Za krótkometrażowy "Koniec lata" otrzymał nagrody festiwali w Wiesbaden i Perm oraz Złotą Żabę festiwalu Camerimage, zaś jego "Dziennik z podróży" nagradzano w Kijowie, Krakowie i Łagowie. Piotr Stasik żyje w ciągłej podróży - między krajami, kontynentami i kolejnymi projektami. Z tą samą ciekawością przygląda się uczniom z rosyjskiej szkoły kadetów, mieszkańcom polskiej prowincji i nowojorczykom spotkanym w tamtejszym metrze. W rozmowie z Tadeuszem Sobolewskim dla "Gazety Wyborczej" mówił:
Lubię być w podróży, łatwiej mi wtedy ludzi spotykać. Jestem obcy, więc mogę pytać, wchodzić do środka. W Birmie, Nowym Jorku czy Nowej Zelandii szybko przenikam do wnętrza. I jak wracam do Polski, łatwiej mi się rozmawia, łatwiej Polskę znosi.
Droga, którą przeszedł Stasik, by zostać reżyserem filmowym, nie przypomina klasycznych filmowych biografii. Urodził się w wiosce pod Sieradzem, 200 kilometrów od Warszawy. Piotrowi Czerkawskiemu w "Dzienniku. Gazecie Prawnej" mówił:
Wszyscy moi przodkowie byli rolnikami, więc byłem pewien, że pójdę w ich ślady. Z mojej perspektywy abstrakcyjny wydawał się nawet zawód urzędnika, a co dopiero reżysera filmowego.
Piotr Stasik from Culture.pl on Vimeo.
Dorastał na wsi. Pomagał rodzicom w gospodarstwie, a na pobliskim targowisku sprzedawał ogórki i ziemniaki. Dziś twierdzi, że spokojna atmosfera wsi ukształtowała w nim wrażliwość i wyobraźnię. Mnóstwo czytał, wypożyczając po kolei wszystkie książki z miejscowej biblioteki. Kiedy jej zasoby przestały mu wystarczać, kupował kolejne książki podczas cotygodniowych wypraw do Sieradza.
Wcześnie zainteresował się kinem. Rodzinny telewizor odbierał tylko jeden kanał – publiczną Jedynkę. To w nim oglądał Bergmana, Tarkowskiego, Zanussiego i Wajdę. W rozmowie z Culture.pl opowiadał:
Nie do końca rozumiałem te filmy, ale w jakimś sensie nimi przesiąkałem. To dzięki tym telewizyjnym lekturom powstała we mnie chęć zajęcia się kinem.
Jako nastolatek jeździł do oddalonej o 200 kilometrów Warszawy, by w kinie Muranów oglądać najciekawsze nowe filmy. Do Filmówki jednak nie zdawał. Brakowało mu pewności siebie, a reżyseria wydawała się mu zbyt elitarna. Zdał na socjologię i angażował się w działalność społeczną. Po latach zdecydował się na uczestnictwo w kursie dokumentalnym prowadzonym przez Szkołę Wajdy.
"Ma w sobie coś z misjonarza kultury" - pisał o nim T. Sobolewski. Bo Stasik jest nie tylko reżyserem, ale też animatorem działalności kulturalnej. W Przedszkolu Filmowym prowadzonym przez Szkołę Wajdy uczył młodzież i studentów podstaw sztuki filmowej, w 2002 roku założył Towarzystwo Inicjatyw Twórczych "ę", którego zadaniem było: "Tworzenie świata, w którym ludzie z pasją działają dla siebie i innych". Organizował warsztaty filmowe i fotograficzne, a także przegląd offowy "Jutro kina".
ANDRZEJ WAJDA: RÓBMY ZDJĘCIE! from Piotr Stasik on Vimeo.
W 2008 roku wraz z Thierrym Paladino, Maciejem Cuske i Marcinem Sauterem stworzył Zespół Filmowy Paladino, którego siłami zrealizowali film "Andrzej Wajda: Róbmy zdjęcie!", jeden z najbardziej dowcipnych i najprawdziwszych portretów dokumentalnych polskiego mistrza. W latach 2008-2010 był także prezesem Stowarzyszenia "Film 1, 2" pomagającego młodym twórcom w realizacji debiutów i drugich filmów.
W rozmowie z Culture.pl wspominał:
Po ukończeniu kursu dokumentalnego w Szkole Wajdy wciąż miałem poczucie, że nie do końca sobie radzę z materią kina. Myślałem nawet o szukaniu czegoś nowego dla siebie.
Wszystko zmieniło się, gdy został zaproszony do udziału w projekcie filmowym "Rosja- Polska. Nowe spojrzenie". W jego ramach zrealizował dokumentalny film "7xMoskwa", który cieszył się uznaniem na festiwalach, a studentom VGIK-u, prestiżowej szkoły filmowej w Moskwie, prezentuje się jako wzorcowy dokument o Moskwie.
7 x MOSKWA from Piotr Stasik on Vimeo.
Do Rosji powracał wielokrotnie. Między innymi w dokumencie z 2010 roku – "Koniec lata". Opowiadał w nim o uczniach ze szkoły kadetów w rosyjskiej Penzie oddalonej o 700 km od Moskwy. Prowincjonalna Rosja przypominała mu Polskę sprzed dwóch dekad, a w życiu swoich młodych bohaterów widział refleksy własnego dzieciństwa. Opowiadał o codzienności młodych chłopców, o politycznej indoktrynacji oraz o końcu dzieciństwa.
Opowiadając historie innych, mówi też o sobie. W krótkometrażowym "Ponad chodnikami" z 2008 roku pokazywał 17-letniego wybitnie zdolnego chłopca z prowincjonalnej Szlarskiej Poręby. Żeby dojechać do szkoły, jego bohater musiał wstawać o 5 rano. Po lekcjach w liceum szedł na zajęcia do szkoły muzycznej, a do domu wracał po 20, by na zdezelowanym pianinie ćwiczyć Chopina. Pewnego dnia chłopak otrzymywał zaproszenie na warsztaty muzyczne, podczas których poznał swojego mistrza - węgierskiego pianistę Szabolcsa Esztenyi.