Wydawałoby się, że w "Panu Wyrazistym" te ilustracyjne luki, niedopowiedzenia uzupełni tekst literacki. Tymczasem zależność między słowem a obrazem jest tu o wiele bardziej skomplikowana, nierównoległa, wymijająca. Na tym właśnie polega mistrzowskie połączenie dwóch światów w picturebookach, że obie narracje (wizualna i werbalna) nie krępują się nawzajem, a inspirują i otwierają się na czytelnika. Wracając jeszcze na chwilę do spostrzeżeń Jurgensona:
Kto jeszcze tam był? Jakie emocje i motywacje ukrywa to zdjęcie? Co chowacie, pokazując nam właśnie to? Opierając się na tych samych dowodach, można stworzyć wiele różnych opowieści. Zdjęcie z samej swojej istoty zachęca zatem do spekulacji i uruchamia fantazję. Nie jest rzeczywistością, ale prosi widza o powołanie jej do istnienia. Czy jesteśmy tego świadomi, czy nie, ten rodzaj niewiedzy przepaja każdy piksel fotografii społecznościowej.
Książka Tokarczuk i Concejo jest stworzona do takich dywagacji, dopowiadania sobie ciągów dalszych. Paradoksem jest, że tak gęste ilustracje posiadają aż tyle wolnej przestrzeni do refleksji, snucia fantazji. Tekst noblistki, choć stanowi zamkniętą całość, uruchamia tryb myślenia krytycznego, multiplikuje pytania i zastrzeżenia do wszechpanującej kultury selfie, ukazującej proces konstruowania tożsamości. O ile Jurgenson za błędne uważa założenie, jakoby selfie niszczyło autentyczność, Tokarczuk wydaje się mieć odmienne zdanie. Pan Wyrazisty jest zagorzałym zwolennikiem, a jednocześnie niewolnikiem mechanizmów rządzących mediami społecznościowymi, przez co zamiast tworzyć własną tożsamość, stopniowo ją traci. Nałogowe utrwalanie własnego wizerunku, czy to w podróży, czy podczas wykonywania najbardziej banalnej czynności, staje się dla autorki równoznaczne z doświadczeniem zapośredniczonym, niepełnym, prowadzi wręcz do unieważnienia. Skupiając się na prezentacji siebie, zatrzymaniu chwili, tracimy bezpowrotnie możliwość przeżycia zdarzenia, zapamiętania unikalnych wrażeń. Aparat fotograficzny utrwala obraz, ale zapachy, dźwięki, a przede wszystkim emocje zapisują się w naszym umyśle. To właśnie wspomnienia noszą indywidualny rys, podczas gdy serie zdjęć zlewają się w jeden, powtarzalny obraz.