Złe dziedzictwo. Architektura Trzeciej Rzeszy w Polsce
Po czasach niemieckiej okupacji, na ziemiach polskich niegdyś należących do Trzeciej Rzeszy zostało do dziś wiele budynków. Jak dziś funkcjonują? Czy data i kontekst ich powstania są obciążeniem?
"Fundamentem naszego stosunku do przeszłości jest dzisiaj nie pietyzm wobec zabytków, ale kultura pamięci jako system pamięci zbiorowej danego społeczeństwa" – tymi słowami prof. Jacek Purchla rozpoczął wstęp do książki poświęconej architekturze wzniesionej przez Niemców w latach 30. i 40. na obecnych ziemiach polskich. Zbiór tekstów pt. "Kłopotliwe dziedzictwo? Architektura Trzeciej Rzeszy w Polsce" ukazał się nakładem Międzynarodowego Centrum Kultury (MCK) w 2020 roku. Znalazły się w nim rozdziały o mających "trudną przeszłość" zabytkach Krakowa, Wrocławia, Szczecina, Górnego Śląska czy północnego Mazowsza. Bo choć działalność okupacyjnych władz niemieckich nie kojarzy się powszechnie z budownictwem, zarówno w czasie II wojny światowej, jak i niedługo przed nią na terenach dziś należących do Polski powstało całkiem sporo gmachów użyteczności publicznej czy osiedli mieszkaniowych, które dziś stanowią relikty trudnej do akceptacji przeszłości.
Pamięć zbiorowa, która według Jacka Purchli wywiera ogromny wpływ na nasz stosunek do dziedzictwa materialnego, ma to to siebie,
Okładka książki "Kłopotliwe dziedzictwo? Architektura Trzeciej Rzeszy w Polsce", red. Jacek Purchla, Żanna Komar, wyd. Międzynarodowe Centrum Kultury, fot. https://mck.krakow.pl
że nie jest obiektywna. Wypiera pewne zdarzenia, stara się zacierać niewygodne wspomnienia – a co za tym idzie także ich materialne ślady. Najbardziej wyrazistym i symbolicznym tego dowodem jest burzenie pomników, których w chwilach politycznego wzmożenia nie analizuje się pod względem artystycznym: jedynym kryterium oceny jest treść, którą niosą, wersja historii, którą mają opowiadać i honorować. Idąc tym tropem, w kraju tak boleśnie doświadczonym przez nazistowską okupację powstałe na jej zlecenie budowle noszą piętno, są naznaczone "złem". A jednak wiele z nich zachowało się w polskim krajobrazie, są użytkowane, niektóre są cenione ze względu na walory architektoniczne. Można uznać, że dzieje budynków wzniesionych na ziemiach polskich w czasie trwania Trzeciej Rzeszy to historia o tym, jak niekonsekwentna może być pamięć zbiorowa, jak jedne budynki są z niej wpierane, innym zaś pozwala się wtopić w krajobraz miast.
W wydanym przez MCK w 2020 roku zbiorze tekstów o architekturze Trzeciej Rzeszy w Polsce dużo miejsca poświęcono projektom związanym z Krakowem. Było ich więcej niż gdzie indziej, bo to właśnie Kraków został w 1939 roku stolicą Generalnego Gubernatorstwa (GG), a generalny gubernator okupowanych ziem polskich, Hans Frank, na swoją siedzibę obrał Zamek na Wawelu.
Zamek Królewski na Wawelu z flagą ze swastyką,1939-1945, fot. fot. Zespół Wydawnictwo Prasowe Kraków-Warszawa/Narodowe Archiwum Cyfrowe
"W przypadku Krakowa chodzić więc musiało nie tylko o przeniesienie nad Wisłę hitlerowskiego modelu przebudowy wielkich miast w duchu Trzeciej Rzeszy, ale wykorzystanie urbanistyki jako narzędzia Eindeutschung, wzmacniającego politykę odpolszczania Krakowa" – pisze Jacek Purchla. Plany nazistów związane z Krakowem miały niejako dwa oblicza. Jedne koncentrowały się wokół tworzenia nowej miejskiej zabudowy o odpowiednim standardzie i skali dla przyszłych (niemieckich) mieszkańców, urzędników, pracowników. Rysowano więc nie tylko nowe domy, ale i całe dzielnice. W 1941 roku powstała mapa inwentaryzacyjna Krakowa, na której zaznaczono luki, wolne działki w centrum miasta, w których planowano budowanie nowych obiektów mieszkalnych. Zrealizowano tylko jeden z tych pomysłów – powstała zabudowa mieszkalna przy ulicy Królewskiej. Również w 1941 roku lipski architekt Hubert Ritter skończył przygotowywać Plan Generalny Krakowa (Der Generalbebauungs Plan von Krakau). Wpisane w niego były duże inwestycje: reprezentacyjna dzielnica rządowa na Dębnikach, którą sam Hans Frank nazywał "Norymbergą Wschodu", przebudowy bulwarów nadwiślańskich czy ważnych miejsc w historycznym centrum jak np. Placu Św. Ducha czy Sukiennic. Symboliczne znaczenie miała przebudowa Wawelu na potrzeby siedziby władz okupacyjnych i samego Hansa Franka.
Jednym z nielicznych materialnych śladów niemieckich projektów w Krakowie jest położony na jego zachodnich obrzeżach zamek w Przegorzałach, nazywany wtedy Schloss Wartenberg. Wzniesiony z inicjatywy Otto von Wächtera, okupacyjnego gubernatora dystryktu krakowskiego, powstał w wyniku znaczącej rozbudowy podmiejskiej willi prominentnego krakowskiego architekta Adolfa Szyszko-Bohusza (którą naziści mu odebrali). Projekt trzykondygnacyjnej, malowniczo posadowionej na skalistym zboczu rezydencji stworzyli austriaccy architekci, Richard Pfob i Hans Petermair, ale uczestniczył w tym procesie także sam Szyszko-Bohusz. "Budynek miał dominować w panoramie skarpy wiślanej i mógł budzić skojarzenia z architekturą niemiecką, np. z zamkami Nadrenii. Na szczególną uwagę zasługuje masywny pseudobarokowy portal wejściowy w elewacji północnej oraz niespotykany w Krakowie sposób opracowania detali kamiennych", opisuje budowlę badacz architektury Michał Wiśniewski w internetowym przewodniku "Krakowski szlak modernizmu". Dziś w zamku w Przegorzałach działa hotel.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Zamek Cesarski w Poznaniu, pocztówka, 1913-1917, fot: Biblioteka Narodowa Polona
Obrazek
zamek_cesarski_poznan_polona.jpg
Innym miastem, wobec którego Niemcy dość szybko zaplanowali duże zmiany, był Poznań. Plan przekształcenia miasta był gotowy w maju 1940 roku. Nietrudno się domyślić, że sercem tej nowej koncepcji uczyniono Zamek Cesarski (zbudowany w latach 1905−1910 jako rezydencja ostatniego niemieckiego cesarza Wilhelma II), który planowano przebudować na jedną z siedzib Hitlera, a przy niej stworzyć szeroką, monumentalną aleję przystosowaną do defilad i marszy. W różnych wariantach tych wizji planowano także budowę hali zgromadzeń (w pobliżu dzisiejszego dworca) czy gmachu opery. Podobnie jak w przypadku Krakowa, plany te pozostały na papierze, działania wojenne i związane z tym koszty utrudniały realizację tak wielkich założeń. Powstały zaś niektóre z osiedli i założeń mieszkalnych dla niemieckich urzędników i ich rodzin (krojono je na miarę modelowej według nazistów rodziny z czwórką dzieci). Zbudowane w latach 40. wielorodzinne domy powstały m.in. w okolicy ulic Opolskiej, Jaśminowej i Akacjowej, przy Kossaka i Ułańskiej. To dość proste, tradycyjne budynki kryte dwuspadowymi dachami i ustawiane pierzejowo; wyróżniały je głównie dość duże metraże mieszkań.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Krzywa Hala w Ciechanowie, fot. 1878 power/https://pl.wikipedia.org
W większości niezrealizowane ogromne plany związane z Krakowem czy Poznaniem miały duże znaczenie symboliczne. W innych miastach i regionach Polski działania miały mniejszą skalę i bardziej praktyczny wymiar. Inwestycje służyły przede wszystkim zapewnieniu warunków do działania napływającym do GG niemieckim urzędnikom, pracownikom kolei czy poczty, rodzinom, które miały zasiedlić przejęte przez Niemców tereny. Jednym z regionów, który objęto dużym projektem modernizacyjnym była tzw. rejencja ciechanowska, a w niej miasta takie jak Płock, Mława, Pułtusk czy Garwolin, a także dystrykt warszawski (z dużym projektem przebudowy m.in. śródmieścia Sochaczewa). I tu projektowano głównie osiedla i domy mieszkalne oraz towarzyszącą im infrastrukturę, domy społeczne, świetlice, szkoły. W czasie II wojny światowej powstały jednak zaledwie części z planowanych kwartałów; do dziś istnieją domy m.in. przy Dworcowej i Traugutta w Pułtusku czy Słowackiego w Mławie. Pamiątką okupacyjnej niemieckiej działalności budowlanej jest też tzw. Krzywa Hala w Ciechanowie. Podłużny, piętrowy budynek założono na planie lekkiego łuku i wyposażono w podcienia; miał stanowić pierzeję planowanego nowego rynku, dziś mieści się w nim biblioteka. W tym samym mieście, przy ul. 11 Pułku Ułanów Legionowych znajduje się trzykondygnacyjny budynek mieszkalny z użytkowym parterem, także niewielki zrealizowany fragment z rozleglejszych planów zabudowy mieszkalnej w centrum Ciechnowa.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Budynki w Wilczym Gardle, dzielnicy Gliwic, fot. Przykuta/CC BY-SA 4.0/https://commons.wikimedia.org
Obrazek
wilcze_gardlo_budynki_21.09.09_p.jpg
Osobną grupą obiektów (i wizji urbanistycznych), które pozostały w Polsce po czasach obecności tu Niemców w pierwszych dekadach XX wieku są te wzniesione jeszcze przed II wojną światową. Wrocław, Gdańsk, Szczecin czy część Górnego Śląska znajdowały się wtedy na terenie Niemiec i tu zachowały się do dziś budowle realizowane jeszcze w latach 30. Niezwykle ciekawym przykładem na to, jak wraz z przemianami politycznymi tej dekady zmienił się także obowiązujący w Niemczech styl architektoniczny, są Gliwice. W czasach Republiki Weimarskiej (1919–1933) miasto, razem z Bytomiem i Zabrzem, było rozbudowywane w uważanym wówczas za najbardziej postępowy, nowym stylu modernistycznym. Wraz z dojściem Hitlera do władzy awangardowe, nowoczesne formy architektury ustąpiły miejsca tym tradycyjnym, mającym nawiązywać do "dumnej przeszłości" niemieckiego narodu. Ten spopularyzowany po 1933 roku Heimatstil objawił się m.in. w formach zbudowanego w latach 1937-1941 koło Gliwic osiedla S.A.-Siedlung Eichenkamp, w czasie wojny zwanego Glaubenstatt, dziś – Wilczym Gardłem. Projektujący je Rudolf Fischer sięgnął po cenioną na początku XX wieku formę miasta-ogrodu (samowystarczalnego zespołu kameralnej zabudowy zatopionej w zieleni), łącząc ją z kształtem tradycyjnej germańskiej osady z podłużnym budynkiem bramnym i domami o wysokich, spadzistych dachach. Od 1975 roku osiedle Wilcze Gardło administracyjnie jest częścią miasta Gliwice.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Stara pocztówka przedstawiająca amfiteatr oraz mauzoleum na Górze Świętej Anny przed 1945 rokiem, fot. domena publiczna. Góra Świętej Anny, amfiteatr z lotu, 2015, fot. S. Mielnik/ze zbiorów Oddział Terenowy NID w Opolu
Obrazek
amfiteatr_opole.jpg
O ile osiedle Eichenkamp miało przede wszystkim funkcję praktyczną, amfiteatr i mauzoleum wzniesione w latach 1934-1938 na Górze św. Anny posiadały cel polityczny i symboliczny. Na terenie nieczynnego kamieniołomu powstał mogący pomieścić kilkadziesiąt tysięcy widzów monumentalny amfiteatr, na jego krawędzi zaś posadowiono przypominające kształtem rotundę mauzoleum pamięci niemieckich żołnierzy poległych w walce z polskimi powstańcami w czasie trzeciego powstania śląskiego. Ze względu na ciężar symboliczny tego miejsca mauzoleum tuż po II wojnie światowej zostało wysadzone w powietrze; już w 1946 roku rozstrzygnięto konkurs na projekt nowego pomnika w tym miejscu. Kilka lat później powstał tu Pomnik Czynu Powstańczego autorstwa Xawerego Dunikowskiego, mający zmienić ideową wymowę tego miejsca. Amfiteatr istnieje do dziś.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Urząd Wojewódzki we Wrocławiu, widok od strony ul. Fryderyka Joliot-Curie, fot. Jaroslaw Ciurus/CC BY-SA 4.0
Obrazek
urzad_wojewodzki.jpg
Budynki o "trudnej" genezie i przeszłości istnieją wszędzie. Burzliwe losy naszego kontynentu, przesuwające się granice, przesiedlenia, wojny, konflikty etniczne – wszystko to odcisnęło swój ślad na architekturze w miastach tak Polski, jak innych krajów. Wiele z wzniesionych nawet w "złych" czasach budowli, dzieł oprawców i okupantów z czasem straciło swój związany z pochodzeniem kontekst i wtopiło się w miejsce; obiekty zmieniały swoją funkcję i dziś służą mieszkańcom, są praktyczne i potrzebne. Z czasem ich pochodzenie zostało albo zapomniane, albo straciło na znaczeniu.
Schronisko młodzieżowe dla Hitlerjugend im. Pawła Beneke w Gdańsku, 1940. Współczesny wygląd budynku Biskupia Górka, fot. Wojciech Strozyk/Reporter/East News
Wiedza o tym, kto i kiedy wzniósł budynek Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego we Wrocławiu jest dość powszechna. Budowany w latach 1939–1945 był siedzibą niemieckich władz miejskich. Już w latach 50. został zamieniony w siedzibę polskich władz wojewódzkich. Monumentalna budowla o fasadzie nawiązującej wyglądem do gmachu Nowej Kancelarii Rzeszy w Berlinie projektu Alberta Speera dziś nie jest już kojarzona z czasami Trzeciej Rzeszy. Podobnie jak schronisko młodzieżowe dla Hitlerjugend zbudowane w latach 1938–1940 według projektu Hansa Riecherta w dzielnicy Biskupia Górka w Gdańsku. Duża i masywna ceglana budowla inspirowana gotycką architekturą zamków krzyżackich tuż po II wojnie światowej pełniła funkcję akademika Politechniki Gdańskiej. W latach 50. przeszła na własność Milicji Obywatelskiej (były tu m.in. milicyjne koszary), dziś działa tu policyjne Laboratorium Kryminalistyczne.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Friedrich-Naumann-Schule, Szczecin, fot. oprac. Johann-Sebastian-Bachinstitut • Stettin/domena publiczna. VII Liceum Ogólnokształcące im. Krzysztofa Kamila Baczyńskiego w Szczecinie, fot. domena publiczna
Obrazek
vii_lo_szczecin_.jpg
Spod ręki pruskiego architekta Kurta Fricka i w czasach, gdy miasto leżało w niemieckich granicach wyszedł projekt ratusza w Szczytnie. Masywny gmach z wysoką wieżą stanął częściowo na ruinach dawnego zamku; choć nasuwa skojarzenia z historyczną architekturą obronną ma nowoczesną, żelbetową konstrukcję – architekt chciał w ten sposób stworzyć pomost pomiędzy tradycją a nowoczesnością. Budynek do dziś pełni swoją pierwotną funkcję. Podobnie jak wiele wzniesionych w czasach istnienia Rzeszy Niemieckiej obiektów w Szczecinie. W połowie lat 30. powstał modernistyczny gmach szkoły przez kilka lat noszącej imię Adolfa Hitlera. Dziś to VII Liceum Ogólnokształcące, którego nowoczesna bryła urzeka prostotą.
Sąd Rejonowy Szczecin-Centrum w Szczecinie, fot. Cezary Aszkiełowicz/AW
"Niemieckie pochodzenie" ma także gmach Sądu Rejonowego położony przy placu Żołnierza Polskiego. Dziś zmodernizowany, pierwotnie mieścił Städtische Sparkasse, czyli Miejską Kasę Oszczędności. Powstał w latach 30. w samym centrum miasta, zyskał więc stylową formę wysokiego, eleganckiego gmachu o wysokim, spadzistym dachu i ceglanych elewacjach posadowionych na kamiennym cokole. W 2022 roku znacząco zmodernizowano jego wnętrza, monumentalna bryła doskonale pasuje i do dziś pełnionej przez ten obiekt funkcji.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Ratusz w Szczytnie, fot. Michał Kośc/Agencja Wschód/Reporter/East News
Obrazek
ratusz_w_szczytnie_en_01179649_3095.jpg
Choć współczesny termin "źle urodzone" odnosi się do architektury czasów Polski Ludowej, można by go zastosować także do gmachów wzniesionych na ziemiach polskich na potrzeby Trzeciej Rzeszy. Wciąż usłyszeć można głosy zwolenników zburzenia Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, jako symbolu czasów opresji. Chcąc być konsekwentnym, w gruz należałoby obrócić całą masę polskich zabytków. Nie tylko z lat 30. i 40. XX wieku, ale i z bardziej zamierzchłych czasów. Jeśli powoływanie się na szacunek dla przeszłości brzmi w kontekście obrony tego rodzaju budowli problematycznie, użyć można także argumentów racjonalnych i pragmatycznych. Wiele "źle urodzonych" budowli świetnie nam dzisiaj służy. Musimy pogodzić się z tym, że w wyniku zakrętów historii polskie miasta są/jeszcze długo będą ich pełne.