Artysta wizualny, performer, twórca wideo, obiektów i instalacji. Urodził się w 1987 roku w Jarosławiu.
Przemek Branas studiował w Pracowni Sztuki Performance na krakowskiej ASP, pod okiem dwóch Artura Tajbera i Artiego Grabowskiego, współczesnych klasyków, których praktyka osadzona jest głęboko w klasycznym formacie sztuki performans, o antyteatralnym i bodyartowym rysie. Wczesne realizacje artysty noszą wyraźne znamiona tej szkoły, koncentrują się na ciele i prostych, performatywnych gestach o metaforycznym wydźwięku. Współpracuje między innymi z Justyną Górowską, z którą w 2011 roku wykonuje charakterystyczny dla tego etapu performans "Wyspa". Artyści połączeni dwoma rękawami kaftana bezpieczeństwa zarysowują krąg, następnie zbliżają się do siebie, wreszcie zaczynają biec w przeciwnych kierunkach. Po kilku szarpnieciach, upadkach i powtórzeniach całej czynności, kaftan pęka.
W kolejnych latach Branas zaczyna się coraz mocniej bawić konwencją performansu, zwracać większą uwagę na wykorzystywane materiały, bawić się czasem i okolicznościami kolejnych akcji. W 2013 roku zostaje nominowany do konkursu na najlepsze dyplomy uczelni artystycznych, organizowanego co roku przez gdańską Akademię Sztuk Pięknych. Pojawia się jednak problem, jako że artysta nie może w ramach wystawy zaprezentować dyplomowego performansu – choć był on elementem pracy, za którą został do konkursu nominowany, jury orzeka, że taki rodzaj pracy byłby sprzeczny z konkursowym regulaminem. Jak wyjaśnia artysta:
Text
Komisja konkursowa w postaci profesorów wszystkich uczelni artystycznych stwierdziła, że ‘występ na żywo’ (czyt. performance) naruszyłby regulamin i strukturę akademickiego konkursu.
Wobec tego artysta decyduje się na zrealizowanie w pobliskiej Gdańskiej Galerii Miejskiej nowej akcji, w odpowiedzi na sytuacyjny absurd:
Text
Dnia 18 lipca, 2013 o godzinie 11 wziąłem tabletki nasenne. Następnie wraz z moim całym bagażem oraz przedmiotami służącymi do performance położyłem się w Gdańskiej Galerii Miejskiej. Plecak i ja przykryci byliśmy czarną tkaniną, spod której wystawały mi tylko nogi. W pomieszczeniu rozchodził się dźwięk: "TO JEST PERFORMANCE. TO NIE JEST PERFORMANCE"
Przy okazji Branas komentowania konkursowej sytuacji Branas puszcza też oko do widza parafrazując klasyczne akcje z historii sztuki. W krzywym zwierciadle odbija się słynny performans Jospeha Beuysa "I Like America and America Likes Me" oraz akcja "My nie śpimy" z czwartego Sympozjum „Złotego Grona” w Zielonej Górze w 1969 roku. Bezsennej okupacji sali wystawowej towarzyszyły transparenty z hasłami, takimi jak: „Domagamy się kontroli” i „Sen gwarantuje bezkarność”.
Branas jednocześnie nadaje status pracy samej swojej obecności, a zarazem ją deprecjonuje. Podobną wymowę zyskują późniejsze performansy, w których artysta pokpiwa z gatunkowych konwencji i stawia wyzwanie przyzwyczajeniom widzów i organizatorów festiwalu performansu.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Przemek Branas, "Maska erekcyjna 02", obiekt, 2014, fot. dzięki uprzejmości artysty
W BWA Zielona Góra, na kuratorowanym przez Aleksandrę Kubiak (niegdyś współtwórczynię duetu Sędzia Główny) "Trzy Czte Ry! Performance!" realizuje w 2015 roku "Übung". Siada przy stoliku, na który wysypuje worek cukru, a następnie przez dwanaście godzin mozolnie liczy pojedyncze jego kryształki wydobywane z kopczyka. W pewnym sensie bliski jest w swoim działaniu performerskim konwenansom, akcjom w duchu Tehchinga Hsieha, testujących wytrzymałość performera, jednak "Übung" to także działanie wymierzone w oczekiwania widowni.
Podobną strategię wykorzystuje artysta w "Kurzu". Punktem wyjścia dla Branasa staje się przypadkowa fotografia, kupiona na pchlim targu w rodzinnym Jarosławiu. Na pozbawionym adnotacji zdjęciu widzimy mężczyznę klęczącego na ulicy – jak udało się zidentyfikować artyście, przy Quai des Belges w Marsylii – i wykonującego trudną do rozpoznania czynność. Obok niego leży kartonowe pudełko i stoi kilkoro przechodniów. Wychodząc od fotografii Branas realizuje kilka działań podczas festiwali performatywnych m.in. w Chinach i Tajwanie. Składa kartonowe pudełka, coraz większe, jak matrioszki, ustawia się w pozycji anonimowego bohatera marsylskiej fotografii i prosi wybraną osobę z widowni o sfotografowanie, na wzór oryginału. Seria tak pomyślanych performansów wzbudza konsternację, a nawet irytację. Artysta w tym przypadku przede wszystkim pogrywa z oczekiwaniami wobec performera z Europy Wschodniej, po którym azjatycka publiczność oczekuje akcji spektakularnej, najchętniej z elementami samookaleczania i komentarza politycznego. Branas staje okoniem wobec wszelkich oczekiwań i igra z konwencjami wywracając je wszystkie na lewą stronę. Wychodzi od gestu, ale nierozpoznanego, całe działanie opiera się więc na wielkiej niewiadomej. Fotografia wyprzedza też sam performans i nadaje mu kształt, nie jest zaś, jak zazwyczaj, tylko drugorzędną dokumentacją. Wreszcie sama akcja zostaje pokawałkowana, zaprezentowana w urywkach i niemożliwa do doświadczenia przy jednej okazji.
Tak jak "Kurz" umocowany jest w fotografii, tak kolejne prace Przemka Branasa coraz mocniej splatają performatywność z materialnością. Jedną z rozciągniętych w czasie akcji, którą wieńczy szkicowa dokumentacja i galeryjny obiekt jest "Hiena". Hiena, dodajmy, cmentarna, jako że artysta realizuje pracę właśnie na cmentarzu. Odwiedza go przez dziewięć miesięcy, zbierając nie do końca wypalone wkłady do zniczy ze śmietnika. Następnie w domowej kuchni przetapia je na płynny wosk, z którego ostatecznie powstaje prostopadłościenna, minimalistyczna rzeźba, kształtem i wielkością przypominająca jednak nie tylko galeryjne obiekty przedstawicieli minimal artu, ale i prostą dziecięcą trumnę.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Przemek Branas, "Maska 04", z cyklu "Rytualne maski domowe", archiwum rodziny, 1992, fot. dzięki uprzejmości artysty
Obrazek
przemyslaw_branas_maska_04_z_cyklu_rytualne_maski_domowe_archiwum_rodziny_1992.jpg
Od fotografii wychodzi też część prac na wystawie "Czkawka", zrealizowanej podczas krakowskiego Miesiąca Fotografii w 2014 roku. Artysta opowiadał:
Text
(...) przeglądając album rodzinny (...), natrafiłem na fotografię. Na zdjęciu jestem ja i kuzyn. Fotografia ta datowana jest na 1997 rok; mam wtedy 10 lat. Stoję na Rynku w Krakowie, tuż przed fontanną. Wówczas automatycznie do głowy przyszedł mi obraz fotograficzny uwieczniający prawie nagiego Niemczyka, biorącego kąpiel w tej samej fontannie.
Współcześnie fontanna z obu fotografii, projektu Wiktora Zina, zniknęła z krakowskiego Rynku, zastąpiona szklaną piramidką wątpliwej urody. Artyście udało się znaleźć oryginał, a raczej to, co z niego zostało:
Text
Po kilku miesiącach, dzięki pomocy ludzi, dotarłem do miejsca, w którym składowano fontannę. Ta, do której dotarłem, diametralnie różniła się od tej, którą zapamiętałem i znałem z dwóch fotografii. Podzielona na około 40 granitowych fragmentów, leżała w krzakach od około siedmiu lat. W celu ochrony konserwatorskiej zawinięto ją w przezroczystą folię streczową, pod którą zbierała się woda, pleśń, mech. Pod folią tworzył się mikroświat, egzotyczny i niedostępny.
Jeden z kawałków Branas podkradł, a w schematycznym rysunku na jego powierzchni upamiętnił na niej wygląd oryginalnej fontanny. W miejscu, gdzie stała, zrealizował performans "zagłuszanie/czyszczenie", przypominający o zatartych śladach działań Krzysztofa Niemczyka. W porze niegdysiejszych publicznych kąpieli legendy krakowskiej sceny queerowej staje pod nową fontanną i krzykiem zagłusza dobiegający z wieży Bazyliki Mariackiej hejnał. Adamowi Rzepeckiemu w 1986 roku, niemal w tym samym miejscu, udało się wpleść w dźwięk transmitowanego radiowo hejnału dźwięk wystrzałów z korkowca, na cześć rocznicy powstania w Zurychu dadaistycznego Cabaret Voltaire; krzyk Branasa, skaczącego obok tandetnego szklanego klosza przykrywającego „wyczyszczoną” przestrzeń, rozbrzmiewa niemal w próżni. Epilog do historii fontanny dopisuje artysta w ogrodzie muzeum archeologicznego, gdzie pewnego dnia o świcie zjawia się nagi mężczyzna, który zakopuje ukradziony kawałek fontanny. Gdy Branasowi dyrekcja MOCAK-u, gdzie odbywa się "Czkawka", zabrania pokazania go w muzeum, artysta w ten sposób symbolicznie przekazuje go innej instytucji.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Przemek Branas, "Kawał chuja", obiekt, 2017, fot. dzięki uprzejmości artysty
Obrazek
kawalchujaobiekt.jpg
Zasadniczy wątek spajający całą "Czkawkę" stanowią rytuały. Przy tej okazji Branas wraca do interesującego go od pewnego czasu motywu maski. Łączy je wykorzystywanie licznych organicznych materiałów i afunkcjonalna natura – mało która nadaje się do założenia. Nie tylko nie można patrzeć przez nie – często wydaje się, że to one patrzą na widza. "Maska erekcyjna 02" w otworach na oczy posiada wypełnienie. Jest nim ferrofluid umieszczony na magnesach, ciecz, która w ten sposób pozostaje płynna i szklista, przypominając prawdziwe źrenice. Podobnie afunkcjonalny jest "The Holy Hole", obiekt w formie książki z dołączonymi od wewnętrznej strony gipsowymi dłońmi, kciukami i palcami wskazującymi obejmującymi wycięte w okładce otwory do podglądania, rodem ze slapstickowych komedii. Kompozycja z wypisanym na burgundowej okładce złotymi literami tytułem nawiązuje z jednej strony do "Świętej góry" Alejandra Jodorowskiego, należącej do sztandarowych dzieł filmowego surrealizmu, a z drugiej do tak zwanych glory holes, służących do anonimowego seksu oralnego w publicznych toaletach. Wykonana z tykwy, podobnie jak "Maski erekcyjne", część rzeźby "Kawał chuja" nad oczami ma wyryte schematyczne oczy, podobnie jak w maskach wykorzystywanych w różnorodnych kulturach podczas walki, w których dla zmylenia przeciwnika oczy malowano nad lub pod faktycznymi wycięciami.
Powstawanie kulturowych mitów i społecznych podziałów znajduje u Branasa najpełniejszą formę w "Narodzinach czarnego i białego", prostej wizualnie, ale ze względu na intensywny zapach spektakularnej rzeźbiarskiej instalacji. Spotykają się tu odurzająca zmysłowość, sugestywny realizm i klasyczna powściągliwość kompozycji. Punktem wyjścia staje się ceramiczna dziecięca główka. Artysta trafia na nią przypadkiem w Czechach, w praskim antykwariacie. Uchwycona jest w naturalistycznym, niemal przerysowanym krzyku. Przypomina popularne w dziewiętnastowiecznej rzeźbie studia fizjonomiczne, choć niewykluczone, że wzorowana jest na fragmencie większej kompozycji rzeźbiarskiej przedstawiającej motyw narodzin Chrystusa. Branas wykonuje jej lustrzaną kopię z gipsu, pomalowaną na czarno. Ustawia obie główki nad dużą płaską rynną, wypełnioną oleistym, czarnym dziegciem. Jego przyjemny, drzewny zapach w dużym natężeniu szybko staje się natarczywy. W pierwotnym kontekście wystawy "pany chłopy chłopy pany" w BWA Sokół w Nowym Sączu, na której po raz pierwszy praca zostałą zaprezentowana, ważna jest historia wykorzystywania dziegciu. Ta substancja, wytwarzana od wieków poprzez suchą destylację drewna i kory w ziemnych dołach, była swego czasu wszechobecna. Świat rewolucji przemysłowej i wyspecjalizowanej medycyny wyłaniał się ze świata spowitego lepką, czarną mazią. Leczono nią najróżniejsze dolegliwości, uszczelniano drewno, smarowano koła, impregnowano tkaniny. Dziegciem opływała codzienność chłopstwa, ale jako ważne dobro eksportowe Rzeczypospolitej, między XV a XIX wiekiem dziegieć napędzał też machinę feudalnego wyzysku.
Po organiczny materiał sięga też w pracy "Moonrise", zrealizowanej podczas rezydencji w Giverny we Francji, w ogrodzie rezydencji Claude'a Moneta. Branasa nie interesują w tym przypadku wizualne aspekty skrzącego się barwami ogrodu, a właściwości roślin. Skrupulatnie je bada, zbiera, a w końcu wybierając te o właściwościach trujących, destyluje z nich truciznę:
Text
Spośród roślin wyłoniłem te, które są trujące. Skupiłem się na kwiatach, bo reprezentują piękno przyrody i są natchnieniem dla artystów. Przy użyciu aparatu do destylacji parowej stworzyłem olej, którego bazą są trujące kwiaty.
W funeralne tony uderzają też prace odnoszące się do postaci ważnych dla polskiej historii. Z mitem bohatera mierzy się Branas w serii prac na wystawie "Praca-technika" w Project Roomie CSW Zamek Ujazdowski z 2016 roku. Jej centralną postacią jest generał Józef Bem, człowiek niezliczonych zasług z punktu widzenia polskiej (ale i węgierskiej oraz tureckiej) historii, bohater powstania listopadowego, jedna z czołowych postaci Wielkiej Emigracji. Choć może należałoby powiedzieć: nie Józef Bem, a raczej Murad Paşa. To pod tym nazwiskiem zmarł w Aleppo generał, po dokonaniu konwersji na islam, będącej biletem wstępu do tureckiej armii, w której służył w ostatnim okresie życia. Branas odtwarza długą podróż, jaką z tureckiego cmentarza wojskowego do tarnowskiego Parku Strzeleckiego przebyły szczątki Bema wiele lat po jego śmierci, pod koniec lat 20. XX wieku, gdy młoda II RP, budująca swoją nowoczesną tożsamość, z pompą powitała jednego ze swych bohaterów. W Tarnowie spoczął on w spektakularnie wyniesionym ponad powierzchnię parkowego stawu klasycyzującym mauzoleum, zaprojektowanym przez czołowego międzywojennego architekta Adolfa Szyszko-Bohusza.
Podróż Branasa biegnie w stronę odwrotną, z Tarnowa ku Syrii. Granicy ze względu na napiętą sytuację nie udaje się artyście przekroczyć, podróż kończy się więc przedwcześnie, ale w wymowny sposób. W meczecie na granicy turecko-syryjskiej artysta w obecności muezina dokonuje formalnej konwersji na islam. Zapisowi podróży towarzyszą surrealne obiekty – odtworzona w plastelinie tablica z mauzoleum Bema z inskrypcją "Ferik Murad Paşa", zapisaną alfabetem arabskim (ferik to nadany Bemowi przez tureckie władze tytuł wojskowy, odpowiednik generała) oraz model współcześnie produkowanego pocisku kasetowego, obklejony peerelowskimi banknotami z podobizną Bema. Śladem całości, obok form nawiązujących do pamięci podtrzymywanej w międzywojniu i Polsce Ludowej, jest też produkt przystosowany do dzisiejszej konsumenckiej fantazji. To kostium marki Valentino, na którym artysta zlecił wyszycie napisu "Ferik Murad Paşa", opakowany w drewnianą skrzynię pomalowaną we wzór moro i "obrandowana" nazwiskiem artysty, generała i nazwą marki. Z drugiej strony znajduje się orzeł z polskiego godła "nadziany" na kaligrafowaną szahadę, formułkę muzułmańskiego wyznania wiary. Do postaci Bema artysta powraca jeszcze w 2018 roku, gdy w Galerii Sztuki im. Jana Tarasina w Kaliszu organizuje wieczór performatywny dedykowany Bemowi, podczas którego wywołuje jego ducha, a widzów zaprasza do rozgoszczenia się w przestrzeni, palenia sziszy i jedzenia przygotowywanych na miejscu falafeli.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Przemek Branas, "Bez tytułu", Spojrzenia 2017 - Nagroda Deutsche Bank, Zachęta, fot. Marek Krzyżanek
Obrazek
Przemek Branas, "Bez tytułu", Spojrzenia 2017 - Nagroda Deutsche Bank, Zachęta, fot. Marek Krzyżanek
W ramach konkursu Spojrzenia w 2017 roku, na którym zdobył druga nagrodę, Branas realizuje film dokumentujący jego reeanactment klasycznego performansu Chrisa Burdena "Shoot". Tym razem na strzał wystawił się sam Branas. Jednocześnie w ten rekonstrukcyjny spektakl wkrada się polityka – artysta nawiązuje także do zabójstwa prezydenta Narutowicza, do którego doszło w Zachęcie a także do zamachu na rosyjskiego ambasadora, do którego doszło w 2016 roku w Ankarze. Spowolniony mastershot, znudzony ochroniarz siedzący pod portretem Stanisława Żeromskiego pędzla zabójcy Narutowicza, Eligiusza Niewiadomskiego, kuratorka Spojrzeń Dorota Monkiewicz, posyłająca spojrzenie w kamerę i gawędząca z dyrektorką Zachęty, mężczyzna upozowany na zamachowca z Ankary, wreszcie zrealizowana z dbałością o kostiumy rekonstrukcja performansu Burdena – wszystko jest tu specjalnie przesadzone. Wernisażowa sytuacja nie przypomina realnego świata sztuki, a raczej jego delikatną parodię rodem z filmu "The Square".
Queerowe i postkolonialne wątki pojawiające się juz we wczesnych "Maskach erekcyjnych" Branas eksploruje po raz kolejny w najnowszym projekcie, nad którym pracuje – "I wanna be your colonizer". Jego premiera odbędzie się w styczniu 2019 roku w Gdańskiej Galerii Miejskiej.
Wybrane wystawy indywidualne:
- 2018 - "Góra/Kosmos/Głowa", Galeria Labirynt, Lublin
- 2017 - "Kawał chuja", Galeria Szara Kamienica, Kraków
"Ten Guys in One Car", Sesama Gallery, Jogjakarta, Indonezja
- 2016 - "Praca-technika", Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, Warszawa
- 2014 - "Czkawka", Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie MOCAK
Wybrane wystawy zbiorowe:
- 2017 - Spojrzenia 2017 – Nagroda Deutsche Bank, Zachęta – narodowa Galeria Sztuki, Warszawa
- 2016 - "pany chłopy chłopy pany", BWA Sokół, Nowy Sącz
"Communis - renegocjacje wspólnoty", Galeria Labirynt, Lublin
"Wykrój. Miasto. Tarnów", BWA Tarnów
"Walka o ogień", Galeria Szara Kamienica, Kraków
- 2015 - "Ars moriendi", BWA Tarnów
- 2014 - "Miłość własna. Czyli artyści kochają siebie", Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie
- 2011 - XIII Międzynarodowy Festiwal Sztuki INTERAKCJE, Piotrków Trybunalski
Opracowanie: Piotr Policht, 2018