Świat gry "Liberated" studia Atomic Wolf nie wydaje się zbyt odległy od naszego. Niewiele w nim futurystycznych wynalazków, samochody wciąż jeżdżą, a nie latają w powietrzu, życie ludzi toczy się po trochu w rzeczywistości, a po trochu we wszechobecnych mediach społecznościowych, które sprawnie wyolbrzymiają wszystkie ich lęki i obawy. A lęków i obaw jest sporo, zwłaszcza od czasu okrutnego zamachu terrorystycznego na szkołę, którego ofiarami były w większości dzieci. Od tego czasu państwo, chroniąc obywateli, zaostrzyło kontrolę nad nimi, wprowadzając cyfrowy system monitorowania tych, którzy mogą w przyszłości stanowić realne zagrożenie. Ich aktywność w Internecie, wykroczenia, a nawet zakupy stają się podstawą do obliczania punktacji wskazującej na to, na ile dobrze sprawdzają się jako obywatele. Wysoki poziom oznacza przywileje, niski – kłopoty, na przykład w postaci odwiedzin policji. Świat "Liberated" pokazany przez twórców w ponurych odcieniach czerni, bieli i szarości, to cyberpunkowa dystopia, w której państwu policyjnemu przeciwstawia się ruch oporu, wyraźnie inspirowany komiksem Alana Moore'a i Davida Lloyda "V jak Vendetta". Czy to odległa wizja futurystycznej dystopii? Nie. Tego rodzaju system punktacji działa już przecież w Chińskiej Republice Ludowej, gdzie obywatele z niższą punktacją mogą mieć np. trudności z podróżowaniem czy pracą na ważnych stanowiskach. Rzecz ma się podobnie z kolosalną rolą manipulujących ludźmi mediów społecznościowych, w których działają całe legiony opłacanych trolli, albo z wykorzystywaniem do celów politycznych lęków społeczeństwa, wspomaganych umiejętnie koordynowaną propagandą. Sensacyjna historia o ruchu oporu, którą opowiada "Liberated", powtarza wiele gatunkowych klisz, ale tło, na którym się rozgrywa, jest zaskakująco aktualne; można powiedzieć, że gra przejęła strategię serialu "Black Mirror", pokazując problemy, które już pukają do naszych drzwi.
"Gamedec"