
Spośród drugoobiegowej oferty wydawniczej "brulion" wyróżniał się ładunkiem anarchizmu, ale i defetyzmu, co go, w opinii wielu działaczy podziemia, dyskwalifikowało. Jednak istotne i zagorzałe spory o kształt nadchodzącej wolności odbywały się na przełomie lat 80. i 90. XX wieku właśnie na łamach tego pisma, którego redaktorem naczelnym był Robert Tekieli.
Otwarcie się "brulionu" na różnorodne opcje światopoglądowe zadecydowało, że stał się atrakcyjnym forum dyskusyjnym w czasach przejścia od komunizmu do wolności. Numery tego kwartalnika ukazywały się, nie zawsze regularnie, w latach 1986–1999.
"Pomysł na magazyn zrodził się z… beznadziei – wspominał Tekieli w radiowej Trójce z okazji 30. rocznicy powstania 'brulionu'. – Był to okres walki z komuną, kiedy po traumie stanu wojennego właściwie straciliśmy nadzieję. Stwierdziłem, że dalej nie da się żyć w takiej beznadziei i zacząłem robić pismo."
Założyciel "brulionu" przejrzał kilka dostępnych wówczas magazynów literackich, przeanalizował ich budowę i opracował model pisma idealnego. "I okazało się, że odniosło ono sukces" – stwierdzał Tekieli. Pierwszy numer pisma (wiosna 1987) traktował o sztuce kabaretowej w Polsce.
Redaktorzy "brulionu" posiedli umiejętność pozyskiwania cenionych współpracowników, jak Jacek Fedorowicz, Ryszard Krynicki czy Janusz Anderman, co zapewniało znakomity start czasopismu, którego nakład dochodził do 15 tys. egzemplarzy (przy 10 tys. paryskiej "Kultury"). Poeci "brulionu" przez pewien czas używali nazwy "zakon żebraczy", co miało im ułatwić zdobycie dofinansowania od Ministerstwa Kultury i Sztuki. W tym samym celu redaktorzy pisma ukuli termin "pokolenie '86".
" 'brulion' powstawał w czasach, kiedy ludzi się tłukło na ulicach i ogromnie się piło. Można powiedzieć, że dzięki temu, że powstał 'brulion', ileś tam osób nie zostało alkoholikami. To też jest dobra odpowiedź na twoje pytanie: celem było sensowne działanie w Polsce po stanie wojennym."
[Robert Tekieli, "Ja już wiem", rozmowa prowadzona przez Marcina Wieczorka, "Ha!art", 19/2004]

Czasopismo wypromowało nowe pokolenie ludzi pióra, nazwane często formacją "brulionu". Należeli do niej ważni polscy pisarze i poeci obecnego średniego pokolenia, między innymi: Andrzej Stasiuk, Olga Tokarczuk, Manuela Gretkowska, Marcin Świetlicki czy Jacek Podsiadło. Głównym autorem opisującym na łamach "brulionu" młodą poezję był Marian Stala.
Po wstępnym okresie fascynacji literaturą z początkiem lat dziewięćdziesiątych "brulion" zaczął się zwracać w stronę nowych zjawisk społecznych, kulturowych i politycznych, zwłaszcza tak zwanej kultury alternatywnej (feminizm, kultura techno i multimediów, cyberpunk, Generacja X etc.). Objął całą sferę praktyk dotąd przez państwo niezagospodarowanych , lekceważonych, nietolerowanych, niekiedy zwalczanych (sztukę graffiti, fanziny, punk rock). Nader często spod innego ideologicznego znaku kultury (i subkultury) Zachodu, opisywanej u nas jako New Age.
"Przypuszczono gwałtowny szturm na stare, humanistyczne treści, jakimi karmiła się sztuka. W zamian zaproponowano, no właśnie co? Z jednej strony przede wszystkim w prozie i to głównie feministycznej: kpiarską, radosną zabawę z konwencjami i konwenansami, w której świat jawi się jako nieustający kabaret. Z drugiej, przede wszystkim w poezji, egocentryczne wynurzenia na temat własnego nieprzystosowania."
[Julian Kornhauser, "Barbarzyńcy i wypełniacze", "Tygodnik Powszechny", 15 stycznia 1995]
Krnąbrnych ludzi pióra z "brulionu" nazywano "niegrzecznymi wizjonerami końca dwudziestego wieku". Otwarta formuła czasopisma jawnie lekceważącego PRL-owską cenzurę prowokowała do przekraczania kolejnych tabu, także obyczajowych. Bez oporów publikowano odważne teksty, dla niektórych wręcz bulwersujące, jak tekst Himmlera, wywiad ze specjalistką od seksu sadomasochistycznego czy osławiony wiersz Zbigniewa Sajnóga pod tytułem "Flupy z pizdy", by na tym przykładzie obscenów poprzestać.
"Doceniam znaczenie całego tego ruchu, wiem, że spełnia on ważną rolę [...]. Ale jako czytelnik, jako konsument nowych treści kulturalnych, odczuwam niedosyt, a może i niesmak. Trudno przecież bez przerwy czytać o kobietach z dwiema łechtaczkami, zagłębiać się w dwudziestostronicowy opis pierwszej miesiączki, wertować pięćdziesiąty wiersz mówiący o spaniu i paleniu papierosów, i wchodzeniu do łóżka z taką, czy inną kobietą, śledzić raz lesbijską miłość na Manhattanie, a raz homoseksualne praktyki w więzieniu, fascynować się gmeraniem w spodniach i wysłuchiwać wrzasków o tym, że się wszystko kończy. Tak, owszem, wszystkie te tematy mają wspaniałą oprawę literacką, choć może trochę przesadzam. Ale czy to wystarcza? Mnie nie wystarcza, ponieważ ja zupełnie czegoś innego oczekuję od literatury. Nie twierdzę, że postmodernistyczne zabawy, które nota bene zaistniały najpełniej w prozie lat 80., nie dodają literaturze koniecznego luzu, ale czy na tym mamy poprzestać? Czy tak ma wyglądać nasze korzystanie z wolności? A może jest to pierwszy sygnał końca literatury jako wartości ocalającej?"
[Julian Kornhauser, "Barbarzyńcy i wypełniacze", "Tygodnik Powszechny", 15 stycznia 1995]
W odpowiedzi na bezideowość zarzucaną przez Juliana Kornhausera twórcom i autorom "brulionu" trzech Marcinów – Baran, Sendecki i Świetlicki – opublikowało wspólny wiersz kończący się słowami "za oknem ni chuja idei".

W taki oto sposób do "brulionu" przylgnęła opinia pisma skandalizującego, bluźnierczego, bezczelnego, przez co zaskarbiał sobie popularność i wyrastał na intrygujące zjawisko społeczno-kulturowe. Swoisty happening Pawła Filasa, który pod Pałacem Kultury i Nauki spalił swoją książkę, był nawet transmitowany w głównym wydaniu telewizyjnych "Wiadomości". Redakcja "brulionu" konsekwentnie rozszerzała swą działalność poza czasopismo, tworząc programy telewizyjne ("Tani program o poezji", "Alternativi", "Lalamido") czy radiowe ("Ultrafiolet").
Jednym przedsięwzięć był również program satyryczny zatytułowany "Dzyndzylyndzy", emitowany w TVP w latach 90. z podtytułem "bruLion tiwi" (nawiązanie do słowa "lion" – ang. "lew"). Charakterystyczna pisownia z wielkim "L" w środku wyrazu wpadła najpierw w oko dziennikarzom "Gazety Wyborczej", a następnie innych mediów i autorom opracowań. Zaczęła być mylnie stosowana również do tytułu czasopisma.
Otwartość redakcji "brulionu" na rozmaite środowiska sprawiła, że w orbicie pisma znaleźli się między innymi sataniści. W pewnym momencie Tekieli spostrzegł, że stał się obiektem ich manipulacji. Zaczął szukać ratunku, najpierw po omacku, w końcu jednak – jak wielokrotnie wspominał – trafił pod właściwy adres.
Po egzorcyzmach i nawróceniu się Roberta Tekielego na katolicyzm, anarchistyczny ton pisma uległ radykalnej światopoglądowej zmianie – na konserwatywny i bogobojny. Od 27 numeru, który zasłynął zamieszczeniem w nim zdjęcie przedstawiającego jakoby Ducha Świętego, "brulion" zaczął być postrzegany jako pismo ultrakatolickie. Rozpad kolektywu redakcyjnego, wraz z gwałtownym spadkiem czytelniczego zainteresowania nowym profilem pisma, doprowadził do jego zamknięcia.

Z perpektywy 30 lat od założenia pisma, można ocenić, że było forum wypowiedzi dla rozmaitych autorów o sporym rozrzucie światopoglądowym czy estetycznym. Łączyła ich głównie – jeśli nie jedynie – nowa sytuacja społeczna, w której zanikał tradycyjny model emigracji duchowej w opresyjnym państwie. Wyjście ze społecznego podziemia – zapoczątkowane w latach 80. przez ruch "Solidarność" – z wolna się wyczerpywało, przemieniając się w normalność(?) wczesnego kapitalizmu.
Istotnym elementem działalności pisma stało się promowanie młodej polskiej poezji. Tomiki pod egidą "brulionu" wydawane były w seriach: fioletowej (rok 1992, najgłośniejsza), białej (1993), kolorowej (1994) i wertykalnej. W kolejności alfabetycznej autorów, ukazały się:
- Marcin Baran, "Sosnowiec jest jak kobieta" (1992)
- Miłosz Biedrzycki, "*" (1993)
- Dariusz Brzóska Brzoskiewicz, "Haiku" (1992)
- Cezary Domarus, "ekwipunki" (1999/2000)
- Jakub Ekier, "Cały czas. Wiersze 1986-1991" (1992)
- Paweł Filas, "Grapefruity w naszych domach" (1992)
- Krzysztof Jaworski, "Wiersze" (1992)
- Krzysztof Koehler, "Nieudana pielgrzymka" (1993), "Partyzant prawdy" (1996)
- Jacek Podsiadło, "Wiersze wybrane" (1992), "Arytmia" (1993), "Języki ognia" (1994), "Niczyje, boskie" (1998)
- Marcin Sendecki, "Z wysokości" (1992), "Parcele" (1998)
- Marcin Świetlicki, "Zimne kraje" (1992)
- Robert Tekieli, "Nibyt" (1993)
- Wojciech Wencel, "Oda chorej duszy" (2000)
- Grzegorz Wróblewski, "Ciamkowatość życia" (1992), "Planety" (1994)
Poza wyżej wymienionymi autorami "brulion" zamieszczał między innymi wiersze tak znanych autorów jak: Josif Brodski, Reiner Kunze, Julia Hartwig, Marzena Broda, Krystyna Miłobędzka, Zbigniew Machej, Artur Szlosarek, Leszek Szaruga, Jerzy Kronhold, Wojciech Bonowicz, Dariusz Foks, Dariusz Sośnicki, Mariusz Baryła czy grupy poetyckiej Zlali mi się do środka. Teksty dla "brulionu" pisali również między innymi: Izabela Filipiak, Natasza Goerke, Cezary Michalski, Piotr Siemion, Mirosław Spychalski.
"W porównaniu z pismami, układanymi według uświęconego schematu: rozmowa z Miłoszem, przekłady Barańczaka, wiersze Zagajewskiego, 'brulion' wydał się czymś odświeżającym nie dzięki innemu zestawowi nazwisk, ale raczej dzięki zejściu z tragicznych koturnów. Duchem pokrewny Pomarańczowej Alternatywie, zdawał się wiele obiecywać. Gorzej z samą literaturą, a zwłaszcza poezją."
[Jerzy Czech, "Poeci specjalnej troski", "Rzeczpospolita", 25 października 1997]
Spory o znaczenie w polskiej przestrzeni kulturowej "brulionu" trwają. Wypowiadali się o nim ludzie pióra, nierzadko autorytety; powstawały o nim prace magisterskie czy doktoraty. Ewolucja pisma – od relatywizmu, kultu prowokacji, afirmacji wszelkich swobód, prowadzących nierzadko do rozpasania, do religijnego ascetyzmu – skusi zapewne jeszcze niejednego badacza.
Bibliografia
- Jarosław Klejnocki, Jerzy Sosnowski, "Chwilowe zawieszenie broni. O twórczości tzw. pokolenia brulionu (1986-1996)", Sic!, Warszawa 1996
- Paweł Dunin-Wąsowicz, "Oko smoka. Literatura tzw. pokolenia brulionu wobec rzeczywistości III RP", Lampa i Iskra Boża, Warszawa 2000
- Marcin Wieczorek, "Brulion. Instrukcja obsługi", Korporacja Ha!art, Kraków 2005
Autor: Janusz R. Kowalczyk, październik 2016