.jpg
Zarażony pesymizmem jest również brat protagonistki. Zdzisław przyjeżdża do Magdaleny w ostatniej fazie suchot, co nasila jeszcze kryzys bohaterki, jej poczucie niesprawiedliwości i lęk przed nicością. Szczęśliwie, na ratunek młodym przybywa prof. Dębicki, poznany jeszcze na pensji pani Latter. Wraz z jego pojawieniem się dzianie powieściowe ustępuje długiej prelekcji, rozbitej na kilka rozdziałów – wypowiedzi skrupulatnie przez pisarza przygotowanej, o czym świadczy długa przerwa w wydawaniu odcinków powieści w prasie. Wykłady niepozornego nauczyciela to zarys systemu filozoficznego, który często traktuje się jako podsumowanie dociekań samego Prusa.
Jak wiadomo, pisarz miał ambicje filozoficzne i próbował swoich sił w tym obszarze jako autor rozprawy "Najogólniejsze ideały życiowe" czy twórca parabolicznych nowel, np. "Pleśni świata" czy "Snu". Zawarte w tych wszystkich dziełach ustalenia przyniosły mu rozmaite etykiety: "mistyka realizmu" (Tadeusz Miciński), "pozytywisty ewangelicznego" (Stanisław Fita) czy "«uduchowionego» realisty" (Tomasz Sobieraj). Przekonują one, że pisarz pod koniec stulecia dokonuje korekty młodzieńczego programu pozytywistów, próbując pogodzić naukę z religią, rozum z wiarą. Utwory Głowackiego są w stanie udźwignąć taką tematykę dzięki zastosowaniu specjalnej metody twórczej, którą sam nazywał postawą humorysty. Humorysta "sumiennie ogląda rzeczy z co najmniej dwu stron", a "w stosunku natury trzyma się on tej granicy, z której równie dobrze widać namacalne fakta rzeczywistości, jak i mistyczne cienie nadzmysłowego świata" ("Słówko o krytyce pozytywnej").
Prus, ustami Dębickiego, przedstawia słuchaczom i czytelnikom optymistyczną wizję rzeczywistości. Według wykładów odkrycia naukowe (np. eteru) potwierdzą istnienie nieśmiertelnej duszy i Boga, Biblia daje się czytać w kluczu przyrodniczym i astronomicznym, ludzka świadomość i powszechna potrzeba religii uprawomocniają metafizyczną podstawę bytu, a cierpienie służy doskonaleniu się człowieka. Prus-Dębicki korzysta z ustaleń wielu ówczesnych systemów filozoficznych, często posługuje się dialogiem sokratejskim, elementami przypowieści, eksperymentem myślowym, rozbudowaną analogią. Nie zawsze jest to rozumowanie ścisłe, ale wywód jest na tyle uporządkowany i uargumentowany, że niczym swoista terapia duchowa uspokaja rodzeństwo. Zresztą można sądzić, że w tej wypowiedzi od początku chodziło o zaproponowanie modelu dobrego życia. Tenże Dębicki poucza: "Trzeba tylko zachować równowagę: [...] chodząc po ziemi trzymać głowę w niebie, dopóki – nie przeniesiemy się tam całkowicie" albo "zdrowie ducha wymaga, abyśmy równie często myśleli o Bogu i życiu wiecznym jak o jedzeniu i o rozrywkach".
Ostatnim etapem na drodze dojrzewania duchowego Magdaleny jest wspomniany już klasztor, który po śmierci brata stanie się jej azylem. W ogrodzie u szarytek rozstrojona bohaterka medytuje nad lekturą "O naśladowaniu Chrystusa" mistyka Tomasza à Kempis i coraz mocniej odsuwa się od świata. Czy Madzia kiedykolwiek opuści klasztor, dawniej porównywany do więzienia? Czy zostanie na zawsze "oblubienicą Chrystusa", zgodnie z przepowiednią usłyszaną na seansie spirytystycznym? Czy w jej decyzji trzeba widzieć ucieczkę przed światem, a może akceptację jego znikomości? Czy będzie miała szansę zrealizować się w roli żony i matki, skoro za progiem klasztoru czeka na nią Solski, czy jednak jako szarytka będzie nieść pomoc, nie narażając się już na obmowę? Prus, mistrz otwartych zakończeń, na wszystkie wątpliwości odpowiada surowo słowami siostry Apolonii – ostatnimi, jakie padają w powieści – "Tylko Bóg wie o tym".
Bibliografia:
Budrewicz T. (2003). "Filozofia profesora Dębickiego sposobem analitycznym wyłożona". W: Malik J.A., Paczoska E. (red.) "Prus i inni". Lublin: Wydawnictwo KUL. S. 97–125.
Głowiński M. (1973). "Anioł wśród fałszywych języków (O «Emancypantkach» Bolesława Prusa)". W: "Gry powieściowe. Szkice z teorii i historii form narracyjnych". Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN. S. 195–214.
Fita S. (1987). "«Pozytywista ewangeliczny». Problematyka religijna w twórczości Bolesława Prusa". "Roczniki Humanistyczne". T. XXXV. Z. 1, S. 5–45.
Pieścikowski E. (1970). "«Emancypantki» Bolesława Prusa". Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy.
Stachura R. (1998). "Między Bogiem a fosforem. Spór o filozofię i lektura Tomasza à Kempis w «Emancypantkach» Prusa". W: Przybyła, Z. (red.) "Jubileuszowe «żniwo u Prusa». Materiały z międzynarodowej sesji prusowskiej". Częstochowa: IFP WSP. S. 219–227.
Tomkowski J. (1993). "Neurotyczni bohaterowie Prusa". W: "Mój pozytywizm". Warszawa: Instytut Badań Literackich PAN. S. 131–173.
Wierzchołowska D. (2001). "Świat kobiecy w «Emancypantkach» Bolesława Prusa". Zielona Góra: Wyższa Szkoła Pedagogiczna im. Tadeusza Kotarbińskiego.