Anna Barlik, Marcin Strzała, Jacek Sosnowski: Tkwimy wśród fałszywych danych [WYWIAD]
Artystka Anna Barlik, architekt Marcin Strzała i kurator Jacek Sosnowski w polskim pawilonie na 18. Międzynarodowej Wystawie Architektury w Wenecji pokażą monumentalną instalację, która ma się stać pretekstem do dyskusji o tym, jak nowe technologie kształtują nasz świat i na jakich opierają się danych.
Jedziecie na Biennale Architektury z wystawą, która nie mówi wprost o budynkach.
Jacek Sosnowski: W Wenecji pokażemy przykład datamentu. Koncepcji, którą wypracowaliśmy w ostatnich miesiącach i którą tak naprawdę można przykładać do każdej dziedziny życia. To, co zostanie zaprezentowane w polskim pawilonie, to opowieść stricte architektoniczna. Rzeczywiście, nie mówimy wprost o budynkach, ich wyglądzie, detalach czy funkcjach, ale tworzymy destylat języka architektury, tego, jak się ją tworzy w programach komputerowych.
Wyjmujecie model z komputera i przedstawiacie w przestrzeni pawilonu?
Marcin Strzała: Tak jak na ekranie komputera model jest reprezentacją pewnej przyszłej rzeczywistości, tak nasza instalacja jest reprezentacją tejże reprezentacji. Wypełniamy wnętrze pawilonu rzeźbą, która posługuje się językiem architektury, aby zwrócić uwagę na naszą relację z danymi oraz narzędzia pracy z nimi. Mówimy o niedoskonałości tych narzędzi, o tym, że choć pozornie są obiektywne, łatwo wprowadzają w błąd, tworzą iluzję wiedzy, na której opieramy działania o bardzo realnych konsekwencjach.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Polish Pavilion Biennale Architettura 2023, projekt graficzny: Martyna Wyrzykowska, fot. materiały prasowe organizatora
Obrazek
datament-materialy_www-b.-otwierajaecy-obrazek-na-stronie-wystawy-pl-1920x770_kopia.jpg
Bazą dla koncepcji rzeźby, fundamentem waszej idei datament są dane cyfrowe. Co to są za dane? Skąd pochodzą? Czego dotyczą?
JS: Na co dzień nad tym się zwykle nie zastanawiamy, ale nieustannie tworzone są i zbierane dane dotyczące naprawdę wszystkiego, co nas otacza. Przestrzeń życiowa człowieka współcześnie tworzona jest na dwóch niezależnych płaszczyznach: jedna jest rzeczywista, materialna, druga istnieje w świecie cyfrowym i jest zrobiona z danych. I na przenikanie się tych płaszczyzn chcemy zwrócić uwagę. Na samo zjawisko, na ilość tworzonych danych, a przede wszystkim na ich rzetelność i miarodajność, przystawalność do świata doświadczanego. Podzieliliśmy świat nie na regiony, ale według tego, jak dużo i jakiej jakości dane są wytwarzane. Z tej listy wybraliśmy czterech reprezentantów, na których się skupiliśmy. To Hongkong, który był na czele stawki ilości tworzonych danych, przez Polskę i Meksyk, po Malawi. Skupiliśmy się zarówno na ilościowym, jak i jakościowym aspekcie danych cyfrowych, koncentrując się na tych dotyczących architektury mieszkaniowej. Choć oczywiście razem z danymi o mieszkaniach pojawiają się także inne związane z nimi, np. dotyczące liczby mieszkańców miasta i wsi, poziomu analfabetyzmu, dostępu do internetu itp.
MS: Architektura w ogromnym stopniu opiera się na danych, wszystko w niej jest policzalne, mierzalne, tworzone według zasad i przepisów, a jednym z najbardziej skodyfikowanych obszarów jest architektura mieszkaniowa. Jednocześnie ta tematyka pozwala każdemu widzowi odnieść się do instalacji poprzez pryzmat własnych doświadczeń.
Anna Barlik: Ważnym elementem naszego projektu, którego materializacją jest rzeźba, jest problem typowości i co to tak naprawdę oznacza. My tworzymy model domostw oparty o surowe dane statystyczne z pominięciem masy szczegółów.
JS: Można zobaczyć, jak łatwo zawierzamy informacjom powstającym w oparciu o wytwarzane cyfrowo dane, jak złudne jest nasze przekonanie, że statystyki nie kłamią. Zależnie od tego, jak z nich skorzystamy, dane mogą nam powiedzieć całkiem różne rzeczy.
AB: I właśnie za pomocą rzeźby chcemy te wypaczenia pokazać. Konfrontujemy z nimi widzów, którzy w pierwszym odruchu są zagubieni, ale z czasem zaczynają rozumieć te nieprawidłowości i ich pochodzenie. Być może w kolejnym etapie zaczną o nie pytać, zastanawiać się nad nimi i je kwestionować.
Naprawdę tak łatwo dane wprowadzają nas w błąd?
MS: Eurostat zbiera informacje o tym, ile średnio osób mieszka w jednym domu czy mieszkaniu. I to jest często ostateczna informacja – liczba ludzi per domostwo. Nikogo nie interesuje jakość i funkcjonalność tej przestrzeni, ile metrów ma łazienka czy kuchnia, jakie są pomieszczenia. Czy to więc nam coś mówi o jakości życia, o problemach mieszkaniowych? Oblicza się również kuriozalną daną – liczbę pokoi na osobę… Ale czy pokój ma trzy, czy sto metrów powierzchni, już nie jest uwzględniane.
AB: Według uogólnionych danych przeciętne mieszkanie w Polsce ma 82,5 m2 powierzchni. Jeśli się rozejrzymy wokół siebie, to trudno w to uwierzyć, prawda? To skutek wyliczania średniej ze wszystkich istniejących w kraju domostw. Tymczasem średnie mieszkanie w Polsce ma około 52m2, a średni dom 128m2. To rozdzielenie nie istnieje już w ujęciu globalnym!
Sercem weneckiej wystawy jest rzeźba, której oddziaływanie oczywiście trudno opowiedzieć, najlepiej doświadczyć jej samemu. Jak powstaje?
AB: Rzeźba – to, mówiąc w skrócie, trzy kilometry rury pokrytej specjalną matową farbą. Budujemy ją pod Krakowem, do Wenecji zostanie zawieziona w częściach i na nowo złożona wewnątrz pawilonu. To chyba największa i najcięższa konstrukcja, jaka kiedykolwiek była tam prezentowana. Kontekst rzeźby oddadzą towarzyszące jej teksty. Ale ja bym chciała podkreślić, że w przypadku tej pracy szczególnie ważna będzie także publiczność, reakcje, zachowania ludzi, którzy się z nią skonfrontują. Bo to obiekt do odczuwania, doświadczania: będzie można w nią wejść, przechodzić przez ściany, zgubić się w niej. I obserwowanie ludzi i ich zachowań wobec tej konstrukcji też będzie jakimś źródłem informacji, będzie dopełniało to, o czym opowiadamy.
Wasz projekt datament i zwrócenie uwagi na ilość, ale i sposób korzystania z cyfrowych danych doskonale uzupełnia się z trwającą właśnie debatą na temat sztucznej inteligencji, z którą co prawda dziś już każdy z nas ma na co dzień kontakt, ale za sprawą czatu GTP stał się on niejako bardziej bezpośredni.
JS: Co ważne: nie mówimy, jak jest, nie wołamy: patrzcie, odkryliśmy błąd i teraz go wam uświadomimy. Chcemy zadawać pytania, ale nie dawać na nie gotowych odpowiedzi. Chcemy zwrócić uwagę na naszą relację z danymi i jak je przetwarzamy, gromadzimy, jak bardzo niechlujnie jako cywilizacja je traktujemy. Jednocześnie przywiązujemy do nich wielką wagę, wierzymy im, nie oceniamy ich krytycznie. Podobnie jest w AI. W toczącej się dyskusji o sztucznej inteligencji zupełnie pomijamy fakt, że czat uczy się na naszych wypowiedziach, na tym, jak i co piszemy. A my jako ludzie jesteśmy nieuporządkowani, niedokładni, oszukujemy, udajemy. A więc generujemy ogromne masy fałszywych danych i informacji.
Jak oceniacie cel i sens tak dużych, międzynarodowych wystaw, które chcą dotykać ważnych, aktualnych spraw, jak Biennale Architektury? Czy rzeczywiście mają one jakąś moc sprawczą, może z nich wyniknąć zmiana dla świata?
JS: Każde z nas ma na ten temat swoją osobną opinię. Czy takie wystawy mogą zmienić świat? Oczywiście, że nie, ale to nie znaczy, że nie powinny się odbywać! Są przestrzenią indywidualnej i zbiorowej ekspresji, wyrazem wolności słowa, swobody twórczości – to ich wartość nadrzędna, którą warto i trzeba szanować.
AB: Może wystawy nie powodują natychmiastowych zmian, ale mają ogromny wpływ na zauważanie pewnych tematów. Dzięki nim ludzie mogą dostrzec jakiś problem, zacząć o nim rozmawiać, zadawać pytania, a to bardzo dużo. I w dłuższej perspektywie może być faktorem zmiany, może pokazać zagadnienie z innej strony, wytrącić z utartych dróg, pokazać, że coś można zrobić inaczej.
MS: Zawsze w przypadku wydarzeń tej skali istnieje ryzyko, że sprowadzą się one do ekspresji ego twórców, a nie treści, które w są w danym momencie ważne. Ale jednocześnie to właśnie takie wydarzenia wyzwalały wielkie siły i były inspiracją do projektów, które redefiniowały architekturę. Weźmy Crystal Palace czy Wieżę Eiffla, które choć krytykowane ówcześnie, z perspektywy czasu stanowiły ważny głos w dyskursie. Z takiej perspektywy nawet jeśli dziewięćdziesiąt dziewięć na sto pokazywanych na Biennale projektów czy idei umrze, zniknie, okaże się nieważne, to ta jedna może być kluczowa dla przyszłości. I dla niej warto godzić się na "marnotrawstwo " związane z organizowaniem takich wystaw.