Pianistka, kompozytorka i producentka związana z trójmiejską sceną muzyki jazzowej i improwizowanej. Liderka zespołu midi4, występuje w grupach Klawo i Children of Fish, a także solo.
"To jest cały czas podróż, to jest szukanie różnych brzmień, różnych instrumentów" – tak na pytanie o charakter swojej muzyki odpowiedziała na antenie radiowej Dwójki Malina Midera. Oczywiście kompozytorka i pianistka miała na myśli wymiar artystyczny swojej działalności, natomiast te słowa można też czytać w ich bardzo dosłownym sensie. W końcu aby rozwijać swoją muzykę, Midera przeprowadziła się najpierw z rodzinnej Łodzi do Trójmiasta, a kilka lat później – po obronie licencjatu na gdańskiej Akademii Muzycznej – do Danii, gdzie podjęła studia na dobrze znanym fanom młodego polskiego jazzu kopenhaskim Rhythmic Music Conservatory.
Zanim jednak Midera ruszyła śladami Grzegorza Tarwida czy Szymona Gąsiorka, w wieku siedmiu lat rozpoczęła edukację w łódzkiej szkole muzycznej pierwszego stopnia. W domu na instrumencie ćwiczyła jedynie starsza siostra. Pianistka pamięta, że jej gra na gitarze bardzo jej wówczas imponowała. Niemniej urodzona w 2000 roku Midera od początku odkrywała dla siebie świat muzyki za pośrednictwem fortepianu. Jak wspomina, w tej podróży towarzyszyło jej wiele zdolnych i pracowitych dzieci, wśród nich między innymi Patrycja Wybrańczyk – późniejsza perkusistka m.in. O.N.E. Quintet – z którą Midera wciąż utrzymuje kontakt.
Pianistka pamięta także te trudniejsze chwile, przez które przechodziła w szkole. Jako dwunasto-, trzynastolatka często przeżywała momenty zwątpienia dotyczącej obranej przez siebie ścieżki. "Szkoła była wymagająca, konserwatywna i nie było w niej miejsca na eksperymenty czy inny sposób gry – tłumaczy Midera. – Presja ze strony nauczycieli i środowisko powodowały, że bardzo surowo oceniałam swoje umiejętności, możliwości, samą siebie. Tym bardziej, że kiedyś usłyszałam, że nie powinnam grać na pianinie, ponieważ jestem leworęczna… Dopiero w okresie nastoletnim wróciłam do muzyki z pełnym zaangażowaniem".
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Malina Midera, fot. Paweł Zanio
Obrazek
malina_midera_fot._pawel_zanio_1.jpg
Artystka, nie instrumentalistka
We wspomnianym już radiowym wywiadzie Midera opowiadała Andrzejowi Zielińskiemu, że wpływ Gdańska na jej muzykę nie ogranicza się do roli, jaką odegrała Akademia Muzyczna im. Stanisława Moniuszki: "Myślę, że Trójmiasto ukształtowało mnie w sposób muzyczny, […] żeby nadal tworzyć i grać, i czerpać radość z muzyki". To powracający motyw w rozmowach z młodymi instrumentalistami studiującymi w Gdańsku – nawet jeśli ostatecznie wyjeżdżają na zagraniczne uczelnie w poszukiwaniu inspiracji i większej wolności, to z entuzjazmem wspominają artystyczny ferment panujący na trójmiejskiej scenie. Zresztą nie chodzi tylko o atmosferę i wzajemne inspiracje. Siłą tego środowiska są także oddolne koncertowe i festiwalowe inicjatywy, a także niezależne lokalne wytwórnie promujące nagrania jazzmanów i jazzmanek z Trójmiasta.
Wiele z tych zespołów, przyjaźni i inicjatyw zawiązywało się w murach Akademii Muzycznej, ale niesprawiedliwością byłoby sprowadzenie jej roli do kreatywnego hubu, miejsca spotkań. "W Gdańsku nauczyłam się kochać swój instrument i ćwiczyć na nim, zapoznałam się z muzyką jazzową oraz miałam okazję sprawdzić się w tym gatunku" – wspomina pianistka, której nauczycielami byli wówczas Włodzimierz Nahorny i Sławek Jaskułke. Pomimo wsparcia ze strony takich tuzów polskiego jazzu Midera wciąż szukała nowego spojrzenia na muzykę. Wiele słyszała o otwartości i kreatywnym podejściu charakteryzującym kopenhaskie Rhythmic Music Conservatory, więc po obronie licencjatu na gdańskiej uczelni aplikowała tam na studia. "Poza tym jako dziecko zawsze lubiłam podróżować i nie mam problemu z adaptacją w nowych miejscach" – dodaje pianistka.
Dziś przyznaje, że nauka w dwóch szkołach sprawiła, że zwraca uwagę na więcej aspektów dotyczących bycia artystką:
W Kopenhadze podejście jest zupełnie inne niż w Gdańsku. Porównałabym tę szkołę bardziej do Akademii Sztuk Pięknych. W RMC środowisko, wykładowcy i sama przestrzeń uświadamiają, że piękno muzyki jest ukryte w bogactwie i różnorodności. Nauczyłam się tam patrzeć na muzykę z różnych perspektyw: otworzyłam na inne gatunki muzyczne, przez eksperymentowanie z formą zaczęłam wychodzić ze swojej strefy komfortu. Dopiero w Danii zaczęłam nazywać się artystką, a nie tylko instrumentalistką.
W rozmowie z Zielińskim pianistka rozwinęła ten wątek, dodając, że kluczowe okazało się dla niej takie postrzeganie zawodu muzyka, które ogranicza ryzyko wypalenia w ciągu kilku lat. Na studiach w Kopenhadze uczyła się między innymi, jak ze swojej pasji czerpać przyjemność, ale także profity.
Pulsujące brzmienie
Zanim jeszcze przeprowadziła się do Kopenhagi, na gdańskiej akademii Midera poznała muzyków, z którymi założyła zespół Klawo. Wszystko zaczęło się od jednorazowej inicjatywy, jaką było przełożenie nagranej przy użyciu samplera płyty "Flądra" Konstantego Kostki na język instrumentów akustycznych. Z pomysłem wyszła trójmiejska wytwórnia Coastline Northern Cuts – późniejszy wydawca Klawo. W skrzykniętej spontanicznie grupie studentów obok Midery znalazła się między innymi Alicja Sobstyl (liderka avant popowego Artificialice) i Artur Szalsza (związany z prog-metalowym aleph א). Tak o wydanym w 2022 roku debiucie zespołu na łamach "Bandcamp Daily" pisał Jakub Knera: "Ich debiutancki LP, wydany w lipcu, jest genialny, wypełniony wspaniałymi melodiami. Okazjonalnie przywodzi na myśl młodą brytyjską scenę jazzową, z jej pulsującym funkowym brzmieniem, ale także może poszczycić się aranżacjami, które świetnie odnalazłyby się [w produkcjach realizowanych] w złotej erze polskiego radia i telewizji".
Tym, co wyróżnia funkowy septet, jest aż trójka występujących w nim klawiszowców, co daje zespołowi ogromne możliwości kompozytorskie, ale stanowi też pewne wyzwanie. Midera przyznaje, że właśnie w Klawo nauczyła się współdzielenia muzycznej przestrzeni, odpuszczania.
Sytuacja wygląda inaczej w midi4 – kwartecie, którego jest liderką. Jego genezy można upatrywać w założonym już w Danii zespole Kowalik & Midera Quartet, na którego debiutancką płytę "Mibokoch" trafiły kompozycje liderów Maliny Midery i Szymona Kowalika. Saksofon tego drugiego muzyka słyszymy także na płycie "Cats, Dogs and Dwarfs" debiutu midi4, który ukazał się w 2024 roku nakładem innej trójmiejskiej oficyny, Alpaka Records.
Kształt i kolor
Jeśli każdy członek Klawo miał znaczący wpływ na ostateczne brzmienie albumu, to "Cats, Dogs and Dwarfs" daje wgląd w autorski styl Midery: "Jako liderka podejmowałam decyzje dotyczące wyglądu i brzmienia utworów z dużą otwartością na eksperymenty i niecodzienne w muzyce jazzowej brzmienia" – tłumaczy artystka. W tym ostatnim aspekcie pianistce pomagał kompozytor i producent Albert Karch. Pracując wspólnie nad miksem albumu, za sprawą nakładanych efektów stworzyli symulację rozstrojonego saksofonu i fortepianu, których dźwięki kolejno otwierają i zamykają płytę.
Pytana o to, jak wyglądał proces pisania utworów na debiutancką płytę, Midera powraca do czasów, kiedy studiowała na Akademii Muzycznej w Gdańsku:
Komponując muzykę, najwyraźniejszym tropem jest dla mnie kształt i kolor. Akord to dla mnie konkretna barwa – zimna bądź ciepła. Kształt widzę na klawiaturze, a potem wizualizuję sobie w mojej głowie. Teorię akordów jako konkretnych barw pokazał mi mój nauczyciel Sławek Jaskułke, który również w taki sposób pracuje przy fortepianie, szukając najlepszych dla siebie brzmień.
W entuzjastycznej recenzji opublikowanej na łamach "Dwytygodnika" Bartosz Nowicki przyznawał, że gdyby słuchał płyty "Cats, Dogs and Dwarfs" w ciemno, uznałby, że to jakaś archiwalna sesja zarejestrowana w ramach serii "Polish Jazz" w późnych latach 60.:
Text
Pomimo onirycznego brzmienia i kontemplacyjnych momentów nie jest to zestaw kołysanek, ale płyta o dużym temperamencie, świadcząca o sporej erudycji muzycznej jej twórców. Ciepły, przytłumiony tembr tenorowego saksofonu (Szymon Kowalik) w kilku pierwszych taktach roztacza kameralną, vintage’ową aurę otwierającego płytę "It’s Okey Not To Sleep". To wystarczy, aby przed oczami wyświetliły się czarno-białe kadry z polskich filmów z lat 60.
Te porównania są niebezzasadne, bo Midera przyznaje, że jedną z inspiracji był dla niej album "Seant" Andrzeja Trzaskowskiego, na którym grał zresztą drugi z jej nauczycieli – Włodzimierz Nahorny. Listę wielkich twórców polskiego jazzu warto poszerzyć o jeszcze jedno nazwisko: Wojciech Karolak. A to za sprawą charakterystycznego brzmienie organów Hammonda, po które na "Cats, Dogs and Dwarfs" chętnie sięga Midera: "Brzmienie tego instrumentu, prekursora syntezatorów, który daje możliwość dodawania nowych harmonicznych wartości, jest dla mnie magiczne. Poza tym technika gry jest zupełnie inna niż na fortepianie, co jest bardzo inspirujące".
Dalsza podróż
W najbliższym czasie artystka planuje poświęcić się pracy nie tylko na organach Hammonda – Midera wyjawia bowiem, że pracuje właśnie nad kompozycją na głos i organy kościelne. W tym przypadku inspirująca jest dla niej już sama budowa instrumentu, jego monumentalizm i akustyka sakralnej przestrzeni. W swojej nowej pracy artystka zamierza wykorzystać kościelną kubaturę z jej kilkusekundowym pogłosem. Ponadto jesienią 2024 roku ukaże się płyta międzynarodowego trio Children of Fish, którego muzyka jest fuzją jazzu, popu i wolnej improwizacji. W najbliższej przyszłości planowana jest także druga płyta septetu Klawo.
Artystyczne plany Midery nie ograniczają się jedynie do muzyki. Pianistka chętnie zajmuje się także fotografią i filmem, które to doświadczenia też próbuje przekładać na swój kompozytorski język. Midera prowadzi również audycję "Mambo Dżambo" w społecznościowym, internetowym Radio Kapitał.