Jaką markę ma polski jazz w Chinach?
Przede wszystkim polski jazz w Chinach ma teraz markę. Markę, na którą ciężko pracujemy, już siódmy rok z rzędu. Mam na myśli tutaj wszystkich ludzi, którzy przyczynili się do realizacji tras koncertowych "Jazz Po Polsku" w Chinach: muzyków (było ich już prawie stu), Maćka Głowińskiego, który filmował nasze wyjazdy i Krzyśka Podsiadłę, odpowiedzialnego za realizację dźwięku. Nie można zapomnieć o instytucjach: Fundacji Plateaux, Chińskim Stowarzyszeniu Muzyków Jazzowych i polskich instytucjach kultury i placówkach dyplomatycznych, które pomagały nam realizować projekty.
Plakat Jazz Po Polsku, fot. materiały prasowe
Polska kultura za granicą, na całym świecie, od zawsze kojarzona była przede wszystkim z Fryderykiem Chopinem. Jazz w Chinach zawsze był kojarzony z muzyką amerykańską. Polskie zespoły pokazały lokalnej publiczności jazz z zupełnie innej perspektywy; jazz dynamiczny, energiczny, nowoczesny, czasami nostalgiczny.
Z czym kojarzy się tam Polska?
Mam nadzieję, że za jakiś czas będzie kojarzyć się z jazzem. Dzisiaj kojarzy się Chopinem, Marią Curie-Skłodowską. I z Robertem Lewandowskim – wielu Chińczyków ogląda po nocach mecze piłki nożnej w CCTV, najpopularniejszej chińskiej stacji telewizyjnej.
Czasami spotykamy kogoś, kto wie o Polsce coś więcej – zazwyczaj są to ludzie, którzy u nas studiowali. Coraz więcej chińskich studentów decyduje się na studia w Polsce. W Chinach powstają wydziały polonistyki, najstarszy, pekiński, ma ponad 65 lat. Warto wspomnieć też o mroźnym Harbinie, założonym przez polskiego inżyniera Adama Szydłowskiego pod koniec XIX wieku. Tam nawet przypadkowi ludzie wiedzą coś o Polsce, albo przynajmniej kojarzą samą nazwę. Zresztą w Harbinie można kupić polskie piwo w małych, pękatych buteleczkach i suszoną kiełbasę (to chyba dziedzictwo rosyjskie).
Ile razy wracałeś do Chin?
Szczerze mówiąc, nie wiem, ale paszport zmieniałem już dwa razy. Wiem natomiast, ile odbyło się koncertów – około 300. Zdecydowaną większość z nich osobiście wysłuchałem, niektórych zespołów nawet po kilkanaście razy – chociażby zespół Confusion Project, który zagrał 25 koncertów w 31 dni.
Kiedy wraca się wiele razy do jednego kraju, pewne rzeczy w końcu przestają zaskakiwać. Jak zmieniały się dla ciebie Chiny?
Przede wszystkim zauważyłem jak, zmienił się poziom języka angielskiego wśród Chińczyków.
Monika Borzym Quintet, Harbin Grand Theatre, fot. materiały prasowe Monika Borzym Quintet
Nie zaskakuje mnie już skala Chin. Na początku wielkość tego kraju robi kolosalne wrażenie. Jednych przeraża, innych zachwyca albo zastanawia. Po kilku latach wyobrażam sobie, że może jej być dosyć, w szczególności dla kogoś, kto przyjeżdża z miasta, w którym są dwie linie metra. Odległości są gigantyczne, budynki wielkie, ludzie są wszędzie, na każdej ulicy. Wszystko jest do siebie podobne. Nigdy nie przestanę się zastanawiać, w jaki sposób i z czego to wszystko zbudowali. Jedno jest pewne, Chiny zmieniają się bardzo szybko.
Chiny są bardzo różnorodnym krajem.
W Chinach jest 56. narodowości (chiń. minzu), każda mówi w swoim języku, ma swoją kuchnię i obyczaje. Oczywiście jest mandaryński – język urzędowy, uproszczony dla wszystkich. Największym zaskoczeniem były dla mnie prowincje muzułmańskie, takie jak Gansu, którą odwiedziliśmy z kwintetem Staszka Słowińskiego w 2017 roku. Niesamowite wrażenie robi też Chengdu, nazywane "bramą Tybetu" i położona nieopodal ogromna metropolia Chongqing.
Nie chciałeś nauczyć się chińskiego?
Chciałem! Nawet trzy razy zapisywałem się na kurs, ale zawsze rezygnowałem. Podstawy znam, poradzę sobie w knajpie albo w sklepie. Chińczycy chętnie rozmawiają po angielsku, dla nich jest to okazja, żeby się podszkolić.
Właśnie, co co z jedzeniem?
Jedzenie w każdej prowincji jest inne. Dla smakoszy to raj na ziemi. Niektórzy muzycy boją się tamtejszej kuchni, ale niektórzy są odważni. Rafał Sarnecki uwielbia jeść móżdżki cielęce. Z Tomkiem Chyłą jadłem larwy motyli, z Grzegorzem Karnasem próbowaliśmy kociołka chilli z podrobami. Ze Staszkiem Słowińskim degustowaliśmy raki rzeczne. Gorzej mają wegetarianie i weganie. Alan Wykpisz bał się zamawiać coś innego niż ryż z bakłażanem i pół-surowymi ziemniaczkami tzw. tǔdòu. Większość potraw jest okraszona skrawkami mięsa, nawet tych reklamowanych jako bezmięsne. Tęsknię za tym chińskim bakłażanem podawanym z grilla z ciemnym sosem sojowym i czosnkiem. To mój smak Chin.
Jakub Krzeszowski – ukończył studia w zakresie prawa i public relations. Na co dzień planuje i realizuje kampanie z obszaru marketingu kultury. Przygodę z branżą rozpoczął jako dziennikarz i manager zespołów metalowych. Zorganizowane przez niego w Azji koncerty polskich zespołów jazzowych zobaczyło około pół miliona osób.