Na swoim profilu facebookowym Chmielarz napisał:
Uważam, że tworzenie kultury to w dużej mierze przepisywanie tego, co stworzył wcześniej ktoś inny. Nie w sensie dosłownym i nie jako plagiat, ale jako odbijanie się od dzieł/historii innych ludzi i sprawdzenie, co ja jestem na podstawie tego odbicia samodzielnie stworzyć. Szczególnie mocno widać to w kryminale, bo przecież my wszyscy tworzymy kolejne wariacje na temat opowieści o policjancie z problemami osobistymi, dla którego praca jest ważniejsza niż rodzina, a sprawiedliwość bardziej istotna niż sucha litera prawa.
Lecz wbrew temu, co twierdzi, on sam jest autorem poszukującym, chętnie przełamującym schematy. Widać to już w cyklu o Mortce, w którym klasyczny kryminał przeplata się z elementami powieści noir i celnych obserwacji społecznych, nasuwających jednoznaczne skojarzenia z książkami skandynawskich autorów. Chmielarz nie boi się również sięgnąć choćby po estetykę powieści grozy ("Farma lalek", której akcja toczy się w Karkonoszach – okładkę zdobiło odpowiednio klimatyczne zdjęcie, przedstawiające rząd leżaków porzuconych w mrocznej jaskini, zrobione przez samego autora) czy sensacyjnego thrillera: "Cienie", które są jednocześnie przypowieścią o moralności i zdradzie, można bez trudu sobie wyobrazić jako solidne hollywoodzkie widowisko.
Gdy jednak Chmielarz wychodzi poza cykl o komisarzu Mortce, pozwala sobie na jeszcze większe eksperymenty formalne. Tak zwany cykl gliwicki, na który składają się na razie dwie powieści "Wampir" i "Zombie", to rodzima wariacja na temat czarnego kryminału, z jednym z najciekawszych protagonistów ostatnich lat. Prywatny detektyw Dawid Wolski jest modelowym przykładem antybohatera: kłamie, bumeluje, niewiele rzeczy mu się w życiu udaje. To człowiek bez charakteru i kręgosłupa moralnego, a jednocześnie trudno nie poczuć do niego sympatii, zwłaszcza że nieustannie ładuje się w kłopoty.
W "Królowej głodu" Chmielarz łączył wątki fantastyki postapokaliptycznej z westernową scenografią i horrorem. "Prosta sprawa", która powstawała najpierw w odcinkach publikowanych na Facebooku w czasie pandemicznego lockdownu, to sensacyjna rozrywka w duchu powieści Lee Childa, zaś "Żmijowisko", "Rana" i "Wyrwa" to już przede wszystkim thrillery psychologiczne, w których zagadka kryminalna stanowi pretekst do opowieści o mrocznych zakamarkach ludzkiej duszy. Zwłaszcza "Rana" – powieść o przemocy domowej i jej nieuniknionych konsekwencjach –była ważnym tytułem w pisarskiej karierze Chmielarza, który mówił po premierze książki w wywiadzie dla tygodnika "Wprost":
Literatura ma tworzyć możliwość rozmowy. Chciałem, żeby "Rana" sprawiła, byśmy choć trochę zaczęli rozmawiać, jak wygląda przemoc wobec dzieci i w ogóle relacje w rodzinie. Po raz pierwszy spotkałem się z czymś takim, że po premierze ludzie zaczęli się ze mną kontaktować i opisywać historie ze swojego dzieciństwa lub opowiadać o problemach z wychowaniem dzieci.
W tej samej rozmowie zarzekał się jednak, że z kryminału nie ma zamiaru zrezygnować:
Nie wiem, czy bym potrafił, czy umiałbym poprowadzić fabułę bez tego komponentu kryminalnego. To jest naprawdę bardzo pojemny gatunek, a jeszcze można go rozszerzyć, wystarczy się tylko trochę postarać. Więc od jakiegoś czasu próbuję się trochę z tymi schematami boksować. Rzucam samemu sobie wyzwania, zmuszam się do myślenia w inny sposób. Zastanawiam się, ile można wyciągnąć z tej konwencji, do opowiedzenia jakiej historii mogę jej użyć.