Z wykształcenia profesorowie, z wyboru Polacy, z przekonania patrioci. Poza inteligencją i nonkonformizmem Estreicherowie dziedziczyli gen kolekcjonerski.
Pomadki
Senior rodu Dominik gromadził sztukę i motyle. Urodził się w 1750 r. jako Morawianin z Igławy, zmarł w 1809 r. jako krakowianin. Jego ojciec był lekarzem i właścicielem browaru, on posiadał amarantową kamizelkę z aksamitu i od dziecka chciał zostać malarzem. Tak jak stryj, po którym odziedziczył imię i talent. Nie wykazywał żadnych umiejętności potrzebnych w handlu, więc rodzice wysłali go na studia, najpierw do Wiednia, potem do mekki wszystkich artystów. We Włoszech Dominik spędził 10 lat. Pobyt nie tylko pogłębił jego pasję, lecz także pozwolił zapanować nad temperamentem młodego twórcy. Choć może nie do końca.

Dominik Oesterreicher, fot. z archiwum Zdeňka Geista
W Rzymie zachwycał się pomnikami architektury i malarstwa, w Watykanie kopiował arabeski Rafaela, w Neapolu chłonął sztukę pompejańską. Pod koniec włoskiego snu zapisał się do Akademii Świętego Łukasza, mimo że ciągnęło go w stronę neoklasycyzmu. Nie żałował decyzji. W murach starej szkoły pobierał lekcje aktu, a mistrzowie pędzla zachęcali do odejścia od tematyki biblijnej ku mitologicznej. Tam poznał misjonarza Fra Paolo, który z Chin przywiózł tajemnicę wyrobów mozaiki z laki, perłowej masy i metali szlachetnych – również to rzemiosło Dominik opanował do perfekcji.
Kiedy już Estreicher – wtedy jeszcze Oesterreicher – został malarzem, zapragnął być Polakiem. W tym planie miał swój udział Hugo Kołłątaj poznany w Wiecznym Mieście. To z nim i z "Eneidą" w dłoni Dominik wspinał się na Wezuwiusza, co uwiecznił na płótnie. Propozycję przyjazdu do Krakowa przyjął za drugim razem. Po drodze zatrzymał się na trzy lata w Warszawie, gdzie został powołany na portrecistę Stanisława Augusta Poniatowskiego. Skromny artysta ofiarował królowi stolik z własnoręcznie wykonaną mozaiką (jego późniejszą i doskonalszą wersję zachowa dla siebie). Sceny figuralne i ornamentowe wzory na tyle przypadły władcy do gustu, że po jednym z obiadów czwartkowych podarował twórcy godziwą zapłatę i pudełko pomadek – bombonierek.
Na początku 1782 r. Dominik dotarł do Krakowa. Nabył kamienicę przy placu Szczepańskim 2 (wyburzona na początku XX w.), a w nadbudówce urządził swoją pracownię. Budynek sąsiadował z gmachem Starego Teatru, który odegra znaczącą rolę w życiu Karola, wnuka malarza. On sam tłumaczył dla krakowskiego teatru sztuki włoskich pisarzy. Na horyzoncie znów pojawia się postać Kołłątaja, dzięki któremu Estreicher objął – a później stracił, gdy ten popadł w niełaskę władzy – stanowisko profesora rysunku Szkoły Głównej Koronnej, dzisiejszego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Na emeryturze Dominik odkrył nową pasję: łapanie motyli. Kolekcję ponad 7 tys. sztuk przekazał synowi Alojzemu.
Szczypawka

Portret Alojzego Rafała Estreichera ze zbiorów Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Szczypawka Carabus Estreicheri, fot. www.zin.ru
Alojzy zbierał listy i podróże. Te pierwsze oprawił w trzy grube tomy, tych drugich policzono mu niemal 50. Z każdej przywoził nasiona i rośliny oraz adresy wybitnych przyrodników Europy. Sam był znany w środowisku, należał do wielu towarzystw naukowych w Anglii, Czechach czy Holandii. Zanim na dobre został botanikiem, uzyskał tytuł doktora medycy i filozofii. Następnie był weterynarzem, rektorem UJ i senatorem Wolnego Miasta Krakowa. Tu urodził się w 1786 r. i zmarł w 1852 r.

Ogród Botaniczny Uniwersytetu Jagiellońskiego, litografia z roku 1834 autorstwa Jana Feliksa Piwarskiego, fot. Biblioteka Narodowa/ Polona.pl
Zasłynął z kilku rzeczy: rozbudowy i wzbogacenia uniwersyteckiego Ogrodu Botanicznego, odkrycia gatunku szczypawki Carabus Estreicheri, pomocy represjonowanym studentom biorącym udział w powstaniu listopadowym, spolszczenia nazwiska – od 1809 r. można już oficjalnie mówić o Estreicherach. Do sukcesów prywatnych należy małżeństwo z Antoniną Rozbierską i posiadanie siedmiorga potomstwa, w tym najsłynniejszego przedstawiciela rodu, Karola.
Księgi

Leon Wyczółkowski, "Karol Estreicher w loży na przedstawieniu "Weselu" Wyspiańskiego", 1905, fot. rep. FoKa /Forum
Karol kompletował słowa. Urodził się 22 listopada 1827 r. i od najmłodszych lat fascynowały go druki. Do jedenastego roku życia z chciwości czytał wszystko, potem stał się bardziej wybredny. Z gazet przepisywał fragmenty oper Bogusławskiego, poezje Mickiewicza czy Goszczyńskiego, a swoje wiersze pisał do szuflady. Poza literaturą ojczystą zachwycał się dziejami Greków i Rzymian. Z rozsądku wybrał studia prawnicze, jednak dobrze zapowiadająca się kariera krakowskiego, a później lwowskiego urzędnika sądowego nie była mu dana. Przestępczy świat interesował go pod względem językowym – skrupulatnie wynotowywał wyrażenia i piosenki złodziejskie, tworząc w tajemnicy słownik gwarowy. Po godzinach tłumaczył sztuki teatralne z włoskiego, hiszpańskiego i francuskiego, a także przygotowywał własne.
Jeszcze w czasach szkolnych wiadomo było, że wyrośnie na wielkiego indywidualistę: jeden z najniższych i najmłodszych w klasie, trzymał się na uboczu. Na marginesach "Historii literatury polskiej" Feliksa Bentkowskiego zapisywał uwagi bibliograficzne. To był prolog do "Bibliografii polskiej" – spisu publikacji polskich i Polski dotyczących, od początków drukarstwa do XIX w., dzieła jego życia. Patronami duchowymi pracy byli wykładowcy UJ Michał Wiszniewski i Józef Muczkowski, którzy zaszczepili w Karolu pasję, oraz Ambroży Grabowski, teść (w mieście krążyły krzywdzące plotki, że młodzieniec poślubił nie jego córkę Stefanię, a księgozbiór).

Aleksander Gryglewski, Sala główna Biblioteki Uniwersytetu w Krakowie, drzeworyt sztorcowy, 1871, "Kłosy" 1871, nr 330, fot. wikimedia.org
Gdy Estreicher w latach 40. zaczął gromadzić druki, jeszcze nie przypuszczał, na co się porywa i jakie to będzie miało konsekwencje. Kariera notariusza stoi w miejscu, za to praca nad Bibliografią pochłania go coraz bardziej. Kiedy więc otrzymuje propozycję objęcia stanowiska podbibliotekarza w Szkole Głównej, nie waha się ani przez chwilę. Do Warszawy przyjeżdża z 5 skrzyniami książek i paką rękopisów. Jego pensja maleje dwukrotnie, za to znacznie rosną szanse na zdobycie cennych materiałów. Mimo że w 1868 r. wykaz polskich utworów jest gotowy, nie udaje się go wydać.
Po 13 latach nieobecności wraca do rodzinnego miasta, gdzie zostaje dyrektorem Biblioteki Jagiellońskiej. Zastał nieuporządkowany i popadający w ruinę księgozbiór, a zostawił książnicę z prawdziwego zdarzenia. Pomagali mu w tym wolontariusze – zaangażował m.in. Adama Asnyka do skatalogowania klasyków rzymskich i greckich w przekładach polskich – oraz najbardziej oczytany chart Dżimuś, który biegał za panem po bibliotecznych korytarzach. W końcu też z Bibliografią mogli zapoznać się czytelnicy. Pierwszy zeszyt ukazał się w czerwcu 1870 r., chętnych na prenumeratę nie brakowało. Cały tom (z kilkudziesięciu) wydano dwa lata później. Z czasem utarło się mówić nie o "Bibliografii polskiej", ale po prostu o "Estreicherze".
Dzieło stało się fenomenem. Starannie opracowane, nowatorskie pod względem metody bibliograficznej: encyklopedyczność wynikająca z układu krzyżowego (alfabetyczny i przedmiotowy), liczne adnotacje i odsyłacze. Wszystko na tyle skomplikowane, że konieczne było zorganizowanie seminariów naukowych wprowadzających w tajniki Bibliografii. Dzisiaj jest ona nieocenioną pomocą (lub zmorą) studentów bibliotekoznawstwa i polonistyki, wówczas była wręcz orężem walki o ojczyznę. Powstała z myślą o ukazaniu rozmiarów polskiego piśmiennictwa (na karcie tytułowej widniała liczba 120 000 druków) w momencie, gdy kraj zniknął z mapy świata. Zaborcom wytrącała z rąk argument o etniczności narodu nieposiadającego dziedzictwa kulturowego. Wybitny niemiecki bibliograf Julius Petzholdt uznał ją za dzieło wyborowe, a nazwisko Estreichera – z lekkim opóźnieniem – pojawiło się w wydanym we Florencji "Międzynarodowym dykcjonarzu pisarzy współczesnych" i w paryskiej "Wielkiej encyklopedii".
Sam zainteresowany pisał o sobie: "Jestem obok bibliografii na wskroś teatralny". Rzeczywiście, pierwsze zapisy bibliograficzne dotyczyły sztuki aktorskiej (wydał trzytomowe "Teatra w Polsce"), należał też do komisji oceniającej sztuki dramatyczne. Z polskich twórców cenił Zabłockiego, Fredrę i Korzeniowskiego, z europejskich – Ibsena, z utworów – "Mazepę" Słowackiego, natomiast Norwida uważał za niescenicznego. W bliźniaczej kamienicy jego domu mieścił się teatr, do którego zaglądał co wieczór, a aktorki przesyłały mu zdjęcia z czułymi dedykacjami. Leon Wyczółkowski namalował jego portret w loży, z lornetką, podczas premiery "Wesela". Gdy Karol zmarł 30 września 1908 r., jego miłość do teatru odnotowano niemal na wszystkich nekrologach. Sam podobne pisał zmarłym aktorom, a we wspomnieniach pośmiertnych umieszczał krótki życiorys i... bibliograficzne zestawienie ról. Epilog do Bibliografii napisali już syn i wnuk.
Biurko

Na zdjęciu: Stanisław Wyspiański, Lucjan Rydel, Karol Maszkowski; siedzą od lewej Henryk Opieński, Stanisław Estreicher, 1893, reprodukcja pochodzi z "Listy Stanisława Wyspiańskiego do Lucjana Rydla", vol. 2, Wydawnictwo Literackie, Kraków, Poland, 1979, fot. Juliusz Mień. Stanisław Estreicher, 1896, Józef Sebald, przefotografował Edward Heczko, fot. Muzeum Historycznego Miasta Krakowa
Stanisław kolekcjonował znajomości. Od czasów szkolnych przyjaźnił się ze Stanisławem Wyspiańskim, z którym czytywał Szekspira; z Józefem Mehofferem, portrecistą czarującej żony Estreichera, Heleny; a także z muzykiem Henrykiem Opieńskim, częstym bywalcem mieszkania przyjaciela na Sobieskiego 10. W salonie urządzonym przy współudziale Wyspiańskiego (jego pomysłem było zawieszenie na ścianie zielonkawego dywanu w maki) można było podsłuchiwać rozmowy Leona Chwistka, Lucjana Rydla czy Hanki Ordonówny. Zofia Kossak-Szczucka podarowała Stanisławowi egzemplarz "Złotej wolności" z dedykacją: "Prof. Stanisławowi Estreicherowi, dzięki któremu zostałam literatką (potomność może Mu tego nie poczyta za zasługę) z wyrazami żywej wdzięczności i szacunku".
Z salonu przechodziło się do pokoju o minimalistycznym wystroju. Poza piętrzącymi się do sufitu regałami z książkami wzrok przyciągało solidne biurko, a na nim kolejne książki, tłumaczenie "Fausta" i rękopisy dalszych tomów Bibliografii. Stanisław, długo wyczekiwany syn Karola – przez poetę Anczyca zwany "białym krukiem" – urodzony zresztą 26 listopada 1869 r. w mieszkaniu służbowym ojca w Collegium Maius UJ, kontynuował jego dzieło. Wydał kolejnych jedenaście tomów "Estreichera".
Po ojcu odziedziczył zamiłowanie do literatury, głównie politycznej. Kierowany instynktem społecznym ukończył studia prawnicze, był członkiem licznych stowarzyszeń i instytucji, Akademii Umiejętności, rektorem UJ w pierwszych latach po odzyskaniu niepodległości. Należał do grupy osób, które przestrzegały polski rząd przed Niemcami. Zginął 28 grudnia 1939 r. w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen, gdzie więziono m.in. 169 profesorów i pracowników naukowych UJ i Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Przed śmiercią zdążył przekazać ostatnią wolę, wybierając tym samym synowi towarzyszkę życia.
Listy do Z.

Karol Estreicher prezentuje odzyskaną dla Muzeum Czartoryskich w Krakowie "Damę z gronostajem" Leonarda da Vinci, Kraków, 30 kwietnia 1946, fot. Monuments Men Foundation
Karol – zwany Młodszym, by nie pomylić z dziadkiem – otaczał się kobietami. Studiował historię sztuki i wydał kilka prac naukowych z tego zakresu. W czasie II wojny światowej planował zaciągnąć się do tworzącego się we Francji wojska polskiego, jednak gen. Sikorski mianował go na swojego sekretarza. Do Paryża i do Londynu, gdzie później przebywał, docierały listy. Rodzina uspokajała, że bliska jego sercu Zecia jest bezpieczna. Nie było to do końca prawdą, gdyż musiała ukrywać się przed Niemcami, owinięta w koc, w tapczanie i w plecaku. Zecia, zwana też Biblusią, była rękopisem ostatniego tomu "Bibliografii polskiej". Wiadomości o niej należało zakamuflować, listy dochodziły okrężną drogą przez Włochy, Szwajcarię lub Hiszpanię, a sam Karol figurował w niektórych jako Lola.
Po powrocie do kraju Estreicherowi udało się opublikować książkę, uzupełnić poprzednie tomy i tym samym dokończyć rodzinne dzieło (pierwsze wydanie liczyło 40 tomów). A wracał w towarzystwie "Damy z gronostajem", ołtarzem mariackim Wita Stwosza, który wcześniej został rozebrany na 2 tys. części, i innymi cennymi dziełami sztuki zrabowanymi Polsce. Były one jedynie fragmentem kilkusetstronicowego katalogu strat kultury polskiej pod okupacją niemiecką, który sporządził ten ostatni w linii prostej potomek Dominika. Karol ożenił się z ukochaną Teresą Lasocką, wykładał na UJ, podjął również działania na rzecz odnowienia Collegium Maius, w którym urządził muzeum. Zmarł 29 kwietnia 1984 r. w rodzinnym Krakowie.
Saga

Willa prof. Karola Estreichera, Muzeum Rodu Estreicherów, fot. materiały prasowe Muzeum Rodu Estreicherów
Kobiety Estreicherów przechowywały wspomnienia. Uporządkowała je Krystyna Grabowska, pisarka i córka Stanisława, tworząc niedokończoną kronikę rodzinną. To jej zawdzięczamy barwne historyjki o pomadkach – z czasem skamieniałych – prapradziada i jego obrazach nagich nimf i satyrów gorszących co wrażliwsze damy, popiersiu dziadka strzegącego tomów swojego dzieła, salonie osobistości w mieszkaniu rodziców, wojennych losach Zeci. Wiele zachowanych pamiątek można obejrzeć w Muzeum Rodu Estreicherów, Strat Kultury i Rewindykacji, które mieści się w willi po prof. Karolu Estreicherze jr. na Sarnim Uroczysku w Krakowie.
Przedstawicielki płci pięknej nie tylko kolekcjonowały rodzinne fotografie, listy, pisały pamiętniki. One same mogłyby stać się bohaterkami rodzinnych anegdot, jak chociażby Wandzia – niedoszła żona Tetmajera czy emancypantka Mania, która badała i opisywała bujne życie towarzyskie Krakowa. W historii tego miasta Estreicherowie zapisali się złotymi zgłoskami.
Autorka: Agnieszka Warnke, wrzesień 2017
Źródła:
Zbysław Arct, "Wybitni Polacy w służbie książki", Warszawa 1983
Krystyna Grzybowska, "Estreicherowie. Kronika rodzinna", Kraków 1999
Józef Korpała, "Karol Estreicher (st.) twórca «Bibliografii polskiej»", Wrocław 1980
estreicherowie.wordpress.com