Niechciane dziedzictwo queeru? „Efebos” Karola Szymanowskiego
Choć do dziś z planowanej powieści wybitnego kompozytora zachowały się tylko niewielkie fragmenty, z rekonstrukcji jej akcji, zagadnień i wymowy wyłania się obraz niełatwy: powieść odważna obyczajowo, otwarcie afirmująca homoseksualną miłość, ale też mizoginiczna i antysemicka. Jak obchodzić się z takim dziedzictwem? Co dziś zrobić ze złym queerem?
Druga dekada XX wieku była dla Karola Szymanowskiego czasem niezwykłego przełomu. Ze względów oczywistych: z perspektywy małomiasteczkowej Tymoszówki w dzisiejszej centralnej Ukrainie kompozytor obserwował wybuch I wojny światowej, rewolucję październikową, upadek Imperium Rosyjskiego i wewnętrzne walki o przyszłość Ukrainy oraz kształt jej relacji ze Związkiem Radzieckim. Ale i mniej oczywistych: badacze twórczości Szymanowskiego widzą lata 1914–1919 jako okres niezwykłego wybuchu sił twórczych, jakby reagującej na polityczne wstrząsy kreatywnej gorączki, która podyktowała choćby II Sonatę fortepianową czy I Kwartet smyczkowy – jedne z najważniejszych kompozycji muzyka. Dlatego tym ciekawsze jest, że spora część tej twórczej energii przekierowana została bynajmniej nie na muzykę, lecz na powieść, która od listopada 1917 roku coraz bardziej angażowała Szymanowskiego – do tego stopnia, że między 1917 a 1919 rokiem prawie w ogóle nie komponował.
Efebos, wielka, dwutomowa (ukończony został tylko pierwszy) powieść, będąca nie tylko wyrazem literackich talentów Szymanowskiego, lecz przede wszystkim manifestem jego twórczej, politycznej, etycznej postawy – można by tak powiedzieć, gdyby tylko autor z tak wielką pasją nie gardził manifestami, w które obfitowała jego epoka – ostatecznie nigdy się nie ukazała, a do naszych czasów przetrwała w małych fragmentach. O historii samej powieści będzie jeszcze mowa – jej dzieje to plastyczna metafora problemów, które sama książka porusza – ale najpierw zapytajmy o jej miejsce w dorobku kompozytora. Znawcy Szymanowskiego Efebosem zajmowali się raczej incydentalnie, przy okazji analizy twórczości muzycznej. Stałym tropem badań było wykazywanie tematycznego pokrewieństwa między planowaną powieścią a największym może dziełem kompozytora, Królem Rogerem, który wyraźnie podejmuje i pogłębia wątki zawarte już w Efebosie. Przede wszystkim jednak powraca pewien bagatelizujący ton, który powieść każe określać jako przejaw „prywatnej mitologii”, „prywatny ogród” uprawiany przez Szymanowskiego w zaciszu własnego gabinetu i szczelnie chroniony przed spojrzeniami postronnych. Tak o Efebosie pisze na przykład Jan Błoński we wprowadzeniu do drugiego tomu pism zebranych Szymanowskiego pod redakcją Teresy Chylińskiej.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Karol Szymanowski z siostrą Stanisławą, Gustavem Neuhausem i Stanisławem Szymanowskim, Tymoszówka, 1904, fot. Bridgeman Images RDA / Forum
Obrazek
szymanowski-z-siostra-w-tymoszowce-1904-for-rsw-forum-0734560616.jpg
A jednak poświęcenie kompozytora, który na długie miesiące zarzucił pracę muzyczną, aby oddać się książce, wielka skala planowanej powieści, a w końcu także plany wydawnicze, o których wiemy od Jarosława Iwaszkiewicza – prawdopodobnie pierwszego czytelnika skończonych partii Efebosa – nie do końca pasują do sfery prywatności, w której projekt literacki Szymanowskiego nieraz chce się umieścić. Przeciwnie, złożony splot tematów poruszanych przez kompozytora – od sztuki i twórczości, poprzez tradycje antyczne, aż do kwestii duchowego komponentu homoseksualności i kultury, jaką tylko homoseksualność może wytworzyć – wskazuje na poczucie jakiejś konieczności, pilności, z jaką Szymanowski musiał przelać na papier wszystko to, co konstytuowało jego postawę twórczą, ale może i przede wszystkim tożsamość; choć te dwie kategorie wydają się w pismach Szymanowskiego nakładać na siebie w sposób uniemożliwiający ich ścisłe rozróżnienie.
Dlatego też Efebos jest dla Szymanowskiego czymś dużo więcej niż fabularyzowanym pamiętnikiem, pisanym do szuflady Confiteorem dającym wytchnienie w trudnych czasach wojny. Dla nas z kolei jest jednocześnie czymś więcej niż kolejnym elementem queerowego dziedzictwa. Książka Szymanowskiego okazuje się bowiem zatrutym kielichem – powieścią dającą niezwykły wgląd w nienormatywną mentalność wczesnego XX wieku, tekstem, którego nie sposób zdyskredytować, a jednak też książką, która odraża swoją mizoginią, antysemityzmem i elitarystyczną pogardą. A także pozycją, która każe w końcu zapytać, ile właściwie lat ma ten hołubiony przez kompozytora efeb, a także jak wyglądały relacje trzydziestoletniego kompozytora z młodziutkimi chłopcami spotkanymi na Sycylii.
Pytanie, co zrobić z tekstami kultury tak wyraźnie odstającymi od współczesnych standardów, a także, czy możliwe jest w ogóle proste przyłożenie tych standardów do ponadstuletniej powieści, nie jest tylko pytaniem natury etycznej. Chcę je potraktować jako pytanie o to, na ile rzeczywiście jesteśmy gotowi uznać złożoność, wycieniowanie i wielowarstwowość queerowego doświadczenia i co za tym idzie – nienormatywnego dziedzictwa. Bo – to teza robocza – jeśli poważnie traktujemy queer jako pełnowartościowy świat, musimy znaleźć w nim miejsce także na Efebosa, nawet jeśli jego poszukiwanie okaże się bolesnym i wstydliwym doświadczeniem.
Sycylijskie fascynacje
Jarosław Iwaszkiewicz został wcześniej wspomniany nie tylko jako krewny i przyjaciel Szymanowskiego, lecz właściwie jako przewodnik po niedostępnym już dla nas świecie Efebosa. Rola ta jest w tym przypadku niezwykle potrzebna – historia książki okazuje się bowiem zagmatwana i trudna do rekonstrukcji, zachowane fragmenty pochodzą z kilku źródeł, a treść w dużej mierze zawdzięczamy mniej lub bardziej wiarygodnym wspomnieniom i pamięci. Jak zobaczymy, w kontekście niewypowiadalnego za życia Szymanowskiego tematu książki – apoteozy homoseksualnej miłości jako zasady twórczej – zniszczenie tekstu, rozmaite przemilczenia i zawłaszczenia, a w końcu także paraliżujące uczucie wstydu układają się w niezwykle znaczącą historię – i to nie tylko w biografii Szymanowskiego, lecz stanowią rys wielu XX-wiecznych queerowych życiorysów.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Wilhelm Gloeden, „Amor”, fot. Wikipedia
Obrazek
Gloeden_Wilhelm_Amor_fot_Wikipedia.jpg
Dzieje książki sięgają 1911 roku, mimo że miną jeszcze całe lata, zanim Szymanowski zacznie planować i pisać pierwsze zdania powieści. To rok, w którym kompozytor wyjechał na Sycylię, gdzie, jak sam wspominał, odkrył swój duchowy świat. Wpisane w krajobraz antyczne ruiny i ciągle żywa pamięć starożytności, która na włoskiej wyspie nabierała namacalnego charakteru – to wszystko zachwyciło Szymanowskiego, kosztującego na Sycylii życia niemożliwego do doświadczenia w innych, doszczętniej „ucywilizowanych” częściach Europy. Wyspa, a zwłaszcza położona na wschodnim wybrzeżu Taormina, była wówczas popularnym celem podróży – żeby nie powiedzieć: pielgrzymek – homoseksualnych mężczyzn z całego kontynentu, przeżywających XIX-wieczne odrodzenie zainteresowania antykiem. Pogłębiana cały czas wiedza na temat starożytnej sztuki i społeczeństwa nie omijała zagadnień związanych z homoseksualnością, a antyczna Grecja, albo raczej – wyobrażenie na jej temat – zaczęła jawić się jako raj, w którym możliwa była autentyczna ekspresja seksualnej odmienności. Taką właśnie Grecję próbował powołać do życia niemiecki fotograf Wilhelm von Gloeden, który w Taorminie inscenizował niby mitologiczne scenki, a w rolach bóstw obsadzał sycylijskich chłopców przepasanych szatami, z wieńcami na głowach, dmiących we fletnie Pana. Erotyzm wpisany w pożądliwe spojrzenie fotografa – a więc to, co dziś budzi fundamentalny opór i dyskomfort w oglądaniu zdjęć von Gloedena – był wyraźnie czytelny dla homoseksualnych mężczyzn, dla których odbitki fotografii były paszportami do rozmaitych rozkoszy oferowanych przez Sycylię.
Doświadczenia zebrane na wyspie były dla Szymanowskiego tak istotne, że odcisnęły piętno na całej jego twórczości w nadchodzących latach – coraz wyraźniejsze w jego muzyce były inspiracje starożytnością, kulturami Wschodu czy sztuką arabską. Eksplozja mocy twórczych, o której była mowa wcześniej, również nie pozostaje bez związku z sycylijskimi wakacjami. Aż w końcu przychodzi krach – rewolucja październikowa i wojna domowa odcinają Szymanowskiego od kulturalnego życia miast i możliwości koncertowania, czego nie przyniósł nawet wybuch I wojny światowej. Załamanie nie oznacza jednak bezczynności – odizolowany Szymanowski wraca myślami do Sycylii i 7 listopada 1917 roku po raz pierwszy mówi głośno o planie napisania powieści. Spędzi nad nią dwa następne lata.
Co wiemy od Iwaszkiewicza?
Fabułę powieści znamy z dwóch źródeł. W brulionach Szymanowskiego zachował się dokument zarchiwizowany jako „plan detaliczny” powieści. Kompozytor rozpisał w nim sekwencję kolejnych rozdziałów powieści z podziałem na sceny, najważniejsze motywy, wprowadził też postaci, choć bywają jeszcze nienazwane imieniem i nazwiskiem. Drugim źródłem jest Iwaszkiewicz, który w książce Spotkania z Szymanowskim cały rozdział poświęcił rekonstrukcji fabuły Efebosa. Pisarz znał książkę z rękopisu, a jej fragmenty na polecenie Szymanowskiego opracowywał nawet na maszynie do pisania w latach 30., jeszcze za życia kompozytora. Trzeba jednak pamiętać, że Spotkania z Szymanowskim opublikowano już po II wojnie światowej, w 1947 roku, wiele lat po tym, jak Iwaszkiewicz miał okazję czytać rękopis – stąd też i do świadectwa pisarza należy podchodzić z pewną ostrożnością, mimo że to najpełniejsze źródło wiedzy, jakim dysponujemy.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Świątynia w Segeście – zdjęcie z wyprawy Karola Szymanowskiego w 1914, fot. Gabinet Zbiorów Muzycznych / buwlog.uw.edu.pl
Obrazek
Segesta-2048x1437-fot-BUW.jpg
Głównym bohaterem powieści jest Alo Łowicki, arystokrata z Warszawy, który po zerwanych zaręczynach i skandalu towarzyskim ucieka do Włoch, gdzie w czasie swojej podróży od północy na południe półwyspu nawiązuje znajomość z kręgiem innych wykluczonych estetów i artystów. W rozmaitych sceneriach włoskich zabytków – podobno odmalowanych przez Szymanowskiego z niezwykłą precyzją i wielkim uczuciem – mężczyźni dyskutują o sztuce, roli artysty, pięknie, a także, oczywiście, własnej homoseksualności. Seksualność nie była zresztą tylko przedmiotem kontemplacji, lecz pełnoprawnym elementem dzieła – zwłaszcza w w wątku miłosnej relacji Ala i znanego w całej Europie kompozytora Marka Koraba. Miłość mężczyzn – wystawiona blisko finału powieści na próbę, kiedy Korabowi zostaje zasugerowane, że jego kochanek to w istocie prostytutka – staje się dla Łowickiego elementem inicjacji do roli artysty, a w momencie chwilowego zerwania relacji targany emocjami książę decyduje się ukończyć wreszcie swoje wielkie dzieło – powieść o Inoku Porfirym, bizantyjskim ikonografie. Zjednoczenie kochanków w ruinach świątyni w sycylijskiej Segeście było nie tylko afirmacją homoseksualnego uczucia, lecz także wyrazem niemal religijnej wiary w duchowe pokrewieństwo męskiej homoseksualności i artystycznego geniuszu, impulsu czystej twórczej mocy, która nie zna ani biologicznych imperatywów, ani granic społecznego konwenansu.
Sympozjon ocalony
Fragmentem, który Iwaszkiewicz zaczął w latach 30. przepisywać na maszynie, była Opowieść o cudzie świętego młodzieniaszka Inoka Porfirego – ikonografa, czyli dzieło Ala Łowickiego. Choć niekompletne, pozbawione wielu istotnych partii, przetrwało dzięki pracy Iwaszkiewicza do naszych czasów. Tak się szczęśliwie złożyło, że drugim, większym ocalonym fragmentem jest rozdział, w którym Szymanowski w sposób najbardziej systematyczny wyłożył swoje poglądy na powiązania sztuki, homoseksualności, geniuszu i twórczej, witalnej potencji – wyraźnie nawiązujący do platońskiej Uczty rozdział Sympozjon, ideowe jądro powieści, które przedstawia dyskusję kilku bohaterów w rzymskiej restauracji.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Pierwsza strona (k. 11r) zapisu fragmentu Efebosa, fot. ze zbiorów Archiwum Kompozytorów Polskich BUW / buwlog.uw.edu.pl
Obrazek
Efebos2-1691x2048-fot-BUW.jpg
Rozdział przechował Boris Kochno, tancerz, późniejszy współpracownik i kochanek Siergieja Diagilewa – słynnego impresaria i założyciela zespołu Ballets Russes, m.in. pierwszych wykonawców Święta wiosny Igora Strawińskiego w choreografii Wacława Niżyńskiego. Zanim Kochno trafił jednak do Paryża, jako nastolatek przejeżdżał przez Jelizawetgrad (dzisiejszy Kropywnycki), miasto położone blisko majątku Szymanowskich. Poznawszy chłopaka, kompozytor zakochał się w nim – Kochno miał wówczas nie więcej niż 15 lat – i jako pamiątkę swojego uczucia wręczył mu napisane na szybko, autorskie rosyjskie tłumaczenie Sympozjonu. Jak zwracają uwagę badacze, przekład jest daleki od perfekcji – możemy podejrzewać, że przeinacza sensy pewnych fragmentów, a w niektórych miejscach Szymanowski w pośpiechu wpisywał słowa niemieckie, być może po to, żeby później, po namyśle, zastąpić je rosyjskimi. Niemniej to właśnie ten niedoskonały przekład ma dziś status oryginalnego tekstu – poza częścią opracowaną na maszynie przez Iwaszkiewicza oraz skąpymi partiami zachowanymi w notatkach i brudnopisach Szymanowskiego jest bowiem jedynym rzeczywistym fragmentem tekstu, jakim dysponujemy.
Uczucie, które sprawiło, że Sympozjon przetrwał – nie mam większych wątpliwości, że zakochania trzydziestoparolatka w piętnastoletnim chłopcu nie sposób określić miłością – sprawiło też, że straciliśmy resztę powieści. Literacką schedą po przedwcześnie zmarłym w 1937 roku Szymanowskim miał zająć się za pomocą potwierdzonych przez rodzinę pełnomocnictw Jarosław Iwaszkiewicz. Wiedząc, że dopóki żyje matka kompozytora, nie opublikuje powieści kuzyna, Iwaszkiewicz nie chciał jednak dopuścić do jej kompletnego zapomnienia – już na wiosnę 1939 roku zorganizował w Polskim Radiu odczyt fragmentu książki. Wybrał zresztą, jak sam później zastrzeże w Spotkaniach z Szymanowskim, partię, która nikogo nie mogła raczej obrazić – rozdział, gdzie mowa jest o dziejowym pokrewieństwie i przyjaźni polsko-włoskiej (w wyborze tym widać też wyraźną potrzebę przeciwdziałania narastającym w Europie narodowym antagonizmom, które eksplodują jesienią). Mimo to, wydarzeniem oburzona była najmłodsza siostra kompozytora, Zofia Szymanowska, która natychmiast wycofawszy wydane Iwaszkiewiczowi pełnomocnictwo, domagała się zwrotu wszystkich manuskryptów pozostawionych przez Karola. Pisarz usłuchał – choć niezupełnie. Zgodnie z życzeniem oddał rodzinie bruliony Szymanowskiego, zostawiając jednak u siebie jeden rękopis – Efebosa. Nie wiemy, czy kiedykolwiek się o niego upominano. Wiadomo natomiast, że Iwaszkiewicz, prawdopodobnie zniechęcony postawą rodziny (warto dodać: nie całej, gdyż w czasie afery kolejna siostra Szymanowskiego, Anna, napisała do niego list, w którym w ostrych słowach krytykuje postawę Zofii), odłożył rękopis na dłuższy czas w swoim warszawskim mieszkaniu. Mieszkaniu, które doszczętnie spłonęło na samym początku okupacji we wrześniu 1939 roku razem ze wszystkimi zgromadzonymi w środku papierami.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Karol Szymanowski, Borys Kochno, Harry Neuhaus, NN. Elizawetgard, 1919, fot. ze zbiorów Archiwum Kompozytorów Polskich BUW / buwlog.uw.edu.pl
Nie ma wątpliwości, że gdyby nie paniczny strach przed kompromitacją i nadszarpnięciem reputacji Szymanowskiego, lęk przed otwarcie homoseksualną wymową dzieła i niedorzeczne skarcenie Iwaszkiewicza przez Szymanowską, Efebos miałby większe szanse na przetrwanie.
Text
Kto wie wszakże, czy zarzucenie prac nad literacką spuścizną Szymanowskiego, spowodowane posunięciem najmłodszej siostry kompozytora, nie stało się pośrednio powodem utraty przez nas rękopisu powieści. Może nie zostałby on odłożony pośród wielu innych papierów w warszawskim mieszkaniu Iwaszkiewicza […]? Może przetrwałby w trakcie opracowywania, rozłożony ma biurku w bezpiecznym Stawisku [chodzi o willę Iwaszkiewiczów w podwarszawskiej Podkowie Leśnej – przyp. red.]?
– pyta z goryczą w swoim opracowaniu Teresa Chylińska.
Dionizyjska homoerotyka
Szymanowski pisał Efebosa jako rekompensacyjną fantazję – odizolowany w Tymoszówce, przywoływał w trakcie pisania wspomnienia z czasów, kiedy był chyba najszczęśliwszy, z Sycylii. Ale nie tylko. W zachowanym wstępie do powieści (również przepisanym na maszynie przez Iwaszkiewicza) retoryka i emocjonalna temperatura, w jakiej pisze kompozytor, zdradzają, że w latach 1917–1919 do jakiegoś przesilenia dochodziło też w radzeniu sobie Szymanowskiego z własną homoseksualnością. Pisze:
Text
Są jednak miejsca na ziemi, które zda się Bóg przeklął i wydziedziczył… Jedno z takich miejsc właśnie było wygnańczym, przymusowym siedliskiem autora w ostatnich dwóch latach… W takiej to atmosferze tajemnym prawem duszy, zbawczym instynktem tonącego, który nagłym wysiłkiem chwyta się pierwszej spotkanej sposobności ratunku, – cichą i cierpliwą rezygnacją wywołana z niebytu, powstała owa książka, której jedynym celem jest wywlec na światło dzienne, w cierpieniu nawet kryjące się, Wszechmocne Piękno życia…
Jasne jest, że tym miejscem duchowego wygnania jest zupełnie realna, rzucona w wir wojny Tymoszówka – ale przecież to także jego własna homoseksualna tożsamość, to terytorium wyklęte przez Boga i wzgardzone przez społeczeństwo. Dopiero zobaczenie tekstu jako metafory i jej rozkodowanie pozwala zrozumieć dalszą część – to bowiem w homoseksualności, w tym cierpieniu, Szymanowski odnajduje „Wszechmocne Piękno” życia, które uświadomiła mu wycieczka na Sycylię, a które jeszcze raz afirmuje w swojej powieści.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Tymoszówka, majątek rodziny Szymanowski, fot. FB / Filharmonia Łódzka
Obrazek
Tymoszowka-majatek-rodziny-Szymanowskich-fot-FB-Filharmonia-Lodzka2.jpg
Nie sposób przeoczyć, że nawet sięgając po język patriotyzmu – przedstawiając swoją powieść jako reakcję na „epokę Niewolnictwa Narodu” – Szymanowski traktuje ją jako woal, którym przysłania prawdziwą treść swojej książki:
Text
Na tle ówczesnych naszych narodowych stosunków bohater powieści, młodziutki książę A. Łowicki, jest typowym dla swej epoki przedstawicielem wewnętrznej siły i głębokiej uczuciowości, idącej z powodu zewnętrznych stosunków na marne… Szukając ujścia z niewolnictwa, znajduje je jedynie w sobie, w dumnym zamknięciu się w kole własnych przeżyć, w zrywaniu krępujących jego jestestwo łańcuchów, wreszcie w swojej miłości, wyniesionej na jakiś samotny, uniezależniony od wszelkich normujących „opinii publicznych” szczyt.
Kompozytor konstruuje tekst w taki sposób, że każde z powyższych sformułowań – „uczuciowość idąca na marne”, „ujście z niewolnictwa”, „zamknięcie się w kole własnych przeżyć” – przeistacza się w zaskakująco bezpośrednio odmalowany obraz radzenia sobie z własną homoseksualnością, ukryty pod maską patriotycznej wzniosłości.
O ile we wstępie autor asekuracyjnie przenosi właściwy temat powieści w sferę sugestii, o tyle w tekście zasadniczym nie czuje już potrzeby nakładania jakichkolwiek masek. W Sympozjonie wychodzi od pytania o piękno – o to, co stanowi wzorzec piękna i jakiego typu piękna poszukuje sztuka. Ustami bohaterów – Charles’a de Villiera i Rellova – Szymanowski odpowiada: piękne jest to, co autonomiczne, samozwrotne, co nie odsyła do funkcji i znaczeń innych niż sama rzecz. I tak dokonuje porównania ciała kobiecego – naznaczonego utylitarnością macierzyństwa, o którym Szymanowski pisze w dość zatrważający sposób – i męskiego, wyzwolonego niejako spod funkcjonalnego terroru biologii. Stąd też nic dziwnego, że dla najwybitniejszych artystów – tymi dla Szymanowskiego mogą być wyłącznie mężczyźni, kobieta bowiem zawsze będzie przede wszystkim matką – źródłem najgłębszych wzruszeń i boskiej inspiracji jest bez wyjątków piękno ciała innych mężczyzn.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Wilhelm Gloeden, „Młodzieniec”, fot. Wikipedia
Obrazek
Gloeden_Wilhelm_Mlodzieniec_Wikipedia.jpg
Podparta platonizmem mizoginia ma jednak swój ciekawy moment. Taki, w którym Szymanowski stwierdza, że istotą miłości człowieka jest „absolutna swoboda, bezgraniczna wolność wyboru, oparta o jego subiektywne, indywidualne psychiczne i fizyczne cechy, swoboda, której nic na świecie, nawet »opinia publiczna« nie [ma] prawa stawiać granic”. Homoseksualna miłość jest dla Szymanowskiego świętością, bo stanowi realizację właśnie tej wolności – najradykalniejszego sprzeciwu wobec „naturalnego” porządku, najpełniejszej ekspresji własnej podmiotowości nieskrępowanej konwenansem, moralnymi normami czy wymogami religii. Tutaj widać najpełniej nietzscheańską inspirację Szymanowskiego zaczytującego się w Narodzinach tragedii – homoseksualność wiąże kompozytor z pochodzącą od niemieckiego filozofa koncepcją siły realizowanej w przekroczeniu dotychczasowych ustrojów etycznych i społecznych, w niepoddającej się żadnej ocenie aktualizacji własnego życiowego potencjału. W późniejszych partiach rozdziału Szymanowski z coraz większą – prawdziwie dionizyjską – emocjonalnością pisze i zachwyca się witalną czystością homoseksualnego uczucia, a seksualnych odmieńców nazywa wprost najżarliwszymi „kochankami życia” samego w sobie.
Nie uważam tego fragmentu za interesujący tylko dlatego, że mimo izolacji piszącego kompozytora eksponuje jego pozostawanie w bieżącym nurcie intelektualnym Europy (Iwaszkiewicz napisze wręcz o jego „zbieżności z Proustem i Gide’em”). Ujawnia się w nim bowiem chyba najradykalniej queerowa myśl Szymanowskiego piszącego tutaj o seksualności jako sferze niebezpiecznej, ale ekscytującej wolności i swobody. Choć mówi – nie miejmy złudzeń – wyłącznie o męskiej homoseksualności, jego twierdzenia dziś czytać można z większą ogólnością: jako przedstawienie obszaru wyjętego z normatywnej dyscypliny, w którym intensywne namiętności nie mieszczą się w gotowych wzorcach tożsamościowych, gdzie seksualność rozsadza od wewnątrz sformatowane klisze, jakie chcielibyśmy może na nią nałożyć. Twierdzenie o bezwzględnym wyłączeniu sfery seksualności z doraźnych, zawsze ograniczających przepisów moralności – choć razi swoim nieprzemyślanym radykalizmem – jest jednak, upieram się, twierdzeniem głęboko queerowym i prawdziwie nienormatywnym, zatrważającym w swoim rozmachu, ale i budzącym respekt głębokim zrozumieniem i wyciągnięciem wniosków z Nietzschego. Seksualność, jako moc najpełniej ludzka, nabiera tutaj rysów przeraźliwej boskości – a ta witalna świętość uniemożliwia zamknięcie jej w kategoriach dobra czy zła, rozkoszy czy przemocy.
Zły queer
Kilka przykładów mizoginii Efebosa już widzieliśmy. Znaczące, że w początkowych partiach powieści słowo „mizogin” funkcjonuje niemal jako prześmiewczy eufemizm na określenie homoseksualnego mężczyzny. Dodajmy do tego rozwinięcie myśli Szymanowskiego – kobieta, zawsze pozostająca w jego optyce matką, nie ma najmniejszych szans na dorównanie mężczyźnie. W sferze opieki i wychowania Szymanowski hojnie zgadza się nawet na jej dużo większą wiedzę, władzę i sprawczość. Jednak tylko tam. W innych obszarach zawsze istnieje tylko wobec mężczyzny:
Text
[kobieta – przyp. red.] w głębi swej istoty pozostaje tym, czym była, odkąd świat światem, tzn. kochanką i matką, przywdziewa tylko rozmaite maski w zależności od danej epoki historycznej, mając jeden cel: możliwie jak najbardziej spotęgować swoją siłę przyciągania mężczyzn. A jeżeli zapragnie zamanifestować siebie samodzielnie – wówczas po prostu małpuje mężczyznę, jego ruchy, czasami bardzo komicznie, czego najlepszy dowodem choćby współczesny ruch emancypacyjny, który – mea culpa – przypomina nieco walkę amerykańskich Murzynów o wyzwolenie.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Karol Szymanowski, ok. 1923, fot. ze zbiorów Archiwum Kompozytorów Polskich BUW / buwlog.uw.edu.pl
Obrazek
Karol-Szymanowski-KSz_1923.jpg
To nie jedyne miejsce, w którym u Szymanowskiego do głosu dochodzi rasistowska drwina. Rozważając powody, dla których witalna seksualność została skrępowana gorsetem nieludzkiej moralności, Szymanowski o wszystko oskarża… Żydów.
Text
Czy rozstrzygnęli [Żydzi – przyp. red.] problemat dobra i zła? Nie – po prostu rozcięli węzeł gordyjski, oddając się w niewolę Bogu! I za to Bóg ich „wybrał” i ofiarował im „wieczność”. I dał im mistyczne zadanie: burzyć, niszczyć nadludzkie wysiłki Prometeuszy kradnących niebiański ogień, odważnie obserwujących wieczność i tajemnicę bytu, zbuntowanych przeciw nakazowi „ty musisz”, ofiarnych bohaterów własnej woli, swojego „chcę”. I ten to boży „naród wybrany”, pełzający po „wczoraj, dziś i jutro”, nie kontemplujący gwiazd, nie upojony aromatem wieczności, stwarzał dla nas prawa moralne etyki, którymi musieliśmy skuć nasze aryjskie umiłowania wolności.
Nawet dla czytelnika zaznajomionego z antysemickimi dociekaniami Szymanowskiego – z Efebosem w tomie jego pism pod redakcją Chylińskiej sąsiadują rozproszone teksty zatytułowane zbiorczo Kwestia żydostwa – sformułowania z Sympozjonu mogą okazać się szokujące. Szokujące nie tylko z powodu skali niewątpliwego uprzedzenia, lecz przede wszystkim retoryki wyraźnie zapowiadającej pogromową atmosferę europejskiego antysemityzmu w latach 30., a później Zagładę.
Żydów, bezwolnie posłusznych rozkazom Boga, Szymanowski oskarża o zdławienie greckiej tradycji umiłowania piękna i afirmacji seksualności. Jako „stosunkowo nielicznej i fizycznie słabej rasie” przypisuje im obsesyjną koncentrację na rozmnażaniu się i potomstwie, a co za tym idzie także nienawiść wobec wszystkiego, co porządkowi temu byłoby w stanie zagrozić. Skupiona na doczesnym życiu żydowska myśl wzniosła przez stulecia wielki system opresji człowieka i jego naturalnej ekspresji – system, który później w Europie podjęło wypaczone tą tradycją chrześcijaństwo, Kościół katolicki, ale i „heretyk Luter”, odpowiedzialny za to, że protestanci „utracili wszelki wstyd […] i pokornie padli na twarz przed Obliczem straszliwego, wrogiego [im] Jehowy”.
Pozostaje nam na koniec zadać sobie pytanie, czy przepełniona takimi twierdzeniami książka powinna być włączana w dziedzictwo polskiego queeru albo, co nawet może jeszcze ważniejsze, czy powieść, po której kartach maszeruje korowód uprzedzeń, stereotypów i krzywdzących twierdzeń, można w ogóle nazwać powieścią queerową. Moglibyśmy przecież nie bez racji uznać, że queerowa postawa wyznacza pewien etyczny standard związany z oporem przeciwko przemocy i dyskryminacji opartej na przekonaniu o stabilnych i niezmiennych tożsamościach. Moglibyśmy też dokonywać jeszcze bardziej subtelnych i wycieniowanych rozróżnień – przyznać na przykład, że choć Szymanowski był homoseksualny, nie był queerowy, bo obszary te nie muszą wcale być ze sobą tożsame. Z łatwością przecież wyobrazić sobie można nienormatywne pragnienie realizowane w ramach normatywnych struktur władzy, przywileju i dominacji.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Tymoszówka, majątek rodziny Szymanowski, fot. FB / Filharmonia Łódzka
Obrazek
Tymoszowka-majatek-rodziny-Szymanowskich-fot-FB-Filharmonia-Lodzka2.jpg
Myślę jednak, że uznanie queeru za obszar ciągłego buntu, kwestionowania zastanych ram i odrzucenia schematów i klisz, zwłaszcza zaś tych, które same narzucają się jako „naturalne”, „oczywiste” czy „niewymagające wyjaśnienia”, oznacza też koniecznie uznanie go za obszar, który nam, teoretykom i praktykom queeru, będzie stawiał opór. Okaże się nieraz obraźliwy, odrażający, niewygodny czy szokujący – i to nie tylko dlatego, że odrzuca pojęcie normy, lecz i dlatego, że odrzuca nasze oczekiwania wobec tego, czym queer jest i czym powinien być. Okaże się zawsze czym innym niż nasza jego robocza definicja.
Dlatego będę nazywać Efebosa tekstem queerowym – i to queerowym najbardziej wówczas, kiedy zmusza do krytycznej refleksji nad obecnością przemocy i zła w samym queerze. Jeśli akceptujemy queer jako pełnoprawny element rzeczywistości, musimy zgodzić się też na istnienie w tym świecie cienia, który towarzyszy każdemu światłu.