Jeśli Ida była filmem o wierze, a Zimna wojna opowiadała o miłości pośród ruin Europy – to Ojczyzna staje się filmem o miłości po katastrofie. Nie chodzi tu jednak o miłość romantyczną, lecz o miłość przekształconą w pamięć, obowiązek i żałobę.
Dla Manna miłość do ojczyzny i miłość do zmarłego syna niemal stapiają się w jedno. Obie pozostają intensywnie obecne, ale jednocześnie emocjonalnie niedostępne – jakby sam akt przeżywania żałoby był odkładany zbyt długo. Pawlikowski po raz kolejny opowiada o emocjach z niezwykłą powściągliwością. Nie dochodzi do katharsis, dystans zajmuje miejsce słów, które nie potrafią wyrazić tego, co pozostaje ukryte pod powierzchnią. Mann pięknie mówi o zniszczonym przez wojnę kraju, jednocześnie pozostając ślepym na jego rzeczywistą sytuację. W spojrzeniu Pawlikowskiego wielki pisarz zostaje sprowadzony do kruchego monumentu.
Ojczyzna jest przykładem kina, które buduje własny dyskurs o powojennej Europie. W pewnym sensie film wyprzedza duchowo zarówno Idę, jak i Zimną wojnę, nawet jeśli chronologicznie domyka tę nieformalną trylogię. Nie sposób mówić o tej trylogii bez wspomnienia Łukasza Żala, którego monochromatyczna wyobraźnia stała się integralną częścią kina Pawlikowskiego. Starannie komponowane kadry nie są jedynie ilustracją emocji – tworzą emocjonalną architekturę tych filmów.
Żartobliwie mówi się, że Żal to taki Wes Anderson, tylko dla Europy Wschodniej. Uwielbienie symetryczności i rygorystyczne podejście do kompozycji rzeczywiście kleją te porównania, ale precyzja, z jaką polski operator kreśli swoją wizję rzeczywistości – wyzbytą z ironii czy dekoracyjności – daje bezprecedensową jakość w portretowaniu naszej części świata. Z obrazów wypływa bardzo konkretny obraz melancholii powojnia: pustych przestrzeni, dystansujących wnętrz, twarzy, które nie wyrażają emocji.
W Ojczyźnie kontrola nad językiem wizualnym osiąga najpełniejszą formę. Mimo że film trwa zaledwie 82 minuty – był najkrótszym tytułem w canneńskim konkursie – zawiera imponujące zagęszczenie znaczeń i emocji. Krytycy docenili zarówno jego historyczny i literacki wymiar, jak i emocjonalną precyzję, czego efektem był autentyczny entuzjazm zarówno w recenzjach, jak i festiwalowych zestawieniach ocen. Do samego końca Ojczyzna utrzymywała się na szczycie prestiżowego gridu magazynu „Screen International”, w którym międzynarodowi krytycy typowali film Pawlikowskiego jako jednego z głównych faworytów do zdobycia Złotej Palmy.
Ostatnim elementem spinającym trylogię Pawlikowskiego jest obecność Joanny Kulig. Choć pełnoprawną protagonistką pozostaje wyłącznie w Zimnej wojnie, aktorka pojawia się też w Idzie i Ojczyźnie w krótkich występach scenicznych. Pawlikowski konsekwentnie odwraca jednak perspektywę – zamiast obserwować scenę z poziomu widowni, kamera przyjmuje punkt widzenia postaci Kulig, która patrzy na publiczność ze sceny. To subtelny, lecz niezwykle znaczący gest. W kinie Pawlikowskiego powojenna Europa przypomina teatr nieustannej transformacji – przestrzeń, w której tożsamości, ideologie, a nawet całe narody pozostają w ciągłym ruchu, odgrywając swoje role przed niewidzialną widownią.