Jak już przy aktorstwie jesteśmy – w tamtym czasie śpiewała pani też do filmów.
Tak, Paryż-Warszawa bez wizy i Kochajmy syrenki. Praca dokładnie taka sama jak nagrywanie w studio.
Oprócz filmu współpracowała pani też z radiem.
To był czas programu „Piosenki od ręki”. Kompozytorzy i autorzy tekstów spotykali się w studio i „od ręki”, jak sam tytuł sugeruje, tworzyli piosenki. Janek Zalewski, Leszek Bogdanowicz, Wojtek Młynarski. Powstawała muzyka, tekst, wykonawca dostawał utwór i podchodził do nagrania. To wszystko działo się w kilkadziesiąt minut, może kilka godzin. Brałam w tym udział bardzo często. Miałam o tyle łatwiej, że znałam nuty, więc mogłam czytać zapisy i szybciej uczyć się melodii. Wielu piosenkarzy nie miało takiego szczęścia. Uczyli się ze słuchu. Nie wiem, co stało się z tymi piosenkami, a były wśród nich prawdziwe perełki.
Tekściarze, kompozytorzy i wykonawcy pracowali wspólnie. Znów dochodzimy do integracji środowiska…
Cały czas przebywaliśmy ze sobą. Świętowaliśmy wszystkie możliwe okazje w klubach i kawiarniach. Pamiętam jedne andrzejki. Ze Zbigniewem Korpolewskim wróżyliśmy z wosku w kawiarni Nowy Świat. Takie święta zawsze organizowaliśmy wspólnie.
Z Korpolewskim pojechaliście później do ZSRR, prawda?
Tak, występowaliśmy na recitalach Jurka Połomskiego. Z Połomskim zresztą dużo koncertowałam. Zjeździliśmy cały Związek Radziecki. Później jeździłam w trasy z Waldkiem Koconiem. To był czas wielu podróży. Poznawaliśmy świat, to było niesamowite.
Właśnie, trochę wcześniej odwiedziła też pani USA.
To był rok 1967. Koncerty między innymi z Tercetem Egzotycznym. Dla polonii i nie tylko. Stany to był zupełnie inny świat, co nam, artystom, bardzo imponowało. Nie było jednak dużo czasu na zwiedzanie, bo wciąż koncertowaliśmy. W tamtych latach dużo śpiewaliśmy. Trzeba było w końcu zarobić na życie.
Było ciężko?
Dużo trzeba było pracować. Nieraz nawet pięć koncertów dziennie. Graliśmy na przykład kardynałówki, żeby odgonić ludzi od kościołów. Jeździło się w bardzo męczące trasy. To były ciężkie czasy, ale wspominam je bardzo dobrze. Może dlatego, że mieliśmy tak dużo przyjemności z tej pracy. Przeżywaliśmy radosne, cudowne chwile. Nie myśleliśmy nawet zbytnio, że robimy to dla pieniędzy. Wiele zresztą robiło się po koleżeńsku. Uczyłam się na przykład piosenki i kilkanaście razy spotykałam się z pianistą na próby. Nikt nie pomyślałby nawet, żeby za takie sesje brać pieniądze.
Lata 70. zaczęły się dla pani współpracą z Osiecką przy programie „Gusła”.
Pamiętam ten plan – gdzieś w górach, przy ognisku góralskim. Wszystkie utwory śpiewaliśmy ze Skaldami. Duży udział miała w tym programie Łucja Prus. Ona zaśpiewała wtedy W żółtych płomieniach liści, absolutnie wspaniały przebój.
Pani natomiast Gorzki mi.
Bardzo się to spodobało. Ludzie żądali na koncertach, żebym śpiewała Gorzko. To piosenka cygańska, ale ja jakoś nie zajmowałam się zbytnio stylizowaniem jej. Tekst niósł się sam.
W tym programie wystąpiła też młodziutka, początkująca aktorka – Stanisława Celińska.
O tak! Była bardzo obiecującą aktorką. Poznałyśmy się wtedy, ale wie pan, muszę zdradzić, że w tych latach zaczęłam żyć trochę obok środowiska. Nie przyjaźniłam się już z artystami tak jak wcześniej.
Dlaczego?
Nie wiem. To było naturalne. Nie miałam żadnej urazy do środowiska. Wręcz przeciwnie – co nazwisko to była wielka osobowość i wspaniały kolega czy koleżanka. Ale nie byłam z nikim bliżej.
Ta dekada przyniosła też przestój w pani występach opolskich. Kilka lat z rzędu nie pojawiała się pani na festiwalu. Czym to było spowodowane?
Zaczęło się to, że pojawili się faworyci. Byłam wymanewrowywana. Później moje występowanie stawało się rzadsze. Założyłam też rodzinę, urodziło mi się dziecko. To był początek spadku. Czułam się w jakimś sensie odsunięta i na swój sposób cierpiałam z tego powodu. Nikt nie powiedział mi tego wprost, po prostu nagle nastała cisza. Widocznie nie byłam na liście tych, których chcą widzieć. Może to było spowodowane tym, że na początku lat 70. pojechałam na zarobek do Finlandii. Śpiewałam w restauracjach. Może to zdegradowało mnie jako ambitną piosenkarkę. Ale trudno mi tu wyrokować. Nie sądzę, żebym mogła się komuś narazić. To było więc dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Nagrywałam nadal płyty, byłam na innych festiwalach…
No właśnie, były też Zielona Góra i Kołobrzeg.
Tak, ale nie da się tego porównywać z Opolem. Te festiwale w zestawieniu z nim w ogóle się nie liczyły.