Sygnowany przez przedstawicieli ponad 20 krajów dokument szybko stał się zasadą obowiązującą na świecie; wśród nie tylko sygnatariuszy, ale i pomysłodawców i autorów dokumentu był Jan Zachwatowicz, polski architekt i konserwator zabytków, postać kluczowa dla odbudowy zniszczonych w czasie II wojny światowej polskich zabytków.
dbudowa Starego Miasta, na zdjęciu: prace na Rynku Starego Miasta, 1951, fot. Zbyszko Siemaszko/Forum
Można by zapytać: jak to, piewca odbudowy warszawskiej starówki ledwie dwie dekady później tak diametralnie zmienił zdanie? Walcząc o wzniesienie z gruzów kamienic, kościołów czy pałaców Zachwatowicz dobrze rozumiał wyjątkowość sytuacji, w jakiej znalazła się po wojnie Polska. Odbudowa zabytków była potrzebna nie po to, aby miasto znów było "ładne", ale jako symbol podniesienia się kraju po bezprecedensowej tragedii wojny, wyraz siły narodowej i jedności, a także jako jedyna w tamtych okolicznościach możliwość przywrócenia, "odzyskania" pamiątek polskiej kultury. Zachwatowicz mówił:
Poczucie odpowiedzialności wobec przyszłych pokoleń domaga się odbudowy tego, co nam zniszczono, odbudowy pełnej, świadomej tragizmu popełnianego fałszu konserwatorskiego.
I współautor obecnego wyglądu wielu stołecznych zabytków, i inni sygnatariusze "Karty Weneckiej" czy późniejsi eksperci rozumieli, że wojenne zniszczenia (szczególnie w taki gigantycznej skali, w jakiej dotknęły niektóre miasta) wymagają innych działań niż opieka nad zabytkami w czasie pokoju. Z tego samego powodu odbudowane Stare Miasto w Warszawie, mimo obowiązywania "Karty Weneckiej", mogło w 1980 roku trafić na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, docenione właśnie za odtworzenie zabytków historycznego centrum miasta w 85 procentach zrównanego z ziemią. To jednak nie musi oznaczać, że należy i warto odbudowywać każdy zabytek.