Przy całej grozie sytuacji, jest coś poetyckiego w wizji arrasów – zawierających m.in. przedstawienia biblijnej historii Noego i rojących się od egzotycznych zwierząt – ratowanych od zagłady na pokładzie rzecznego statku. Tylko ludzi jest tu więcej niż w biblijnej opowieści – zamiast rodziny Noego mamy tu wyżej wspomnianą trójkę z Wawelu, a także zamkowych woźnych i kościelnych z katedry wraz z rodzinami – łącznie aż kilkadziesiąt osób.
O świcie galar dociera do Niepołomic. W nocy z poniedziałku na wtorek pokonuje trasę do Nowego Korczyna – stamtąd przez pewien czas ciągnie ją holownik. W międzyczasie załoga próbuje rozeznać się w sytuacji na froncie, choć trudno ocenić wiarygodność zbieranych po drodze strzępków informacji. Jak się okazuje, ratowanie arrasów rozpoczęło się w ostatniej chwili – 6 września wojska niemieckie zajmują Kraków. Płynąc samym środkiem linii frontu, w czwartkowy poranek 7 września galar z arrasami dobija do Sandomierza. Stamtąd zgodnie z planem transport miał się odbywać koleją w kierunku Jarosławia. Załoga zastaje jednak zbombardowane, opustoszałe ruiny.
„Wywóz tych rzeczy był obliczony na krótką podróż, gdzieś na wschód, gdzieby się dało łatwo wszystko w dobrym ukryciu przechować”, wspominał Bohdan Treter. Tymczasem nie pozostaje nic innego, jak ruszyć dalej w dół rzeki, do Kazimierza Dolnego, przez coraz bardziej upiorny krajobraz, mijając kolejne spalone wioski, opustoszałe miasteczka i zburzone mosty. W Kazimierzu nad Wisłą ładunek przeładowywany zostaje na kilkanaście chłopskich furmanek. Tu odłącza się większość pasażerów konwoju. Nad arrasami czuwają organizatorzy ewakuacji z Wawelu, powoli posuwając się chłopskim konwojem, a po drodze jeszcze dwukrotnie przeładowując skrzynie na kolejne wozy.
Wreszcie udaje się pozyskać transport zmotoryzowany – ciężarówkę i trzy miejskie autobusy. Plan dalszej trasy opracowywany jest na bieżąco, wiadomo już jednak, że żadna kryjówka w kraju nie będzie bezpieczna. Kierunek jest więc jasny – za najbliższą bezpieczną granicę, do Rumunii. 17 września, gdy konwój jest już przy przejściu w Kutach, załogę zaczyna niepokoić zmiana zachowania stacjonujących tu oficerów, niezrozumiałe rozkazy wydawane półgłosem. Dociera do nich wieść o ataku ZSRR. Skarby wawelskie przekraczają polsko-rumuńską granicę niemal w tym samym momencie, co ewakuujący się z kraju polski rząd – w nocy z 17 na 18 września.