Ameryka dawała Karpowiczowi wolność, której nie mógł zaznać w ojczyźnie. Jako redaktor "Odry" miewał kłopoty z cenzurą, przestał publikować własne wiersze po ogłoszeniu socrealizmu w 1949 roku (wznowił pracę po 1956 roku). Gdy w 1968 roku zatrzymano jego sztukę, dopiero po 47 latach Wrocławski Teatr Współczesny wystawił "Niewidzialnego chłopca". Karpowicz twierdził, że każdy twórca powinien dążyć do poznania samego siebie, musi wiedzieć, "w jakich warunkach jego rozumienie świata i wyobraźnia najbardziej się wyzwolą". Pisanie było dla niego autoanalizą. Nie czuł się wolnym, ale nie poddawał się – mówił: "Dramatyczne są moje próby osiągnięcia punktu, kiedy poczuję się wolnym".
Zakon
W jednej z audycji radiowych przypominających postać poety, Joanna Mueller porównała wejście w jego poezję do wstąpienia do "zakonu Karpowicza": "Wchodzi się w tę twórczość całym sobą, przyjmuje się wszystkie zasady, które artysta nam narzuca". Jego poezja jest zawłaszczająca. Praktykujący miłośnik liryki podejmuje ryzyko utracenia własnego głosu. Choć Karpowicz nie był urodzonym nauczycielem – według niektórych był wręcz człowiekiem oschłym – szanowano jego konsekwencję i zaangażowanie. Ukształtował wielu uznanych poetów z Miłobędzką i Barańczakiem na czele, stał się drogowskazem i inspiracją dla młodych pokoleń twórców.
Źródło
Karpowicz przekonywał, że źródłem powstania wszystkich mitologii był strach przed nieokreślonym, niewiadomym. Dążył do odkrycia wspólnego, pierworodnego modelu myślenia i wyobraźni. Sądził, że jest to możliwe poprzez sztukę. Kilkanaście utworów opatrzonych nazwą "Gorzkie źródła" znalazło się w tomie "Kamienna muzyka" z 1958 roku, który Karpowicz uważał za swój właściwy debiut. W jednym z wierszy zmierzał do "źródła, które jeszcze bić zacznie".