Droga do Królewskiego Muzeum Sztuki i Historii w Brukseli, monumentalnego klasycyzującego gmachu, jednego z największych muzeów w Europie, wiedzie przez równie monumentalny Parc du Cinquantenaire. Ta manifestacja siły, by nie powiedzieć megalomanii Leopolda II, koresponduje dobrze z tym, co znajdziemy we wnętrzach muzeum – kryjącego w sobie nie tylko lokalne arcydzieła flandryjskiego gotyku, ale też liczne dzieła sztuki antycznej Grecji, Rzymu i Egiptu, eksponaty z imperium Azteków i z Alaski, a nawet autentyczny posąg moai z Wyspy Wielkanocnej.
Jednocześnie muzeum pozostaje dziś w cieniu zwodniczo podobnych z nazwy Królewskich Muzeów Sztuk Pięknych i nawet w weekend zdarza mu się świecić pustkami. Schodząc coraz niżej do wystawienniczych kazamatów gmaszyska, można się wręcz poczuć jak intruz, który nielegalnie zapuścił się do muzealnych magazynów – ekspozycja sztuki bliskowschodniej wygląda wręcz, jakby o jej istnieniu zapomniała sama instytucja, a w kątach pomiędzy nieodkurzanymi od lat gablotami dosłownie rozciągają się wielkie pajęczyny. Krótko mówiąc – podręcznikowy obraz przebrzmiałej kolonialnej potęgi. W takiej właśnie scenerii oglądać możemy prezentowaną w ramach programu kulturalnego Polskiej Prezydencji w Radzie Unii Europejskiej monumentalną tkaninę Małgorzaty Mirgi-Tas Saworo, saworo, saworo (sama wystawa nosi tytuł Sawore, sawore, sawore).