Do „molestacji” przyłączył się krytyk literacki Karol Wiktor Zawodziński, jeszcze bardziej niepogodzony ze zmianami „przedwojennego” porządku (od przemianowania placu Saskiego na plac Piłsudskiego począwszy), a także Maria Kuncewiczowa, rozsławiona rok wcześniej Cudzoziemką. Teraz zapewniała, że nie chodzi, aby „przez kurtuazję dla sentymentalnych pań konserwować np. śmietniki, ulubione przez ich zmarłe pieski”, ale o ogół mieszkańców, którzy potrzebują ciągłości. A więc miejsc z dzieciństwa, takich jak „sklep Wedla z wielkimi murzynami” [kukłami stojącymi na wejściu], które chcieliby pokazać wnukom. Niezależnie od tego, czy miejsca te odznaczają się dobrym stylem.
Zwraca uwagę, że wszyscy troje podkreślili dystans wobec wystroju sklepu. Wiedzieli, że jest burżuazyjny, a burżuazji chwalić nie wypada. Wiedział to również Jan Wedel, który wzruszając się – kilka tygodni po liście Sobańskiego – na łamach tych samych „Wiadomości Literackich”, nie krył radości, że „przeciętna” i „zbyt pretensjonalna” sceneria przypomina innym dawną Warszawę. Aby „utrwalić ten wielce sympatyczny sentyment do sklepu” zdecydował się nie modernizować wnętrza, za to ufundować nagrodę i poprosić redakcję o pomoc w organizacji konkursu. „Wiadomości…” ogłosiły zasady, wysokość nagród (łącznie 1500 złotych, w czasach gdy średnia pensja nauczyciela wynosiła 200–300 złotych) i termin nadsyłania anonimowych prac, a także skład jury: Antoni Sobański, Maria Kuncewiczowa oraz Julian Tuwim.
Spośród ponad 50 propozycji wyróżniono 10. Zwycięstwo przypadło Jarosławowi Iwaszkiewiczowi ex aqueo z Zofią Krzepkowską. Rękopis z dalszym ciągiem Lalki zajął trzecie miejsce. Niedługo później zawiadomiono o książkowym wydaniu wyróżnionych tekstów, które ozdobić miały autorskie drzeworyty. Na tytuł wybrano Staroświecki sklep, co wcale nie było oczywiste. Wedel nie posługiwał się taką nazwą; to redakcja ją wypromowała, ogłaszając „konkurs na najładniejsze wspomnienie związane ze staroświeckim sklepem E. Wedla w Warszawie”, a później przekuwając określenie w tytuł. O twórczych mocach sentymentu mówi wstęp do książki, który napisał Julian Tuwim.
Nie wiem, czy obecne pokolenie tzw. „milusińskich” odczuwa tak samo. Taki brzdąc anno 1938 nie raczy wznieść oczu w górę, gdy słyszy furkot aeroplanu nad sobą; widząc tęczę, pyta się: Mamusiu, c z e g o to jest reklama”, a gdy mu kukułka w lesie kuka, stwierdza spokojnie „Wilno”... [chodzi o sygnał Rozgłośni Wileńskiej Polskiego Radia]. Ale dla nas, którzy anno 1900 i w jego okolicach uprawialiśmy czekoladowe smakoszostwo, nie zginęły jeszcze cuda klechd i bajek, więc kojarzymy „Wedla” z Grimmem i Andersenem. I o tym właśnie jest ta śliczna książeczka, w której Grimmowi i Andersenowi przybywa często trzeci czarodziej – Bolesław Prus…
W 1937 roku, w którym ludzie tęsknili za dawnym życiem, jak to zwykle ludzie robią, niezależnie od tego, czy są „konserwatywni”, czy „liberalni”; i tym samym, w którym na cześć bohaterów Lalki wmurowywano tablice na Krakowskim Przedmieściu (wiszą do dzisiaj), nie pisać o Prusie najwyraźniej się nie dało.
Mit
Zwycięzca konkursu, Jarosław Iwaszkiewicz, skądinąd współpracownik „Wiadomości...”, również Prusa nie pominął. We Wspomnieniu relacjonuje, jak to w dzieciństwie odwiedzał sklep na Szpitalnej, aby kupić czekoladę za potajemnie (przed mamą) zebrane kopiejki. W środku zachwycał się atłasowymi bombonierkami, kawałkami złotego ananasa i piramidami z czerwonego karmelu, nie mniej jak malowanymi, niebieskoróżowymi „dobrymi czarodziejkami”, które szeptały do niego z wysokości sklepienia. Pewnego razu przy ladzie miał spotkać Henryka Sienkiewicza, a od ekspedientki usłyszał następnie, że i ,,pan Prus bywa prawie co dzień, bo tu mieszka naprzeciwko [...] bierze tylko kilka łutów cukierków do torebki i idzie z tym do redakcji… choć najczęściej już po drodze rozda dzieciom…”. Iwaszkiewicza list miłosny do dawnej Warszawy wydaje się autentyczny, co nie znaczy, że przekazywał fakty. Na przełomie XIX i XX wieku Prus mieszkał blisko, ale nie ,,naprzeciwko”, bo przy placu Grzybowskim. Wychowany na Kijowszczyźnie Iwaszkiewicz daje w tekście czytelne znaki, że relacja przynajmniej częściowo została zmyślona.