Krajobraz paranoiczny. Wilhelm Sasnal w Muzeum POLIN
"Wydaje mi się, że artyści w Polsce nie mają komfortu malarza abstrakcjonisty z Kalifornii, który może zachwycać się bezkresem krajobrazu", mówił Wilhelm Sasnal w wywiadzie-rzece z Jakubem Banasiakiem. Z pewnością tego komfortu nie czuje sam Sasnal, jak udowadnia "Taki pejzaż" w Muzeum POLIN. Polski krajobraz zdaje się tu nieustannie ściągać wzrok ku ziemi – każe patrzeć nie ponad horyzont, a pod nogi, na zakopane na każdym kroku kości.
Choć trudno w to uwierzyć, kuratorowany przez Adama Szymczyka "Taki pejzaż" w POLIN to pierwsza od niespełna czternastu lat, czyli od czasu retrospektywy w Zachęcie, duża indywidualna wystawa Wilhelma Sasnala w Polsce. I wówczas, i dziś czuć historyczny ciężar polskiego krajobrazu, odciskający się na jego malarstwie. Nad Wisłą w końcu prawie wszystko kiedyś zbrukane zostało krwią. Także w Zachęcie – to na jej schodach zginął prezydent Narutowicz, zastrzelony zresztą przez malarza. O tym fakcie pamiętają zapewne wszyscy wystawiający w narodowej galerii artyści, rzadko jednak odnosząc się do tej historii bezpośrednio, poza wyjątkami jak Przemek Branas i jego wideo ze Spojrzeń sprzed kilku lat. Dla Sasnala na "Latach walki" pamięć o śmierci Narutowicza siłą rzeczy stała się punktem wyjścia całej opowieści.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Wilhelm Sasnal, "Kraków – Warszawa", 2006, olej na płótnie, fot. z kolekcja Zachęty – Narodowej Galerii Sztuki, Warszawa
Obrazek
wilhelm_sasnal_taki_pejzaz_8.jpg
Kilkanaście lat później i kilkanaście przecznic dalej kontekst dla bieżącej wystawy jest już inny. To nasączony symboliką w samej swojej bryle budynek Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN w sercu dawnej dzielnicy żydowskiej i późniejszego getta. Materializacja braku, wyrwy po żydowskiej społeczności w Polsce, która ciąży nad sztuką Sasnala. Brak to zresztą w tym wypadku słowo klucz. Poczucie pustki materializuje się na samych płótnach, które nigdy nie przedstawiają wprost aktu zbrodni.
Text
"Miejsce jest ciekawsze od samej zbrodni, bo to właśnie miejsce urealnia tę zbrodnię. Zdjęcia stosów trupów wcale tego nie robią, przeciwnie, takie obrazy wydają się nierealne, nieprzystające do naszego porządku świata. To pornografia śmierci", mówił malarz w rozmowie z Banasiakiem.
Zamiast tego mamy więc ślady. Brama obozu Auschwitz-Birkenau widziana z oddali w bocznej szybie samochodu podczas porannego powrotu z sylwestrowej imprezy. Rower na ścieżce przy granicy obozu w Majdanku. Nawet kiedy na horyzoncie nie majaczy żadna wieża strażnicza ani kawałek drutu kolczastego, jest to pejzaż naznaczony Zagładą. Zwyczajny do bólu, banalny wręcz pagórkowaty krajobraz w jednym z obrazów okazuje się wizualną rekonstrukcją opisu okolic Brzezinki z jednego z opowiadań Tadeusza Borowskiego.
Zapośredniczenie poprzez inne teksty i obrazy to także charakterystyczny rys malarstwa Sasnala. Jedne z najbardziej ikonicznych prac artysty, które znajdziemy na wystawie w POLIN, odtwarzają na płótnach kadry z komiksu "Maus" Arta Spiegelmana czy klatki z dokumentu "Shoah" Claude'a Lanzmanna. Choć formalnie prace malarza, nawet powstałe w podobnym czasie, bywają mocno różnorodne formalnie, ta jedna cecha właściwie od początku jego kariery pozostaje niezmienna – Sasnal to artysta myślący przede wszystkim poprzez inne teksty kultury. Trzecim kluczowym tekstem – i dla wystawy, i dla całej praktyki Sasnala – są "Sąsiedzi" Jana Tomasza Grossa.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Wilhelm Sasnal, "Chlew", 2011, olej na płótnie, fot. dzięki uprzejmości artysty i Fundacji Galerii Foksal, Warszawa
Obrazek
wilhelm_sasnal_taki_pejzaz_16.jpg
Tak jak z "Mausa" artysta wyciągał kadry najbardziej statyczne, niepozorne, przedstawiające pojedynczą postać czy fragment obozowej pryczy, a z filmu Lanzmanna – kawałek krajobrazu czy zamazaną twarz polskiej tłumaczki – tak i w tym przypadku reakcją na lekturę nie jest odtworzenie brutalnych obrazów pogromu. Zamiast tego artysta wyłuskuje kluczowy element, atmosferę strachu, i dosłownie odmalowuje go na płótnie. Na obrazie "Bez tytułu (Strach)" (2008) widzimy swego rodzaju odpowiednik ikonicznego napisu "Hollywood", tyle że w iście infernalnej wersji – zamiast zbocza słonecznych gór Santa Monica mamy tu smoliście czarny, jakby zwęglony po pożarze bagienny pejzaż, nad którym góruje odbijający się w tafli wody napis "STRACH".
"Taki pejzaż" to zatem opowieść z kluczem, a właściwie wieloma kluczami, których pęk odnajdziemy w starannie opracowanym, nietypowym przewodniku. Zamiast drukowanych reprodukcji z informacyjnymi podpisami znajdziemy tu szkice Sasnala i często towarzyszące im, również wypisane ołówkiem, luźne komentarze. Całość przypomina więc raczej szkicownik, niż typowy przewodnik, zwłaszcza że niekiedy malarz pozwala prześledzić ewolucję swoich pomysłów. Niektóre szkice odpowiadają bowiem obrazom dość ściśle, innym razem widzimy, że zaszły w nich istotne zmiany.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Wilhelm Sasnal, "Bez tytułu (Strach)", 2008, olej na płótnie, fot. dzięki uprzejmości artysty i Fundacji Galerii Foksal, Warszawa
Obrazek
wilhelm_sasnal_taki_pejzaz_13.jpg
Jak w przypadku obrazu "Góralszczyzna" (2016), z którego zniknęło obecne w szkicu u stóp górala stado pasterskich psów, a pozostały jedynie blade ślady ich sylwetek zamalowanych białą farbą. Ostatecznie obraz zyskuje z lekka surrealny charakter – postać górala wydaje się wyłaniać z gęstej jak mleko mgły, choć ostry światłocień sugeruje, że scena rozgrywa się raczej w południowej spiekocie, niż rankiem lub o zmierzchu. Frontalnie ustawiony góral o zacienionej, praktycznie całkiem czarnej twarzy i z ciemną plamą rozlewającą się w kroczu wygląda w tej wersji zdecydowanie bardziej złowieszczo, niż w towarzystwie ocieplających wizerunek piesków. Bo choć motyw podhalańskiego pasterza w XIX-wiecznym malarstwie pejzażowym ma dość sielankową wymowę, a dla Stanisława Witkiewicza górale uosabiali wręcz wszystko, co w polskości najlepsze, Sasnal nie pozostawia wątpliwości, że dla niego ocieniona postać o trupio zielonkawej karnacji reprezentuje raczej to, co w niej najgorsze. Choć artysta nawiązuje niekiedy do polskich klasyków XIX wieku, powtarzając na przykład kompozycje Maksymiliana Gierymskiego, widząc górala w jego obrazie myślimy nie o sielskich scenach pasterskich, a o Goralenvolk.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Wilhelm Sasnal, "Kapusta", 2013, olej na płótnie, fot. dzięki uprzejmości artysty i Fundacji Galerii Foksal, Warszawa
Obrazek
wilhelm_sasnal_taki_pejzaz_14.jpg
Sasnal potrzebę konfrontowania się nieustannie z trudnymi kartami rodzimej historii wyraża i w sztuce, i w rozmowach od lat, w pojedynczych pracach nie odnajdziemy więc na nowej wystawie szczególnych zaskoczeń. A jednak "Taki pejzaż" robi wciąż piorunujące wrażenie przez to, że skoncentrowany jest na tym jednym obszarze tematycznym – powidokach Zagłady, poczuciu braku i zbiorowej winy. Gdyby chcieć tytułowy pejzaż określić jednym słowem, najodpowiedniejsze zdaje się określenie "paranoiczny".
Cień obozów zagłady rozciąga się tu niemal na wszystko. Chlewy w przydrożnej farmie żywcem przypominają baraki z Brzezinki, sterta główek kapusty, która w innym sąsiedztwie wyglądałaby zapewne jak niewinna, lekko igrająca z abstrakcją martwa natura, w tych okolicznościach niepokojąco przypomina stertę czaszek w zbiorowej mogile, zarysy kątowników pośród klonowych liści na wykonanym sprayem obrazie z 2016 roku zdają się ramionami rozłożonej na części swastyki... W pewnym momencie każda najdrobniejsza rzecz staje się złowieszcza. Kto pojechał do Muzeum Auschwitz-Birkenau na szkolną wycieczkę jako dziecko i potem przez długi czas truchlał na widok zwyczajnych torów kolejowych czy zwyczajnych budynków gospodarczych, ten wie, czego się spodziewać.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Wilhelm Sasnal, "Bez tytułu", 2016, olej na płótnie, depozyt w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, fot. dzięki uprzejmości artysty i Fundacji Galerii Foksal, Warszawa
Obrazek
wilhelm_sasnal_taki_pejzaz_4.jpg
Gdy zamiast pejzażu widzimy ludzi, także nie są to przypadkowe portrety. Wizerunek Chilly'ego Gonzalesa zamalowany pośrodku białym prostokątem to nawiązanie do "odżydzania" radia w przedwojennej Polsce. Biskup Alois Hudal, pomagający po wojnie w ucieczce hitlerowcom, zyskuje wychudzone oblicze bardziej przypominające rysy zagłodzonych więźniów obozów koncentracyjnych niż znaną z fotografii nalaną twarz. Pośród prac posiadających konkretnych bohaterów największe wrażenie robi jednak monumentalny karton "Synagoga Mościce" z 2014 roku. Za pomocą wyłącznie czarnego tuszu artysta odmalowuje w nim panoramiczną historię swojej rodzinnej tarnowskiej dzielnicy na przestrzeni wieku – od lat 20. i budowy zakładów azotowych do wyobrażonej nieodległej przyszłości, roku 2028 i rozbudowy Synagogi Północnej o nowoczesnych, płynnych, nieco corbusierowskich formach.
W pewnym momencie staje się jasne, że mamy do czynienia z wizją historii alternatywnej – nie tylko dlatego, że rzekoma rozbudowa jeszcze nie mogła się wydarzyć, ale też sam budynek jest jedynie wizją artysty, wplecioną pomiędzy daty związane z faktyczną historią modernistycznej, przemysłowej dzielnicy Tarnowa. Więcej – z zaznaczonych dat i wydarzeń możemy wywnioskować, że w tej alternatywnej wersji dziejów do Zagłady w ogóle nie doszło. Na początku lat 40. na terenie Polski, Niemiec i Austrii zamiast obozów koncentracyjnych powstają kolejne kibuce. Z historią Mościc splata się historia żydowskiej rodziny Kemgoldów – tym razem od początku fikcyjna. Momenty doniosłe następują w tej oszczędnej, choć porywającej narracji na przemian z najbardziej zwyczajnymi, a przez to nadającymi zmyślonym bohaterom realności scenkami – od złamania nogi na nartach po wylegiwanie się na domowym tarasie.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Wilhelm Sasnal, "Żydzi (Według Degasa)", 2014, olej na płótnie, kolekcja prywatna, fot. Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN
Obrazek
wilhelm_sasnal_taki_pejzaz_15.jpg
Znamienne, że jedyna rozbudowana, a przy tym powstała wyłącznie w wyobraźni artysty historia obecna na tej wystawie jest opowieścią o zwyczajnej rodzinie, której losy przecinają się w paru momentach z dziejowymi przełomami, ale z reguły biegną gdzieś obok, w alternatywnym świecie bez traumy Holocaustu. Przy tak ciężkiej tematyce, zwłaszcza gdy w międzyczasie zdążyło już powstać mnóstwo sztuki odnoszącej się do Zagłady, największym wyzwaniem jest nie popaść w patos i moralizatorstwo. Zwłaszcza że Sasnal to wciąż najbardziej rozpoznawalny żyjący polski artysta, którego wystawa jest murowanym blockbusterem. Od czasu, kiedy blisko dwie dekady temu media zainteresowały się artystą z powodu spektakularnych cen jego obrazów na międzynarodowym rynku, Sasnal stał się dla sztuki współczesnej mniej więcej tym, kim Adam Małysz dla skoków narciarskich – twarzą niszowego hobby, która dzięki sukcesom przebiła się nagle do publicznej świadomości i zaczęła regularnie pojawiać się w mainstreamowych mediach. Tyle tylko, że z Sasnalem częściej rozmawia się o Polsce, niż o samej sztuce. Widać w narodzie ciągle istnieje potrzeba posiadania następcy Matejki.
Styl wyświetlania galerii
wyświetl slajdy
Dlatego im bliżej zbrodni i śmierci artysta się znajduje, tym usilniej zezuje w bok, by zamiast epatowania pornografią przemocy poszukiwać jakiejś prawdy w jej scenerii. Zachowując konsekwentnie osobistą perspektywę, wszystkie filtry pośredniczące w zetknięciu z historią – czy będą to komiksowe rysunki, czy wnętrze własnego samochodu ramujące widok obozu zagłady w oddali – unika patosu. W tym leży największa siła "Takiego pejzażu". To wystawa, która działa zupełnie inaczej, niż banalne obrazy pokroju "Chłopca w pasiastej piżamie". Nie stara się być wyciskaczem łez i przetyrać widza emocjonalnie w czasie zwiedzania czy zafundować mu tanie katharsis. Działa raczej z opóźnionym zapłonem, zostawia powidoki sprawiające, że zwykłe budynki i przedmioty znów zaczynają budzić niepokojące skojarzenia. Trudno po wyjściu z POLIN nie przyznać artyście racji – może nie zawsze należy dążyć do tego, by wreszcie wiosną wiosnę, nie Polskę zobaczyć.
Wilhelm Sasnal, "Taki pejzaż"
Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, Warszawa
kurator: Adam Szymczyk
17.06.2021–10.01.2022