Białe noce są inspirowane postaciami i wydarzeniami rzeczywistymi. Narrator zachowuje się jak detektyw prowadzący śledztwo, który wysłuchuje każdego bohatera tej historii. W książce jest też wiele fragmentów, gdy ktoś zagląda przez okna do wnętrz domów.
Nawet jeżeli ci bohaterowie są w jakimś sensie autentyczni, to często są sklejeni z różnych postaci. Nie znałam ich historii. Tworzyłam te biografie z maleńkich śladów. Lubię usiąść na przystanku, posłuchać, jak ludzie mówią: z jakim akcentem, zaśpiewem – i przede wszystkim o czym. Łapię się jakiegoś faktu, ale potem prowadzi mnie już wyobraźnia. Lubię chodzić i oglądać, i zaglądać, i wchodzić do różnych miejsc. Na przykład teraz często chodzę pod tartak – nie wypreparowałabym tego dźwięku, zapachu, kolorów tylko z głowy. Tak jak mówiłam przed chwilą, fikcja i prawda zawsze się łączą, zawsze. Lubię się zasłaniać, nie byłabym w stanie napisać prozy o sobie. Dużą satysfakcję sprawia mi to, że stwarzam sobie jakiś świat.
W pani prozie rzeczywiście wyczuwalna jest ta narracja zewnętrzna, ale poezja jest bardziej sensualna. Mam wrażenie, że wiersze wypływają z pani wnętrza.
W wierszach nie ukrywam tropów biograficznych. W prozie one też są, szczególnie będą w nowej książce, ale absolutnie niewidoczne. W prozie się zasłaniam, natomiast w poezji potrafię się odsłonić.
Czytając Białe noce, nie czułam potrzeby, żeby wszystko ułożyć w jedną całość, ale w recenzjach uderza, jak wielu czytelników próbuje uporządkować rozdziały w chronologiczny sposób. Są nawet szczegółowe wyjaśnienia, kto jest kim, w jakie relacje wchodzi z innymi bohaterami.
Rzeczywiście niektórzy mają taką potrzebę, myślę, że tym czytelnikom ta książka sprawia formalną trudność. Dawałam w niej tylko małe sygnały, że ktoś pojawia się gdzieś w jakimś kluczowym momencie. Na przykład dziewczynka, która siedzi na schodach, widzi kobietę, która przechodzi obok; potem okazuje się, że to jest ta kobieta, która poszła na skarpę i nie wiadomo, co się z nią stało.
To też wiąże się z tym, jak działa pamięć, pamięć o innych ludziach. Czasami wyłuskujemy wyłącznie jedną, małą rzecz i może być ona w naszej historii absolutnie nieistotna. Sama zastanawiam się, gdy patrzę na swoje wspomnienia z dzieciństwa, czy to było naprawdę. Mam takie jedno, dziwne doświadczenie, które wracało do mnie wielokrotnie: zdawało mi się, że mój wujek przejechał moją stopę samochodem. Wydawało mi się, że czułam jakiś przeogromny ból fizyczny, który rzeczywiście nie mógł mieć miejsca, ponieważ miałabym zmiażdżoną stopę. Ale przez okres dzieciństwa towarzyszyło mi to jako absolutna pewność.
Białe noce to polifonia różnych punktów widzenia: jednej osobie przypomina się to, innej tamto na temat tej samej osoby i na temat tego samego zdarzenia. Czy uzyskamy jedną prawdziwą, obiektywną historię? Nigdy. Jeżeli patrzymy na swoją historię przez pryzmat innych ludzi, zawsze będziemy składać się z tych drobnostek, szczegółów, części. Nigdy nie wiadomo, co ktoś zapamiętał z naszego życia. Mogłaby to być inna historia, niż chcielibyśmy usłyszeć.