Tak wyrażał swój zachwyt Jan Gondowicz: "Mistrzu [...] uwiódł pan zdalnie czternastolatka! Eksplozja tych słów sprawiła, że z chwilą otwarcia książki PRL ze wszystkimi niedogodnościami w nim bytowania przestał istnieć. »Bajki« ignorowały rzeczywistość pełniej niż jakiekolwiek inne ówczesne zjawisko literackie".
Zaraz potem krytyk dodawał wprawdzie, że "Bajki robotów" nie są czystą zabawą, wskazując na zawarte w nich aluzje przeciwko władzy totalitarnej – jednakże opis pierwszego wrażenia nie staje się przez to mniej aktualny. Tak naprawdę Gondowicz ukazuje w ten sposób dwie zasadnicze właściwości całego cyklu – te opowiadania są, podobnie jak prawdziwe baśnie, jednocześnie śmieszne i straszne (szczególnie polecam tu opowieść o królu Murdasie, zabitym przez wyśniony spisek wymordowanych krewnych), jednocześnie odwracają się od niewesołej rzeczywistości i odnoszą się do niej w sposób nader poważny.
Negatywnym bohaterem zbiorowym "Bajek robotów" jest gatunek ludzki. Nastrojowa opowieść "Dwa potwory" definiuje go tak:
Były to istoty, co z oceanu słonego wyszły i budowały maszyny, żelaznymi aniołami dla drwiny zwane, dzierżyły je bowiem w okrutnej niewoli. Lecz sił do buntu nie mając przeciw potomstwu oceanów, istoty metalowe uciekły, porwawszy próżniopławy ogromne; pierzchły na nich z domu niewoli w najodleglejsze archipelagi gwiezdne.
Wizja ludzkiego okrucieństwa towarzyszyła Stanisławowi Lemowi przez całą twórczość, aż do "Fiaska" i do zbioru felietonów zatytułowanego "Rasa drapieżców". W "Bajkach robotów" straszny bladawiec, czyli Homos Antropos, jest dla robotów śmiertelnie niebezpieczny nie tylko z powodu pragnienia zemsty, ale także dlatego, że oddycha tlenem i ma organizm zbudowany z wody, a obie te substancje powodują rdzewienie. Kleista konsystencja bladawca budzi ponadto u myślących maszyn niepohamowane obrzydzenie. Teksty o ludzkiej zemście na robotach ("Dwa potwory", "Biała śmierć") często brzmią przy tym jak straszne, nastrojowe baśnie, kończące się zagładą całych robocich cywilizacji.
Bajki Lema częściej niż o walce ze złem traktują o pojedynku z głupotą. Ściślej – ukazują te pojęcia jako równoważne. W "Trzech elektrycerzach" bohater podczas łupieżczej wyprawy na lodową planetę co rusz powtarza sobie "byle tylko nie myśleć", co groziłoby mu przegrzaniem i w konsekwencji utonięciem. Jego działania są zaś zupełnie bezsensowne, gdyż jedyne klejnoty, jakie mógłby zdobyć na lodowym globie, to zestalone w temperaturze zera absolutnego gazy szlachetne.
Głupota cechuje również wszystkie opisywane w "Bajkach..." podstępy. Oto w jaki sposób dostojnik pragnący zawładnąć tronem podwodnego królestwa Akwacji, programując monarsze syna, pragnie zniechęcić go do sprawowania władzy:
czemu ty sam, mości Minogarze, nie wiedzieć po co do przedmiotów, których królewicz ma nie cierpieć, wliczałeś uparcie stolec pięciokątny, z oparciem płetwiasto ubrylantowionym? Czyżbyś nie wiedział, że kubek w kubek tak właśnie wygląda tron?
Bohaterem pozytywnym w "Bajkach robotów" jest natomiast z reguły konstruktor lub wynalazca (jedynie "Doradcy króla Hydropsa" wykorzystują schemat osadzający w tej roli uczciwego biedaka). Działalność tego "czarodzieja techniki" opisywana jest przy tym w sposób dość nieprecyzyjny – ważne są nieprawdopodobne osiągnięcia, nie zaś droga, jaką on do nich dochodzi. Widać w tym geście nie tylko uszanowanie baśniowej konwencji, ale i uznanie ograniczeń nauki oraz reprezentującego ją poniekąd "poważnego", technologicznego science fiction. W utworze "Król Globares i mędrcy" osobnik, który przed chwilą opisał kosmos jako groteskowe nagromadzenie bezmyślnie stawianych kropek (to jest gwiazd) wypowiada znamienne słowa:
Nauka nie zajmuje się takimi własnościami bytu, do których należy śmieszność. Nauka objaśnia świat, ale pogodzić z nim może jedynie sztuka.
Są wreszcie "Bajki robotów" tekstem, w którym fabułą rządzi inwencja językowa. Stanisław Barańczak pisał:
W wypadku Lema neologizm określonego typu stanowi zawsze model całego świata przedstawianego w utworze i nawet ideologii tego utworu.
Krytyk uczenie określa zasadniczy dla cyklu mechanizm mianem "kontaminacji anachronicznej", co oznacza po prostu łączenie określeń dotyczących zaawansowanej technologii ze słownictwem archaicznym, właściwym dla historiografii czy baśni. Powstają dzięki temu twory takie, jak "elektrycerze", tytuły urzędowe w rodzaju "wielkiego podblaszego koronnego" czy imiona "Diody, Triody i Heptody". Wystarczy wymyślić kilka takich osobliwych bytów, by mieć wokół czego osnuć akcję, a zderzenie nowoczesności z baśniową historią zagwarantuje odpowiednią dawkę śmiechu. Humor Lema nie ogranicza się jednak do tego jednego chwytu. Niektóre fragmenty książki pisane są prozą rymowaną, pojawiają się również żarty takie jak nadanie królowi imienia Hydrops, po łacinie oznaczającego puchlinę wodną.
Słowotwórstwo stanowi niekiedy podstawowy napęd akcji opowiadań. W "Bajce o maszynie cyfrowej, co ze smokiem walczyła", umieszczone na księżycu urządzenie ma wykonać "elektroskok" – wskutek błędu w transmisji powstaje jednak zagrażający całej planecie elektrosmok. Ta historyjka jawnie przypomina baśniowy motyw źle rzuconego zaklęcia, a przy okazji dobrze pasuje do umowności przedstawianego w opowiadaniach świata.
Baśń nie stanowi jednak jedynego literackiego odniesienia dla omawianych utworów Lema. Stanisław Barańczak porównuje "Bajki robotów" oraz "Cyberiadę" do eposu heroikomicznego – gatunku parodiującego poematy o bogach i bohaterach. Idąc dalej tym tropem można stwierdzić, że komiczne utwory Lema są tym dla "poważnej" fantastyki, czym na przykład "Myszeida" Krasickiego dla "Iliady" Homera. Gondowicz, zwracając uwagę na mroczny nastrój, nazwał z kolei te teksty "klechdami". Nadaje to utworom rys grozy i powagi, lecz są one zupełnie na miejscu, jako że "Bajki robotów" są w istocie bajkami o ludziach. Efektownie ujął to z kolei Stanisław Grochowiak:
W technicystycznym raju robotów pozostały odwieczne waśnie ludzkiego rodzaju – tyranie i zbrodnie, przesądy i banialuki, niskie instynkty i wysokie sublimacje.
W tomie znalazły się też trzy opowiadania zapowiadające późniejszą "Cyberiadę": "Jak ocalał świat", "Maszyna Trurla" oraz "Wielkie lanie". Wprowadzają one postaci konstruktorów Klapaucjusza i Trurla, łączących techniczną wszechmoc z próżnością i złośliwością. Można powiedzieć, że "Cyberiada" stanowi rozszerzenie "Bajek...", wzmacniając wszystkie zawarte w nich efekty.
Głębszego sensu w mieszaninie gatunkowej i językowej, jaką stanowią "Bajki robotów", dopatrywał się Jerzy Jarzębski. Jego zdaniem Lem
przepuszcza rzeczywistość przyszłościowej, przekraczającej najśmielsze marzenia kreacji przez filtr najbardziej tradycyjnego, przechowującego ludzką pamięć, emocje i zasady świata baśni. Efekt jest komiczny, ale i poważny zarazem - bo kultura, którą tworzy społeczeństwo, jest zawsze dziwacznym splotem anachronizmów, miejscem spotkań rzeczy pochodzących z różnych światów i różnych aksjologii.
Okazuje się więc – po raz kolejny w twórczości Lema – że zabawę stylistyczną można swobodnie łączyć z kwestiami znacznie poważniejszymi.
Autor: Paweł Kozioł, maj 2011
Bibliografia:
- Stanisław Grochowiak, "Jaki śmieszny Lem!", "Kultura" 39/1965.
- Stanisław Barańczak, "Elektrycerze i cyberchanioły", "Nurt" 8/1972.
- Jan Gondowicz, "Pan tu nie stał", Wydawnictwo Nisza, Warszawa 2011.