Cykle spotkań dotyczące konkretnych pisarzy czy wieczory autorskie organizuje też stołeczna Zakładka. Jak mówi Gałązka, większość tych wydarzeń wynika z zainteresowań bywalców jego antykwariatu, którzy sami zgłaszają się z propozycjami tematów kolejnych spotkań. Także antykwariat Zbigniewa Oprządka wyróżnia się na kulturalnej mapie Krosna. Dziesięć lat temu córka podsunęła mu pomysł, żeby założył w antykwariacie galerię. Przez ten czas zorganizował około stu wystaw – zaprzyjaźnionych lokalnych artystów i debiutantów, malarzy, grafików i plakacistów. Do przestrzeni wystawowej wchodzi się przez starą szafę. Galeria nazywa się Hetta. Inspiracją dla tej nazwy były norweskie chatki, hytte, które na górskich szlakach pełnią funkcję schronisk. W latach 80. Oprządek podróżował autostopem po Norwegii. Duże wrażenie zrobił na nim system wymiany, z którym spotkał się w tych drewnianych domkach – weź to, czego potrzebujesz, i zostaw innym to, czego nie potrzebujesz. Jak mówi:
Ta nazwa symbolizuje dla mnie to, że można zamieszkać wśród książek i spędzić z nimi życie. A także to, że ważne jest dzielenie się z innymi. Staram się, żeby ceny w moim antykwariacie nie były wygórowane, a nadmiarowe książki wystawiam za darmo, żeby mogły znaleźć drugie życie.
O dostosowaniu cen książek do lokalnego rynku mówiła też Dardzińska:
Przyświeca mi zasada, że lepiej jest sprzedawać więcej książek za niższe kwoty, niż sprzedawać kilka książek miesięcznie za duże pieniądze. Zależy mi na tym, żeby książki były dostępne dla ludzi, żeby nie były artykułem luksusowym. A trudno jest wzbudzić w ludziach potrzebę kupowania książek, jeśli te będą miały zaporowe ceny – jeśli ludzie będą stawali przed dylematem, czy zrobić zakupy, czy kupić powieść.
Jak w fabryce czekolady
Wyobrażenia o pracy antykwariusza często rozmijają się z codziennymi doświadczeniami. Mówi o tym Gałązka:
Nieraz spotkałem się z wyobrażeniem, że praca antykwariusza wiąże się z czytaniem książek całymi dniami. Na lekturę mogę sobie pozwolić w czasie wolnym, a funkcjonowanie antykwariatu wymaga systematycznej pracy. Mój antykwariat – jak zresztą większość antykwariatów obecnie – opiera się na dwóch nogach, czyli na sprzedaży internetowej i na sprzedaży stacjonarnej. Żeby sprzedaż internetowa przynosiła dochód, to trzeba stale dosypywać nowe książki, rzetelnie je opisywać, fotografować i skanować.
Kolejny stereotyp jest taki, że to jest lekka praca. A przecież książki swoje ważą, przewożenie dużych kolekcji wiąże się ze sporym wysiłkiem fizycznym. Od dźwigania nabawiłem się problemów z plecami.
Na fizyczne aspekty pracy antykwariuszki zwraca również uwagę Dardzińska. Podkreśla jednak: „Wszystko robię sama. Kwestia kondycji. To jest jednak słodki ciężar – gdybym miała nosić coś innego niż książki, to nie sprawiałoby mi to takiej radości”. Porusza także inny wątek, który stereotypowo może kojarzyć się z tym zawodem, czyli pokusę płynącą z nieograniczonego dostępu do książek:
Na początku rzeczywiście trudno było mi się powstrzymać. Wyobrażam sobie, że to jest trochę tak jak z pracą w fabryce czekolady – z początku jesz ją bez ograniczeń, aż z czasem przychodzi przesycenie i zaczynasz ją sobie dawkować. Uświadomiłam sobie, że ciekawych książek mi już nie zabraknie i nie muszę wszystkiego od razu mieć. Wymagało to jednak lat pracy nad sobą.