Akwaforty Callota Życie Egipcjan – a tym samym cała europejska tradycja ikonograficzna prezentowania Romów – są punktem wyjścia do nowego cyklu prac Mirgi-Tas. To właśnie te podobizny „pierwszych Europejczyków” wytworzyły konwencję przedstawieniową, której elementy na stulecia zdominowały „sposoby widzenia” Romów. Tak więc już w XV wieku Romów jako podmiot zbiorowy prezentować zaczęto na sposób orientalny. Etnografizowano ich i konstruowano jako Innego Europy. Elementy wschodnie ubioru i ubóstwo miały być świadectwem pozaeuropejskiego pochodzenia i zasłużonej kary tułaczki oraz goryczy wygnania z ojczyzny – utożsamianej wówczas z Egiptem. W tym samym czasie powstawały wizerunki, które ów egipsko-cygański kostium wiązały z typowymi dla przybyszów zajęciami, jakim się oddawali. Romowie, jak ich zbiorowy portret rysuje się na podstawie źródeł ikonograficznych, to zatem przybyli ze Wschodu kieszonkowcy, złodzieje, naciągacze, pocieszni nieco włóczędzy i żebracy. W geście artystycznego zawłaszczenia Małgorzata Mirga-Tas przetwarza historyczne reprezentacje Romów, których autorami – co niezwykle istotne – bez wyjątku byli nie-Romowie. Nie dysponując zatem ani romskimi autoportretami, ani informacjami o tym, w jaki sposób Romowie postrzegali samych siebie, artystka sięgnęła po retrospektywną i fantazmatyczną próbę (re)kreacji i restytucji obrazu. Jednocześnie – ironicznie odnosząc się do nieromskich świadectw wizualnych z przeszłości – podważyła nabudowane na nich stereotypy, metaforycznie „wychodząc z Egiptu”.
Prace Mirgi-Tas, nawiązujące do akwafort Callota, stały się też częścią większej całości, jaką była wystawa Przeczarowując świat, którą artystka reprezentowała Polskę na 59. Biennale Sztuki w Wenecji w 2022 roku. W swoich monumentalnych tkaninach odwoływała się do konstrukcji fresków z renesansowego Palazzo Schifanoia w Ferrarze. Jednak tam, gdzie malarze szkoły ferraryjskiej używali przedstawień mitologicznych i obrazów nawiązujących do cyklu astrologicznego, artystka użyła podobizn bliskich sobie osób, szczególnie kobiet, a także Romów z akwafort Callota, tylko, jak sama mówi, „przewłaszczonych”.
Kiedy zaczynałam pracować nad wizerunkami stworzonymi przez Callota, to nie zrobiłam nic innego, jak tylko nadałam im godność. Ubrałam te postaci, dodałam koloru, usunęłam pewne elementy, nie uwzględniłam momentów, które uważam za krzywdzące. Powtarzam więc sceny z Callota, dokonując tego rodzaju zmian, tak by opowiedzieć je na nowo, niejako od środka
– tłumaczyła artystka w rozmowie z Culture.pl. Dolną część tkaniny wypełniła obrazami współczesnego życia romskiego, tworząc wielobarwną mozaikę, w której „rytm życia codziennego miesza się z czasem historycznym i magicznym”, jak pisał w Dwutygodniku Karol Sienkiewicz.