Jak już wiemy, między bajki można włożyć opowieści o szlachetnych rabusiach, obdarowujących biednych. Takie przypadki zapewne się zdarzały, jednak zdecydowanie łatwiej było obrabować chatę zamożnego chłopa, pasterski szałas czy żydowską karczmę niż dwór. Trudno też mówić, na podstawie dokumentów źródłowych, o powszechnym przestrzeganiu jakiegoś zbójnickiego kodeksu. Historia zna zarówno przykłady zbójnickiej solidarności: opieki nad rannymi, odbijania aresztowanych czy dochowania milczenia na najcięższych torturach, ale także zdrady, awantury o podział łupów, krwawe dintojry i donosicielstwo.
Kariery zbójnickie były zazwyczaj krótkie. Na przykład: działalność legendarnego Janosika i jego kompanii trwała niecałe dwa lata (wliczając w to sezonowy zastój w interesie). Dla schwytanych zbójników przewidziana była tylko jedna kara: kara śmierci. Dla mniej zasłużonych zbójów przewidziano łagodniejszy wymiar kary – ścięcie toporem (jeśli przyznawali się do winy i denuncjowali towarzyszy, to mogli nawet uniknąć wcześniejszych tortur). Harnasiów z reguły czekała "kara kwalifikowana": ćwiartowano ich żywcem, łamano kołem, zdzierano z nich pasy, wbijano na pal lub wieszano na haku (jak Juraja Janosika). Wedle opowieści Sabały przytoczonej przez Witkiewicza w "Na przełęczy" taką śmierć traktowano jednak jako zaszczyt:
Ale, na subienicy wisieć to ta honorna rzec! Bo tam dziadów nie wiesajom, ino chłopa! Tam dziada nie wołajom, ino co najtęzsy chłop to musi wisieć!
W ludowych opowieściach idących na stryczek opryszków charakteryzować miała brawura, śmianie się katom i śmierci w twarz. Podobną relację znajdziemy w "Pamiętnikach" Franciszka Karpińskiego (który notabene przyszedł na świat w dniu, w którym jego rodzinny dom napadł najsławniejszy rozbójnik Pokucia, Ołeksy Dobosz). Osiemnastowieczny poeta opisuje tam kaźń, na którą zabrał go w dzieciństwie ojciec:
Pierwsza, którą w tych czasach widziałem, egzekucja kryminalisty w Stanisławowie wielkie mi uczyniła wrażenie; był to rozbójnik nazwiskiem Bajurak, który na plac śmierci idąc, kazał sobie podać fujarę, czyli ulubioną piszczałę góralską, na której smutne dumy góralskie przygrywał.
Wielu nie docierało na miejsce publicznej egzekucji, ginęli w obławach. Podgórskie miejscowości patrolowały oddziały najemników zwalczających zbójnictwo, opłacane przez lokalnych możnowładców, np. starostów czy biskupów. Nazywano, ich w zależności od regionu "harnikami", "smolakami", "portaszami", "ludźmi pieniężnymi". Na ich przywódców z reguły obierano miejscowych chłopów jako doskonale znających teren i zbójeckie obyczaje.
Popularna legenda opowiadała o nawróconych zbójnikach, przejętych kazaniem, które wygłosił napadnięty przez nich kleryk. Antoni Kroh przytaczał, za Tetmajerem, taką wersję tej opowieści:
Poniezus sie urodził ubogo i wy tyz niebogato; Poniezus za młodu pomogoł świętemu Józefowi trzoski strugać — i wyście tyz pewno nie próżnowali, boby wom ociec każdemu skórę wygarbowoł; Poniezus, skoro podrós, puścił sie na wandrówki— i wy tyz lotocie z miejsca na miejsce; Poniezus ostoł poimony — i wy tyz zostaniecie; Poniezus był bicowany — i wy się od tego nie wymigocie; Poniezus ostoł ukrzizowany — i wom się subienica patrzy...; Poniezus wstąpił dopiekieł — i wy tam wstąpicie!...No cos? Widzi sie wom? [...] Jescech wom jednego nie pedzioł!... Poniezus wstąpiół do niebiosów — a wy juz nie wstąpicie!
Wedle opowieści, skruszeni zbójcy mieli po tym kazaniu w ramach zadośćuczynienia ufundować przydrożną kapliczkę lub kościół. Jak jednak pisała Urszula Janicka-Krzywda w swojej książce o karpackim zbójnictwie, takie fundacje sakralne miały im zapewnić nie tylko zbawienie, ale także jeszcze w życiu doczesnym "powodzenie na zbójnickich ścieżkach". Tetmajer w "Na skalnym Podhalu" tak literacko przedstawił zbójnicką filozofię i wywodzącą się z niej wizję porządku świata, w którym i oni mieli swoje przeznaczone miejsce:
Panu Bogu nie rzec zbójnikowi na zdradzie stać, bo kieby beł sytkim do równości doł, toby tys ta nik nic u drugiego nie sukoł. Wilk ji sarne, sarna mek skubie, a strzelec wilka zastrzelił. To jest porządek boski. A pote coby kowal zarobił, kieby zbójnika nie beło? On robił kraty i zamki. A muzyka? Komu by groł i od kogo by dudki wzion? A karcmarz? U jednego sie zrabuje, u drugiego sie przepije. A wiater halny, co drzewa łomie? Ruk na świecie musi być. Jakby wiatru ani zbójników nie beło, toby sie świat zastoł.
Źródła: Michał Jagiełło - "Zbójnicka sonata. Zbójnictwo tatrzańskie w piśmiennictwie polskim XIX i początku XX wieku", Warszawa, 2003; Urszula Janicka-Krzywda - "Niespokojne Karpaty, czyli rzecz o zbójnictwie", Warszawa-Kraków, 1986; Zdzisław Piasecki - "Byli chłopcy, byli… Zbójnictwo karpackie - prawda historyczna, folklor i literatura polska", Kraków, 1973; "Mity i rzeczywistość zbójnictwa na pograniczu polsko-słowackim w historii, literaturze i kulturze" Nowy Targ, 2007