Sienkiewicz chciał w Ameryce zamieszkać na stałe, rozpocząć nowe życie na innym kontynencie. Nie był wtedy jeszcze bardzo zamożnym człowiekiem, nie należał również do biedoty. A ta najczęściej doświadczała w swoich podróżach mnóstwa upokorzeń i trudów, co było tym bardziej przykre, że uciekała z rodzinnego kraju po to, by rozpocząć inne, lepsze życie. Niestety, niejednokrotnie uczestnicy tych wypraw nie przeżywali trudów podróży, bądź docierali do miejsca przeznaczenia w słabej kondycji psychicznej. Pisał o tym Sienkiewicz w noweli "Za chlebem", dramatycznym zapisie podróży i jej konsekwencji, swoich "Listach z podróży do Ameryki", a także Adolf Dygasiński w "Listach z Brazylii". Ten ostatni przekaz sugestywnie pokazuje warunki, w jakich podróżowali emigranci: zgiełk, ciasnotę, płacz małych dzieci. Czytając te relacje, uświadamiamy sobie, że niejednokrotnie podróż za chlebem łączyła się albo z zupełnym odizolowaniem od rodziny (tak podróżowali głównie młodzi mężczyźni podążający w stronę gorączki złota), bądź też ze zmianą warunków życia dla całej rodziny, bo tak niejednokrotnie podróżowano do Brazylii: sprzedawano cały dobytek i rozpoczynano nowe życie w nowym kraju. Zupełnie obcym kulturowo, co pozbawiało te dalekie podróże walorów podróży rekreacyjnych.
Podobną wiedzę zdobywamy, czytając o podróżach Sienkiewicza do Afryki, kolejnych przystankach i zmianach środka lokomocji: pociąg, statek, lokalni przewoźnicy. Każdy ze środków lokomocji rządzi się innymi prawami, logistyką zdobywania biletów, planowaniem podróży. Przemieszczanie się przynosi różne doświadczenia. Jednak w przeciwieństwie do podróży amerykańskiej czy brazylijskiej podróż afrykańska była dla pisarza wyłącznie zabawą i zdobywaniem nowych pomysłów do powieści:
Ruszyłem z Neapolu statkiem angielskim »Ravenna« (z Peninsular and Orient Company) w sam dzień Bożego Narodzenia, ale już pod wieczór. Statek ten nie zatrzymuje się nigdzie po drodze, aż dopiero na brzegach egipskich, skąd dalej dąży do Indii. Obwiał mnie też zaraz wiatr wielkich egzotycznych podróży. Już na pokładzie takiego statku widzisz nieznane ci z europejskich wędrówek twarze i słyszysz nieznaną w Europie mowę.
Dziewiętnastowieczne relacje z podróży to także zbiory zapisków niemal dziennikarskich, relacjonujących każdy odbyty krok, przejechany kilometr. Są one jednocześnie opisami wrażeń i informacjami o wrażliwości podróżnika. Anna Nakwaska z Krajewskich spisała szczegóły swojej wycieczki. Jej "Wspomnienia podróży odbytej roku 1837", zawierają niemało informacji o samej podróżniczce, ale także o krajobrazie, zmieniającym się wraz z przemieszczaniem się. Podróżująca kobieta staje się dla czytającego przewodnikiem organizującym całą podróż. To ona wyszukuje najładniejsze, konieczne do obejrzenia miejsca. Sama posługuje się językiem znanym z wycieczek zorganizowanych: przewodnik omawia, opowiada, czasem rzuca żartami, współuczestnicy (tym razem czytelnicy relacji) są w pewien sposób bierni: "odwiedzimy teraz śliczną majętność La Doge, która niżej daleko, jak poprzednio wymienione miejsce położona, cokolwiek odmienne widoki przedstawia". Nakwaska stała się nie tylko propagatorką zwiedzania, ale również bystrą obserwatorką, zdającą sobie sprawę z tego, że (zupełnie jak współcześnie), by podróżować, trzeba mieć zasoby finansowe:
Szczęśliwy, kto przy wolnym czasie, dobrem zdrowiu i wzroku, a pełnej kieszeni, malowniczą Szwajcaryją zwiedzać może, dla niego …i góry całą swą piękność zachowują. Jemu ona tak, jak każda z duchem wieku zgadzająca się dziewica, bogatemu kochankowi, w miarę jego hojności, swych wdzięków udziela.