Jaką osobą we współpracy jest Olga Tokarczuk? "Zgubioną duszę" tworzyły panie już dobrych kilka lat temu, a na początku 2023 roku ukazał się "Pan Wyrazisty".
Okładka estońskiego wydania książki "Zgubiona dusza”, tekst: Olga Tokarczuk, ilustracje: Joanna Concejo, fot. materiały prasowe wydawnictwa
Ludzie często myślą, że współpraca polega na dyskutowaniu, wspólnym zastanawianiu się i tak dalej. W moim przypadku tak absolutnie nie jest. Po prostu ktoś mi powierza tekst i ja nad nim pracuję. Jeżeli autor ma ochotę coś mi powiedzieć, to robi to na początku, ale potem już nie ingeruje w moją pracę. To opiera się na zaufaniu, a takie zaufanie od początku miałam od Olgi Tokarczuk i przy pierwszej, i przy drugiej książce. Dla mnie to jest współpraca najlepsza z możliwych. Potrzebuję, żeby ktoś mi zaufał, pozwolił pracować w sposób ciągły i niezakłócony jakimiś radami, podpowiedziami. Bardzo mi nie służą próby ingerencji autorów w moją pracę, dlatego że one bardzo mnie rozpraszają. Wtedy gubię wątek i dużo czasu zajmuje mi powrócenie na właściwe tory poszukiwań.
Przy okazji kolejnych tłumaczeń na obce języki siłą rzeczy powraca pani do swoich poprzednich książek czasami wydanych kilka, kilkanaście lat temu, czy to w rozmowach z czytelnikami, czy podczas wystaw ilustracji. Lubi pani spojrzeć na swoje prace z dystansu? One nadal w pani żyją, czy raczej są to zamknięte światy?
Od kiedy robię książki w zgodzie ze sobą, czyli nie zgadzam się na wszystkie przedstawiane mi propozycje, to bardzo lubię do tego wracać. Wiem, że to już jest zamknięta sprawa, że już nic nie poprawię, ale zawsze mam wielką przyjemność zobaczenia tego na nowo, posłuchania. Często ktoś czyta te książki, co zresztą bardzo lubię – słuchać i czytać, i opowiadać.
Wystawa pani prac, która teraz odbywa się w estońskim Tartu, jest interaktywna. Odbiorca może coś zmieniać w ilustracjach, przerobić. Próbowała pani jakichś eksperymentów ze sztuczną inteligencją?
Nie i w ogóle nie mam zamiaru skorzystać ze sztucznej inteligencji. Przynajmniej świadomie, bo podejrzewam, że i tak jesteśmy trochę zależni od inteligencji, która nie jest nasza, która jest jakimś programem, jak chociażby w aplikacjach czy innych tego typu rzeczach. Wcale mnie to nie pociąga.