W pewnym sensie to zrozumiałe, że Sigma i Repassage działały przy UW, Dziekanka – przy położonym nieopodal domu studenckim; trudno się dziwić, że życie studenckie i młodoartystyczne koncentrowało się wokół uczelni (UW, ASP, PWSM). Niedaleko była także Mała Galeria (przy placu Zamkowym), wspomniane kluby i inne atrakcje. Foksal i Współczesna także sytuowały się w pobliżu Traktu Królewskiego. Dawna reprezentacyjna oś miasta, w czasach powojennych nieco porzucona – władza rozgrywała się w reprezentacyjnych przestrzeniach ulicy Marszałkowskiej z MDM-em i Pałacem Kultury i Nauki – wciąż symbolizowała prestiż. Artyści i intelektualiści trzymali się swoich ulic i kamieniczek.
Galerie Remont i Mospan, podobnie jak PDDiU Kulik i Kwieka (Biuro Poezji Partuma było mimo wszystko na pierwszym miejscu adresem korespondencyjnym, a nie galerią), stanowiły pod tym względem raczej wyjątki podyktowane albo brakiem innego wyjścia niż działalność artystyczna we własnym domu, albo korzystaniem z okoliczności – galeria w piwnicy domu studenckiego przy Kopińskiej mogła nie być szczytem marzeń, była jednak realną, fizyczną przestrzenią do zagospodarowania.
Jacek Dobrowolski wskazał (w eseju z albumu "Dziekanka artystyczna") dodatkowo podobieństwo lokalizacji miejsc młodej sztuki z lokalami, w których inteligencja oddawała się konsumpcji wódki:
Szlak alkoholowego wyzwolenia wiódł od kawiarni Czytelnik na Wiejskiej i SPATiF-u w Alejach Ujazdowskich przez bar Piotruś na Nowym Świecie i legendarną Kameralną oraz Klub SARP-u na Foksal, a dalej – okupowane przez studentów kawiarnie Nowy Świat i Harenda, restaurację Staropolską, łaźnię Diana, Bristol, barek w Europejskim i Kamieniołomy, klub filmowców Ściek, kawiarnię Telimena, nieistniejący już bar Pod Kominkiem i winiarnię u Hopfera obok Dziekanki, po Poziomkę na rogu Miodowej, gdzie w połowie lat 70. ubiegłego wieku zaczęli pojawiać się dilerzy i narkomani. Najwytrwalsi zanurzali się w Starówkę, zaliczając albo ubecką knajpkę Pod Gołębiami, albo Krokodyla czy Bazyliszka, by skończyć w Samsonie na Freta. Ludzie pióra leczyli kaca w stołówce Związku Literatów i kawiarni Literackiej.
Okolice Nowego Światu, Krakowskiego Przedmieścia i Starego Miasta byłyby więc z jednej strony przestrzenią młodych, poszukujących artystów, którzy z performansami i happeningami wykraczali poza mury galerii, z drugiej – alkoholowym szlakiem łączącym studentów i wykładowców, intelektualistów i kabotynów, punków i hipisów, z trzeciej zaś – miejskim krajobrazem alternatywnym wobec socrealistycznego, monumentalnego układu głównej osi Śródmieścia, bardziej nieoficjalnym, kameralnym, w którym artystyczny gest mógł zostać łatwiej zauważony i doceniony. Oczywiście, w wąskim gronie tych, którzy o nim wiedzieli. W pewnym sensie to paradoksalne – neoawangarda, która pragnęła znów uczestniczyć w życiu społecznym, ingerować w przebieg wydarzeń, kultywowowała swoje przyjacielskie i koleżeńskie więzi na uboczu głównych nurtów i z dala od nowych dzielnic i budowli.