Pogodzenie sztuki z macierzyństwem zwłaszcza w czasie powstawania projektu Okrasko wydawało się wysiłkiem wymagającym nadprzyrodzonych umiejętności – jak w cyklu fotograficznym Elżbiety Jabłońskiej "Supermatka", w którym artystka pozuje z synem na rękach niby Madonna z dzieciątkiem, odziana jednak nie w błękitny płaszcz, a stroje komiksowych herosów. Jak kolosalny jest wymiar niepłatnej i często niezauważanej pracy domowej i opiekuńczej, uświadamia badanie sprzed kilku lat, wedle którego, gdyby wszystkie wykonujące ją kobiety otrzymywały za każdą godzinę takiej pracy pensję minimalną, w samych tylko Stanach Zjednoczonych ich łączne wynagrodzenie wyniosłoby 1,5 tryliona dolarów rocznie.
Polskie artystki na początku lat 2000. podążały szlakiem przetartym jeszcze w latach 70. przez amerykańską neoawangardową artystkę Mary Kelly. W projekcie "Post-Partum Document" Kelly rejestrowała pierwszych sześć lat opieki nad swoim synem – czynności opiekuńcze, pierwsze słowa, doświadczenia zadzierzgania więzi, ale i towarzyszące dorastaniu dziecka lęki. Na konceptualny projekt składały się m.in. transkrypcje rozmów artystki z synem, wykresy czy diagramy karmienia, a także materialne artefakty, w tym brudne pieluchy, co w połowie lat 70. wystarczyło, by wywołać mały skandal. Prace Kelly czy wczesne realizacje Jabłońskiej z przełomu lat 90. i 2000. walczyły z podwójnym systemowym wykluczeniem w polu sztuki – kobiet artystek jako takich, a matek muszących pogodzić pracę opiekuńczą i twórczą w szczególności.
Na kuratorowanym przez Elizę Urwanowicz-Rojecką "Radykalnym rodzicielstwie" w białostockim Arsenale Jabłońska zdejmuje kostium superwoman, który jak porzucona wylinka leży na podłodze, a głos oddaje samym dzieciom. Wspólnie z dwoma synami, Antonim i Stanisławem, Jabłońska przeniosła setki drobnych rysunków i szkiców na ścianę galerii, zamieniając je w "jeden wielkoformatowy, spójny rysunek naścienny". Tę spójność należy jednak wziąć w pewien cudzysłów, nie tylko dlatego, że osoby zwiedzające wystawę mogą dorysowywać i dopisywać własne treści (i z tego prawa masowo korzystają), ale i dlatego, że dziecięca kreatywność nie zamyka się w formach o prostej przyczynowo-skutkowej fabule i spójnej stylistyce, dającą się łatwo zmieścić w wystawienniczych ramach.