Skład liczy aż 27 wagonów. Poza ołtarzem podróżują nim między innymi Dama z gronostajem Leonarda, Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem Rembrandta czy Kodeks Baltazara Behema. Konwojem dowodzi porucznik Frank P. Albright, obok żołnierzy amerykańskich jadą Estreicher i korespondent PPS-owskiego „Robotnika” Karol Małcużyński. Podróżują w luksusowych warunkach – w zaadaptowanym wagonie niegdyś należącym do Ribbentropa. Pociąg przejeżdża przez Czechosłowację, po drodze zatrzymuje się w Katowicach, gdzie poza ministerialnymi oficjelami wita go historyk sztuki Adam Bochnak, ten sam, który w 1939 roku popierał rozbiórkę i ewakuację ołtarza. W środku nocy dawni koledzy z krakowskiego uniwersytetu wznoszą wreszcie radosny toast „jakąś amerykańską wódką”, jak napisze później Bochnak w liście do teściowej.
Pociąg dociera do Krakowa 30 kwietnia. Towarzyszy temu typowa celebra – jest orkiestra, kompania honorowa szkoły podchorążych, przemówienia i rozentuzjazmowany tłum. Moment jednak jest dość pechowy – w końcu zaraz święto szczególnej dla nowych władz wagi, 1 maja. Uroczyste przyjęcie zostaje odłożone na 5 maja.
Szczególnie newralgicznym dniem okazuje się tymczasem 3 maja. Oficjalne obchody rocznicy uchwalenia konstytucji zostają w ostatniej chwili odwołane, ulicami Krakowa przechodzi jednak patriotyczna manifestacja, która zostaje brutalnie stłumiona i kończy się masowymi aresztowaniami. Co prawda wyżsi rangą amerykańscy wojskowi zostają w tym czasie strategicznie zabrani na wycieczkę do Zakopanego, ale na miejscu pozostaje garstka szeregowców.
Robert King, dowódca ochrony pociągu, zostaje poinformowany, że jego ludzie wdali się w strzelaninę z MO, dowodem na to ma znaleziona łuska pocisku z amerykańskiej broni. Symboliczny triumf może szybko przerodzić się w poważny skandal dyplomatyczny. Po oficjalnych uroczystościach King wydaje więc swoim ludziom polecenie, by na wszelki wypadek przenieśli się z hotelu do pociągu, którym przyjechali – ten ma status eksterytorialny i pełni rolę swego rodzaju ambasady na szynach. Ranny funkcjonariusz MO wskazuje młodego amerykańskiego szeregowca jako napastnika, który go postrzelił. Ten nie przyznaje się do winy, wskazuje świadków ręczących, że podczas starć z milicją pozostawał w swojej kwaterze. Komendant MO nie daje się przekonać, pociąg zostaje otoczony i unieruchomiony. Gdy amerykański dowódca chce się zgodzić na przesłuchania, inny szeregowiec pęka i wyznaje, że to on strzelał – rzekomo w obronie własnej, zaatakowany przez funkcjonariuszy w cywilu.
Amerykanie przyjmują jednak sprytny plan – zeznania winnego zostają zatajone, a oskarżony szeregowiec daje się zaaresztować – plan jest taki, że po kilku dniach będzie można go oczyścić z zarzutów i uwolnić, a w międzyczasie prawdziwie winny zostanie wywieziony z kraju. Jednak zamiast kilku dni szeregowy Curtis Dagley spędza jednak w krakowskim więzieniu cztery miesiące, potraktowany jako cenny zasób negocjacyjny i uwolniony wreszcie w ramach wymiany więźniów.