Odkrywanie lesbijskich archiwów. Teatr Olgi Ciężkowskiej
Scena z przedstawienia „Lesbian Sunset”, reżyseria: Olga Ciężkowska, Teraz Poliż, fot. Teraz Poliż
Jedną ze wciąż nielicznych twórczyń, która od swojego debiutu (Wszyscy jesteśmy dziwni na podstawie książki Karoliny Sulej, Teatr Nowy im. Kazimierza Dejmka w Łodzi, 2021) konsekwentnie odkrywa mało znane w głównym nurcie lesbijskie biografie, jest Olga Ciężkowska. W sondzie przeprowadzonej przez Agatę Tomasiewicz dla „Teatru” w 2022 roku reżyserka mówiła zresztą tak:
Nie chcę generalizować, ale mam wrażenie, że w powszechnym dyskursie seksualność kobiet wciąż jest marginalizowana, przez co rzadko myśli się o niej jak o bardzo ważnym elemencie składającym się na tożsamość danej osoby i jej polityczną identyfikację. Dlatego jako kobieta niehetero mam zamiar przyczynić się do wykrajania dla nas tej scenicznej przestrzeni.
Sama śledzę praktykę tej artystki od samego początku, obserwując, jak wytrwale pokazuje ona na scenach w całym kraju kolejne warstwy queerowych kontrpubliczności. Tym właśnie terminem amerykański literaturoznawca Michael Warner określił grupy funkcjonujące w opozycji do norm, języków, obrazów i reprezentacji, które składają się na dominującą – i zarazem wykluczającą – sferę publiczną. Warner nie miał jednak na myśli pielęgnowania resentymentów przez przedstawicielki mniejszości czy zamykania się przez nie w paradygmacie ofiary. Chodziło mu raczej o alternatywne porządki funkcjonowania. Tak pomyślane kontrpubliczności często kreują bowiem własny język, emancypacyjną reprezentację, obieg kultury i sztuki czy strategie funkcjonowania w bliskich relacjach.
W takiej ramie umieścić można Lesbian Sunset (2023) – spektakl współtworzony przez Ciężkowską i feministyczny kolektyw Teraz Poliż. Punktem wyjścia była tutaj znaleziona na warszawskim bazarze kaseta magnetofonowa z urywkami audycji (o tym samym tytule, co późniejsze przedstawienie) nagrywanej przez trzy kobiety, a następnie nielegalnie emitowanej i rozpowszechnianej w drugiej połowie XX wieku.
Spektakl jest fantazją próbującą wypełnić lukę w archiwum lokalnych lesbijskich historii. Twórczynie Lesbian Sunset przenoszą nas do 1987 roku: w pociągu do Mielna spotykają się ze sobą różne kobiety (młodsze, starsze, mężatki i singielki) jadące na – zaanonsowany wcześniej w magazynie „Relaks” – „pewien zjazd, na którym mogą spotkać inne bliskie koleżanki i dyskretne przyjaciółki”. Znakiem rozpoznawczym potencjalnych uczestniczek zjazdu jest czarna mucha. Jak się w trakcie przedstawienia okazuje, wyjazd odbył się naprawdę – pod koniec przedstawienia na ekranie zobaczymy nawet historyczną czarno-białą fotorelację z niego.
W dalszej części Lesbian Sunset słuchamy z kolei opowieści o rodzących się uczuciach do koleżanek z klasy czy nauczycielek, a także o postaciach z popkultury i ich dziełach opowiadających o relacjach między kobietami. Takim dziełem może być choćby utwór Zdzisławy Sośnickiej Julia i ja, którego swego czasu nie chciało puszczać Polskie Radio, bo „to piosenka o lesbijkach i nie nadaje się do radia”.